Jutro pogrzeb legendy polskiego jazzu

Pogrzeb Zofii Komeda-Trzcińskiej odbędzie się w piątek na warszawskich Powązkach. O godz. 13 w kościele św. Karola Boromeusza rozpocznie się msza żałobna, po której nastąpi odprowadzenie do grobu rodzinnego.

Prezydent RP przyznał pośmiertnie Zofii Komeda-Trzcińskiej Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.

Reklama

Zofia Komedowa była legendą polskiego jazzu, jego wspaniałą promotorką, m.in. uczestniczką legendarnych festiwali jazzowych w Sopocie, ale także żoną i muzą Krzysztofa Komedy, który właśnie dla niej skomponował utwór "Crazy Girl" - wspominał bliski zmarłej, redaktor naczelny magazynu "Jazz Forum" Paweł Brodowski.

Jako nastoletnia dziewczyna była łączniczką w partyzantce AK zgrupowania "Jodła" w Górach Świętokrzyskich. Była wielką patriotką; za swoje zasługi w ruchu oporu podczas II wojny światowej została mianowana w 2002 r. przez ministra obrony narodowej na stopień porucznika.

Po wojnie, od lat 50. związała się ze środowiskiem jazzowym m.in. w Krakowie, gdzie poznała i zaprzyjaźniła się z Wandą Warską. Jako znakomita organizatorka została menedżerem zespołu Andrzeja Kurylewicza, a potem Sekstetu Krzysztofa Komedy. - Była jednym z pionierów organizacji życia jazzowego - powiedział Brodowski.

Trzcińska w pierwszej połowie lat 50. współtworzyła Krakowski Klub Jazzowy (późniejszy Helikon), od 1956 r. była jego prezesem. Współpracowała także ze słynną Piwnicą pod Baranami. - Miała wielki temperament i żywiołową energię, którą świetnie potrafiła spożytkować jako organizatorka festiwali. To ona uczestniczyła w legendarnym pierwszym Festiwalu Jazzowym w Sopocie, na ulicach którego rozkręcała słynny "nowoorleański" pochód muzyków i publiczności - podkreślił Brodowski.

Na przełomie lat 1955 - 1956, zaczęła organizować w różnych miastach tzw. turnieje jazzowe - imprezy masowe z udziałem wielu zespołów; na turniej do Krakowa przyjechał wtedy poznański zespół Jerzego Grzewińskiego, a z nim pianista - Krzysztof Trzciński. Wkrótce Zofia i Krzysztof stali się nierozłączną parą.

Pisze o tym Krystian Brodacki na stronie "Jazz Forum": "Młody laryngolog - pianista był już wtedy zdecydowany pójść drogą jazzu nowoczesnego, jednak wsparcie nie tylko duchowe, lecz i organizacyjne ze strony tej urodziwej, pełnej energii i świadomej jego (i swych) możliwości kobiety odegrało w jego karierze fundamentalną rolę.

Umiała stworzyć mu warunki niezbędne artyście do pracy twórczej, a mając rozległe kontakty w polskim a potem i zagranicznym świecie sztuki i kultury, pomogła mu pokonać różne bariery i wywalczyć silną pozycję nie tylko w europejskim środowisku jazzowym, lecz także - a może przede wszystkim - w filmowym. Reszta jest historią, której tragicznym zwieńczeniem będzie wypadek w Beverly Hills".

Zofia Komedowa dysponując bogatym zbiorem nagrań i fotografii, przyczyniła się do rozsławienia muzyki Krzysztofa Komedy po jego śmierci w 1969 r. - Zaczęła organizować koncerty pod hasłem "Muzyka pozostała", i ta tradycja jest kultywowana do dziś, bo w kwietniu każdego roku obchodzimy rocznicę śmierci autora "Rosemary's Baby" - mówił Brodowski. - To ona wskrzesiła cały dorobek Komedy nagrany do filmu, teatru, także jego zapisy koncertowe, bo Komeda, o czym mało kto wie, nagrał tylko trzy albumy jazzowe, tymczasem muzykę aż do 70 filmów - dodał.

Zofia Komedowa była barwną postacią, która swoje przeżycia opisała dokładnie w książce "Komeda, Zośka i inni". Od lat przebywała najchętniej w swej posiadłości w miejscowości Chmiel w Bieszczadach, gdzie była przewodniczącą Komitetu Obywatelskiego Solidarności w Lutowiskach. Mimo oddalenia od Warszawy aktywnie współpracowała z Polskim Stowarzyszeniem Jazzowym.

Zmarła na atak serca w bielańskim szpitalu w Warszawie 20 sierpnia wieczorem.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje