Świętość poszargana...

Wszystko było już praktycznie gotowe. Dzieci sprzedawały palemki i uzbierały pieniądze na sztandar. Biskup drohiczyński szykował się do odwiedzin w szkole. W kalendarzu zarezerwował już termin. Miał święcić szkołę.

Przygotowano obrazy, które miały zawisnąć na korytarzach. Proboszcz obiecał popiersie papieża. Miało być wielkie święto, a wyszła wielka afera, którą żyją mieszkańcy całej gminy.

Reklama

Wielu nie może uwierzyć, że coś takiego w ogóle się zdarzyło. A jednak. Rada Gminy w Korczewie podjęła uchwałę, w której zdecydowaną większością głosów odrzucono propozycję, aby Szkole Podstawowej w Bartkowie Nowym nadać imię Jana Pawła II. Na całe lokalne społeczeństwo spadło to jak grom z jasnego nieba. Szok i niedowierzanie są tym większe, że to sam biskup Dydycz zaproponował papieża na patrona szkoły.

- Radni kilkakrotnie odrzucali propozycję nadania szkole imienia Jana Pawła II - mówi rodzic jednego z uczniów SP w Bartkowie Nowym. - Wili się jak piskorze, przesuwali termin głosowania. Nieoficjalnie mówi się, że zagłosowali przeciwko, bo zamierzają zlikwidować szkołę i zrobić w niej hurtownię piwa. Zupełnie zlekceważyli fakt, że za nadaniem imienia opowiedziało się praktycznie całe lokalne społeczeństwo - pracownicy szkoły, uczniowie i rodzice. Radni jednak wystąpili otwarcie przeciwko mieszkańcom, choć przecież ich właśnie reprezentują. - Wszystkie przygotowania do nadania imienia były robione zgodnie z procedurą - mówi nauczycielka ze Szkoły Podstawowej w Bartkowie Nowym. - Wszyscy popierali taką inicjatywę, która mogła przynieść szkole jedynie same korzyści. Byliśmy więc całkowicie przekonani, że decyzja Rady Gminy będzie tylko formalnością. Teraz zostały nam tylko gorycz i rozczarowanie. Przeciwnicy nadania imienia SP w Bartkowie twierdzą, że szkoła jest za mała na takiego patrona. Mówią o szarganiu świętości i imienia papieża. Powszechnie wiadomo, że są urażeni faktem, iż szkoła najpierw zwróciła się do biskupa i kuratorium oświaty, a dopiero na końcu do Rady Gminy. Nie ukrywają też, że placówka może być zlikwidowana.

- Jak by to wyglądało, kiedy potem trzeba by odkręcać tabliczkę z imieniem papieża - argumentuje jeden z radnych. Na pierwszą sesję Rady Gminy w Korczewie nie wprowadzono punktu, dotyczącego SP w Bartkowie. Wtedy nikt jeszcze nie przypuszczał, jak potoczą się dalsze wypadki. Na drugą sesję (w porządku obrad zostało umieszczone głosowanie nad nadaniem imienia szkole) przyszli: rodzice, ksiądz proboszcz i dyrektorka SP w Bartkowie.

- Ksiądz przyszedł obserwować, jak będziemy głosować - padały komentarze radnych. Kapłan powiedział kilka słów o idei nadania imienia szkole i wszyscy czekali na rozstrzygnięcie. Zaczęły jednak padać propozycje, aby głosowanie było tajne... Wszystko skończyło się zupełnym zaskoczeniem. Sprawę patrona zdjęto z porządku obrad... - Apelowałam, żeby wreszcie sprawa została przegłosowana i aby potraktowano nas poważnie - mówi dyrektorka SP w Bartkowie Nowym, Agata Chruściel. - Chciałam, żeby wreszcie skończyły się te głupie przepychanki. Radni bawili się z nami w kotka i myszkę, a my ciągle nie wiedzieliśmy, co robić. Głosowanie przesunięto na kolejną sesję, która odbyła się w końcu maja. Zabrakło na niej 4 radnych - w tym 2, reprezentujących Bartków. Podczas jawnego głosowania 9 radnych było przeciwnych nadaniu szkole imienia Jana Pawła II. Tylko 2 poparło tę propozycje. Byli to: Wincenty Raczyński oraz przewodnicząca Rady Gminy, Barbara Roszuk, która jest jednocześnie nauczycielką w SP w Bartkowie.

- Do Rady Gminy trafił formalny wniosek o nadanie szkole imienia Jana Pawła II - mówi Barbara Roszuk. - Był on skierowany w imieniu: Rady Pedagogicznej, rady uczniów oraz rodziców. Na poprzedniej sesji, na wniosek samych radnych, zdjęto ten punkt z porządku obrad. Mają oni jednak prawo do takiej decyzji. Radni, odrzucając wniosek, argumentowali m.in., że szkoła będzie w przyszłości zlikwidowana. Wcześniej negatywną opinię wyraziły także poszczególne komisje Rady Gminy. Ja głosowałam wbrew większości, bo reprezentuję elektorat Bartkowa i całkowicie popieram ich inicjatywę. Do szkoły chodzi około 60 uczniów. Nie jest to więc bardzo mała placówka. Czy zresztą wielkość jest w tej kwestii najważniejsza? Dyrektor Agata Chruściel jest wyraźnie przygnębiona całą sprawą, podobnie, jak mieszkańcy Bartkowa. Lokalne środowisko nie może się jeszcze pozbierać po zaskakującej decyzji radnych. Ludzie czują się zlekceważeni, wręcz poniżeni, także w oczach biskupa Antoniego Dydycza.

- Chyba w całej Polsce nie zdarzyło się, aby radni podjęli podobną decyzję - mówi rozgoryczona Agata Chruciel. - To był szok i dla uczniów, i dla mieszkańców. Całe środowisko żyło tym wydarzeniem, ale radni jednym głosowaniem zniweczyli lokalną inicjatywę. Twierdzą, że nasza szkoła jest za mała, a nadawanie jej imienia Jana Pawła II to szarganie świętości. Tylko, że to sam biskup zaproponował, aby szkoła miała takiego właśnie patrona. A on doskonale zna naszą placówkę, w której nie raz gościł. Skoro sam biskup uznał, że zasługuje ona na takie imię, to radni nie powinni się temu przeciwstawiać. Biskup Antoni Dydycz powiedział, że w małych społecznościach mogą się rodzić wielkie rzeczy. Nam nie dano takiej szansy. Radni obrazili się, że najpierw zwróciłam się z tą sprawą do biskupa i Kuratorium Oświaty, a na końcu do nich. Taka jest jednak procedura. Tłumaczyłam to radnym, ale najwyraźniej nie przyjmowali moich argumentów. Nawet gdyby samorząd zlikwidował naszą szkołę, to przecież możemy utworzyć placówkę społeczną, które z powodzeniem działają w wielu gminach. Radni okazali się jednak świętsi od papieża...

W opinii wnioskodawców, głównym oponentem nadania szkole imienia papieża jest radny Mariusz Grochala. On sam twierdzi, że to nie do końca prawda, a życie polega na dokonywaniu trudnych, czasem niepopularnych wyborów. Sprawa SP w Bartkowie do takich właśnie należała. Poza tym w ostatnim czasie zaszły tzw. nieprzewidziane okoliczności... - Niemal przed samą sesją, na której było głosowanie w sprawie szkoły w Bartkowie, dowiedzieliśmy się, że zmniejszona została subwencja oświatowa - mówi Mariusz Grochala. - Na szkoły zabraknie w gminie około 250 tysięcy złotych. Stwarza to zagrożenie dla funkcjonowania małych szkół, takich jak w Bartkowie Nowym, której roczne utrzymanie kosztuje około 450 tysięcy zł. Uważam, że w całą sprawę niepotrzebnie wplątano osobę papieża. To nielogiczne, żeby nadawać szkole imię, a potem odkręcać tabliczkę, poświęconą wielkiemu człowiekowi. Oczywiście szkoła nie musi zostać zlikwidowana. Można utworzyć szkołę społeczną, co zresztą popieram. Dlatego właśnie apelowałem, żeby poczekać z decyzją o nadaniu tej placówce imienia papieża. Radni dowiedzieli się o tym pomyśle ostatni. Zabrakło czasu na przemyślenie sprawy. Uważam, że w tej chwili trzeba się skupić na uczniach, a nie na patronie szkoły. W Bartkowie twierdzą, że jedno drugiemu zupełnie nie przeszkadza. Jest wręcz przeciwnie. Dlatego z takim zapałem przystąpili do przygotowania wielkiego święta. Uczniowie sprzedawali palemki i uzbierali na sztandar 1000 złotych. Został on już zamówiony u sióstr. Proboszcz obiecał popiersie papieża. - Od gminy nie chcieliśmy ani złotówki - dodaje Agata Chruściel. - Wszystko robiliśmy wysiłkiem lokalnego społeczeństwa.

- Na odpuście w Knychówku biskup Antoni Dydycz modlił się w intencji szkoły w Bartkowie Nowym. Chwalił mieszkańców za wybór patrona i wyraził nadzieję, że radni podejmą pozytywną decyzję. Obiecał, że przyjedzie do szkoły, nawet o północy. Nie przyjechał... Z góry zaprosił szkołę do Drohiczyna na czerwcowe spotkanie szkół imienia Jana Pawła II i kardynała Stefana Wyszyńskiego. - Mimo wszystko pojedziemy do Drohiczyna i odbierzemy przygotowany dla nas order - mówi Agata Chruściel. - Jako szkoła, oczekująca na nadanie imienia...

Zbigniew Juśkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje