Bartoszewski o "liście Wildsteina"

Nie bardzo jest dla mnie jasne, co to jest w ogóle ta "lista Wildsteina". Wydaje mi się, że nadawanie jej rozgłosu podobne jest trochę do porównywania dzieł Sofoklesa czy św. Tomasza z Akwinu do Lenina czy Hitlera - mówi INTERIA.PL Władysław Bartoszewski.

Bo są to wszystko tytuły dostępne w katalogach niektórych bibliotek. Bez szczegółowego objaśnienia, o co w każdym szczególnym przypadku chodzi, listy czy katalogi tego rodzaju wydają mi się mało pożyteczne - dodaje gość czata serwisu Fakty.

Reklama

Ponieważ sprawa dotyczy tysięcy przypadków żyjących ludzi, konieczne jest poszanowanie godności ludzkiej i ochrona sfery osobistej. Nie oznacza to rezygnacji ze ścigania oczywistych przestępstw czy z osądu moralnego przypadków moralności. Jeżeli hałas wokół tej listy przyspieszy realne działania wyjaśniające, to w sumie może się to okazać korzystne - ocenia Bartoszewski.

Dowiedz się więcej na temat: Bartoszewski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje