Pierwsi ranni w Serbii powrócą rano do Polski

Pierwsza grupa osób poszkodowanych w piątkowym wypadku polskiego autokaru w Serbii prawdopodobnie wyląduje w Katowicach w sobotę wczesnym rankiem - poinformowała rzeczniczka wojewody śląskiego Marta Malik.

- Zgodnie z przekazanymi nam wieczorem planami, rządowy Tu-154 ma wystartować z Belgradu z pierwszą grupą poszkodowanych po piątkowym wypadku tuż o godz. 4.30 rano - powiedziała Malik opierając się na informacjach przebywającego w Serbii wojewody śląskiego Zygmunta Łukaszczyka i zastrzegając, że plany te mogą jeszcze ulec zmianie.

Reklama

Wyjaśniła, że płynność ustaleń wynika z dokonywanych na bieżąco uzgodnień przebywających na miejscu polskich służb dyplomatycznych i serbskich lekarzy, którzy uzależniają możliwość transportu chorych od aktualnego stanu ich zdrowia. W piątek po południu lekarze zgadzali się na wylot do Polski 28 stosunkowo najmniej poszkodowanych osób.

Według Malik nie wiadomo jednak dotąd, czy właśnie najlżej ranni będą przewożeni do Polski jako pierwsi. W piątek wieczorem nieoficjalnie mówiono o potrzebie szybkiego przetransportowania do polskiego szpitala bardzo poważnie rannego małego chłopca -by dokonać na nim skomplikowanej operacji.

W dwóch szpitalach w Nowym Sadzie, dokąd trafili poszkodowani po wypadku, stale dyżurują polscy konsulowie. Późnym wieczorem do przebywających tam chorych dotrzeć mieli członkowie ich rodzin, którzy polecieli do Belgradu rządowym samolotem TU-154M, a stamtąd mieli zostać przewiezieni do Nowego Sadu autokarami.

Na pokładzie rządowego tupolewa - prócz 54 bliskich poszkodowanych pasażerów autokaru - znaleźli się m.in. wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk, który z polecenia premiera Donalda Tuska koordynuje akcję pomocy dla rodzin ofiar i poszkodowanych, troje psychologów i sześcioro lekarzy, którzy mają nadzorować powrót rannych do Polski.

Przelot rządowego samolotu zapewnił na wniosek władz Kompanii Węglowej resort spraw wewnętrznych i administracji. Opiekę i organizację pobytu w Serbii członków rodzin pasażerów autokaru przygotowały polskie służby konsularne. Do dyspozycji Polaków strona serbska udostępniła wojskowy autokar oraz nocleg w sali gimnastycznej liceum w Nowym Sadzie.

Do wypadku doszło po godz. 6.30 rano w okolicach miejscowości Indija, w odległości ok. 20 km od Belgradu. Według relacji świadków, kierowca stracił panowanie nad kierownicą i wypadł z drogi, zatrzymując się w rowie. W wypadku zginęło sześć osób: dwoje dzieci, jedna kobieta i trzech mężczyzn. Ciężko rannych zostało dziewięć osób, a lżej - 31.

Według informacji lekarzy ze szpitali w Nowym Sadzie, po wypadku przeprowadzili oni operacje u sześciorga rannych, spośród których stan pięciorga ocenili jako stabilny. Najciężej poszkodowani zostali ludzie młodzi, którzy podczas wypadku wypadli z autokaru - mają przede wszystkim poważne obrażenia rąk.

Jak podał resort spraw zagranicznych, decyzją serbskiej prokuratury ofiary śmiertelne wypadku przewieziono do kostnicy bez uprzedniej identyfikacji. Proces ten, związany również z powiadomieniem rodzin, może rozciągnąć się w czasie, ponieważ serbska policja zabezpieczyła dokumenty uczestników wycieczki bez przyporządkowania ich właścicielom.

Prócz rządowego samolotu, w piątek wieczorem w drogę ze Śląska do Serbii ruszył też autokar zorganizowany przez Kompanię Węglową. Z należącą do tej firmy lędzińską kopalnią "Ziemowit" związana jest ponad połowa poszkodowanych pasażerów autokaru -to jej obecni lub byli pracownicy oraz członkowie ich rodzin.

Górnicy z "Ziemowita" wykupili wczasy w Bułgarii w biurze podróży In Tour z Bielska-Białej na własną rękę, korzystając z dofinansowania przez swój zakład pracy. Kompania postanowiła jednak zapewnić tym 22 bliskim poszkodowanych, którzy nie mogli polecieć do Serbii samolotem z powodu braku miejsc, możliwość szybkiego spotkania z nimi.

Dowiedz się więcej na temat: ranni

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje