Reklama

Reklama

Rokita w dużych opałach. Nie wykonał wyroku

Jan Rokita zapowiedział w środę, że nie odwoła się od decyzji krakowskiej Platformy Obywatelskiej o wykreślenie go z partii za niepłacenie składek. Nie mam zamiaru uczestniczyć w tej, albo innej partii - oświadczył.

Rokita skomentował w TVN24 także postępowanie komornicze, które jest prowadzone wobec niego w związku z przegranym procesem z byłym szefem policji Konradem Kornatowskim. Były polityk PO uważa, że jest "pierwszą osobą, która będzie płacić odszkodowania za zbrodnie stanu wojennego".       

Reklama

"Z polityki się wypisałem, z Platformy nigdy się nie wypisywałem. Nie budzi to żadnych moich emocji. Nie mam zamiaru odwoływać się od tej decyzji, nie mam zamiaru uczestniczyć w tej albo innych partiach. Od dawna czynna działalność polityczna mnie nie interesuje" - powiedział Rokita, nawiązując do wykreślenia go z listy członków PO.          

Zaznaczył, że decyzja krakowskiej Platformy zdziwiła go, szczególnie, że zbiegła się z postępowaniem komorniczym wobec niego.          

"Po 6 latach mojego niezainteresowania polityką, polityka zaczęła się mną interesować (...) Te rzeczy się zbiegły i to wywołuje pewne zdziwienie. (...) Sześć lat nie przeszkadzało, że Rokita nie płaci składek, nikt go nie wyrzucał, nagle go wyrzucają. Sześć lat nie przeszkadzało, że Rokita nie przeprosił Kornatowskiego i komornik nie przychodził, nagle przyszedł. Stawiam pytanie, co się dzieje?" - mówił Rokita.          

"Gdybym chciał zacytować klasyka, czyli szefa rządu, to powiedziałbym: Ktoś przekręcił wajchę" - kontynuował.           

Sekretarz zarządu małopolskiej PO Grzegorz Lipiec powiedział PAP w środę, że Rokita został przed około miesiącem wykreślony z PO za niepłacenie składek. Według Lipca w podobnej sytuacji znalazło się też kilkaset innych osób.           

W ostatnich dniach pojawiła się w mediach informacja, że komornik zajmuje majątek Rokity w związku z tym, że nie wykonał on wyroku sądu w sprawie, którą wytoczył mu Kornatowski.           

W 2007 r. Rokita zarzucił Kornatowskiemu, że jako prokurator brał udział w tuszowaniu śmierci Tadeusza Wądołowskiego, który zmarł w komisariacie kolejowym w Gdyni w 1986 r. Sprawa znalazła się w raporcie tzw. komisji Rokity, która na przełomie lat 80. i 90. wyjaśniała tajemnicze zgony opozycjonistów z PRL.           

Kornatowski pozwał Rokitę o ochronę dobrego imienia. Rokita sprawę przegrał - sąd orzekł, że w kilku mediach ma przeprosić Kornatowskiego za nazwanie go "nikczemnym prokuratorem".           

Rokita ocenił w środę, że Kornatowski "jest współodpowiedzialny za to, co prokuratura robiła w latach 80.", co wykazał Sejm w raporcie komisji, którą kierował na początku lat 90. "Tadeusz Wądołowski został zabity na komisariacie policji. Są koronne dowody na to, że go tam katowano i to doprowadziło do śmierci. Natomiast Kornatowski potem tak przesłuchiwał biegłego, żeby biegły stwierdził, iż liczne ślady krwi nastąpiły wskutek zawału serca i upadku" - powiedział Rokita.           

Przyznał, że wyroku - który uważa za niesprawiedliwy - nie wykonał. Jak dodał wykonuje go teraz komornik. Rokita powiedział, że obecnie egzekwowana jest kwota ok. 100 tys. zł, a następnie ma to być kolejne 200 tys. zł. Jak mówił, komornik zajmuje mu pensję.           

"Jestem pierwszą osobą, która będzie płacić jakieś odszkodowania za zbrodnie stanu wojennego. Nikt do tej pory nie zapłacił, żaden funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, prokurator. Pierwszą osobą, która fizycznie zapłaci pieniądze za zbrodnie stanu wojennego jest Jan Rokita. To jest miara absurdu rzeczywistości, w której żyjemy" - stwierdził Rokita.

Dowiedz się więcej na temat: Jan Rokita

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne