Reklama

Reklama

"Rzeczpospolita": 1 lipca proces sześciu neonazistów z "urodzin" Hitlera

Jak donosi we wtorek "Rzeczpospolita", 1 lipca w Sądzie Rejonowym w Wodzisławiu Śląskim rozpocznie się proces sześciu neonazistów, którzy świętowali w jednym z tamtejszych lasów rocznicę urodzin Hitlera. Decyzja o wyłączeniu jawności rozprawy nie zapadła.

20 stycznia na antenie TVN24 wyemitowano reportaż "Superwizjera" TVN "Polscy neonaziści". Materiał pokazywał m.in. obchody 128. rocznicy urodzin Adolfa Hitlera zorganizowane w lesie pod Wodzisławiem Śląskim przez polskich ekstremistów w maju 2017 r. Na cześć przywódcy III Rzeszy m.in. urządzono ołtarzyk czy wnoszono toasty "za Adolfa Hitlera i naszą ojczyznę, ukochaną Polskę" i okrzyki "Sieg Heil". Wydarzeniu towarzyszyła nazistowska symbolika - swastyki - a uczestnicy, przebrani w mundury Wehrmachtu, hajlowali.

Reklama

Organizatorem imprezy był Mateusz S. ps. "Sitas", przewodniczący stowarzyszenia Duma i Nowoczesność. Oprócz niego o publiczne propagowanie nazistowskiego systemu państwa oskarżono jeszcze Krystiana Z., Adama K., małżeństwo Tomasza i Dorotę R. oraz Dawida K. Grożą im dwa lata więzienia, a Mateuszowi S. - dodatkowo za nielegalne posiadanie 16 sztuk amunicji i broni - do ośmiu lat pozbawienia wolności. Wcześniej na 13 tys. zł grzywny skazano już siódmego uczestnika "urodzin Hitlera", Adama B.

Jak informuje "Rz", akt oskarżenia zostanie odczytany podczas rozprawy, której termin wyznaczono na 1 lipca. Sprawa będzie toczyła się przed Sądem Rejonowym w Wodzisławiu Śląskim.

Z informacji, jakie uzyskał dziennik od gliwickiej prokuratury, wynika, że nie zdecydowano o wyłączeniu jawności rozprawy. W akcie oskarżenia wskazano 58 świadków.

"Gliwicka prokuratura uznała, że zamknięta impreza dla znajomych toczyła się w miejscu publicznym - niedaleko drogi leśnej, do której dostęp miały osoby postronne - bez tego niemożliwe byłoby oskarżenie narodowców" - czytamy.

"Rz" wskazuje jednak, że udowodnienie publicznego charakteru może być trudne, gdyż podobne sprawy często umarzano, "nie mogąc udowodnić, że propagowanie ustroju totalitarnego było publiczne".

Więcej w "Rzeczpospolitej".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje