"Zorkownia". Opowieść o tym, co najważniejsze

Agnieszka Kaluga obiecała umierającej córeczce, że sobie poradzi. Teraz pomaga innym. Odnalazła swoje miejsce, choć życie przecina się tam ze śmiercią. Od czterech lat jest wolontariuszką w hospicjum. Spędza czas z tymi, którzy potrzebują kilku słów, uśmiechu, pomocy przy napisaniu ostatniego listu. "Zorkownia" to poruszający dziennik odkrywania nadziei i miłości tak wielkiej, że nie da się jej zamknąć w jednym słowie. Chcesz go przeczytać? Zapraszamy do udziału w konkursie!

Fragmenty:

Reklama

16 lutego 2010  

Śmierć powadze chwili


Jesienią na raka płuc zmarł mój teść. To dzięki niemu jestem w hospicjum, dzięki niemu oswoiłam strach, a słowo stało się ciałem. Swoją drogą z ojcem stało się odwrotnie.

Kilka dni po pogrzebie taty wchodzę do pokoju, a tam, na podłodze, leży synek. Przykryty dużą plastikową pokrywą od pojemnika na klocki, tylko nogi wystają. Dookoła małe ogrodowe lampki.

I ani drgnie.

- Co to jest, Bartusiu? - pytam ze ściśniętym gardłem.

- Jak to co, mamo? - odpowiada spod plastikowej pokrywy lekko stłumiony, dziecięcy głosik. - Solarium.

8 lipca 2010

In medias res

Ola, trzydzieści cztery lata, mama siedmioletniej Alicji.

Jeszcze trzy miesiące temu była zdrowa, dziś umiera na czerniaka. Przerzuty wszędzie - wątroba, płuca, mózg. Zaczęło się od plamki, którą przyrumieniło słońce.

Ola jest teraz w piątym miesiącu ciąży.

W brzuchu mieszka dziewczynka, która umrze wraz z mamą.

Dotykam jej nagiego brzucha otwartą dłonią.

Więcej pytań nie mam.

25 grudnia 2010  

Wigilia

Błyszczące umywalki, miarowy szum muszli klozetowych i lodówek, czysta podłoga. Z pokoju pielęgniarek snuje się muzyka - tak cicha, że przezroczysta. Gdy stoi się na wewnętrznym tarasie, słychać echo telewizora. Pani portierka leniwie sączy kawę z mlekiem, opróżnia bombonierkę. Niemal słyszę, jak stukają klawisze telefonu od świątecznych SMS-ów. Ryby hipnotycznym ruchem pływają w jeziorku, właściwie niczym już nie różniąc się od pobliskich roślin. Choinki nagrzane od lampek, kwiaty podlane, tabletki podane.

Sen, brak snu może, trawienie, zmęczenie, trwanie i czekanie.

Wigilia, ciche preludium.

Za przymkniętymi skrzydłami drzwi domykają się powieki.

Niektóre na amen, inne tylko na sen dobry.

W klepsydrach okien sypią się ziarenka puchu.

Tworzy się biała kołdra. Świąteczna, świeża.

Szczelnie okrywa zbolałe ciała - cienkie już jak opłatki.

Kto komu narodzi się tej nocy?

Kto przyjdzie i na jaki świat?

9 sierpnia 2011  

SMS

Minęło dziesięć miesięcy od Twojej śmierci, Marku. W telefonie jednak wciąż mam Twój numer - forma mikro-buntu, zasuszony liść z drzewa, po którym zostały korzenie.

Szczęśliwie nie tylko ja zbieram liście.

Wczoraj dostałam wiadomość z zaświatów: zdjęcie nowo narodzonego dziecka i podpis: "Mały Marek".

Na świat przyszedł chłopiec. Dziecko - niespodzianka, poczęte chwilę po Twoim odejściu.

Masz pierwszego wnuka, Marku. Pocieszyciela strapionych.

Całego zrodzonego z tęsknoty. 

28 września 2011  

Pogrzeby


Pamiętam drobiazgi.

Prochy babci Kingi wiózł Elvis.

Nie żartuję - biała, amerykańska limuzyna miała taką rejestrację.

Kowbojski kapelusz na trumnie teścia, sterczący niczym okazały borowik.

Zalaminowana laurka dla przyszywanego dziadka Miecia od synka.

Przywieziony z Chorwacji kamyk, który spoczął w ostatniej kieszeni Marka.

Zimny mikrofon, który ściskałam na pogrzebie cioci, aż zbielały mi palce.

Piasek z lekkością śniegu sypiący się na trumnę córeczki.

Dziś również drobiazg:

szare obcasy mamy pięcioletniej Patrycji. Bezczelnie proste pod bezradnie uginającymi się, drżącymi kolanami.

Nieśmiertelne.

7 kwietnia 2012  

Wielka Sobota


Dwa obrazki.

Maszerujemy z synkiem święcić tradycję. Chorągiewki machają z koszyczków.

Wiatr i woda. Amen.

Potem, w kościele, kolejka z dzieciństwa. Na ladzie Jezus-miniaturka. Na wznak. I biała chustka, co ściera ślinę, bakterie, nas. Każdy tyka miarowo. Tik tak; dwa kroki do przodu, klęk, pocałunek, chusteczka, refleksja do pięciu i w bok. Następny, następny. Stajemy i my.

Dotykam stóp.

Ukrzyżowane, zimne, znieczulone plastikiem.

Kurtyna.

Na OIOM-ie leży się nago. Tylko białe prześcieradło - taka tradycja. Ponad głową gwiazdozbiór żółtych, zielonych, pomarańczowych diod. Orkiestra gra. Respirator wchodzi basem. Zaprogramowana kolejność maszyn - na te zawsze można liczyć. Co pół godziny dołącza ciśnieniomierz; pompuje, pompuje i puszcza. Wyciszająca pewność rzeczy - ostatecznie.

J.Ch. tym razem wymiarowy. Stopy złożone jedna na drugą.

Dotykam ich na koniec.

Ciepłe.

Nagle dwa obrazy się łączą.

Dobitnie.

Parawan.

Dowiedz się więcej na temat: hospicjum | hospicjum dla dzieci | konkurs | Agnieszka Kaluga | blog

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje