Kora jako chorąży wolności

Bardzo mnie wzrusza płacz nad okrutnym losem Kory. Oto ktoś nieznany przysłał na adres jej przecudnej urody psa, Ramony, 60 gramów marihuany, na co zła policja polska, naruszając mir domowy artystki, urządziła tamże przeszukanie, w wyniku którego znaleziono 3 gramy ziela pozwalającego wyzwalać się od czasu do czasu z ziemskich ograniczeń. A dalej, zła polska prokuratura oskarżyła właśnie artystkę o posiadanie nieznacznych ilości środków halucynogennych, za co grozi kara do 3 lat więzienia.

No i zrobił się problem. Dotąd wszczynano w podobnych sytuacjach śledztwa wobec młodych anonimowych ludzi - to jakoś uchodziło. Chociaż, trzeba przyznać, że organizacje obrony praw człowieka biły na alarm w obronie prawa człowieka do chemicznego uzależniania się, ale z marnym skutkiem, bo młodych ludzi oskarżano, a przeważnie także skazywano.

Reklama

Teraz oskarżono znaną artystkę, co jest po prostu wymarzoną okazją dla tych organizacji, a także dla pp. Środy, Staszczyka, Pacewicza et. cons., żeby podnieść krzyk. Bo prawda, że dotąd łamano w Polsce nagminnie podstawowe prawo człowieka do odurzania się trawką, ale nigdy jeszcze to łamanie nie dosięgło tak wybitnej postaci. A tu proszę, ta swołocz prokuratura ma za nic, że Kora to wielka artystka i poczyna sobie z nią jak z każdym śmiertelnikiem.

A teraz serio. Nie jestem specjalistą od terapii uzależnień, więc nie wiem, jaka jest skuteczność represji karnej i jaka ewentualnie powinna był represja karna w stosunku do posiadania niewielkich ilości miękkich narkotyków. Wiem oczywiście, że ogromna większość gwiazd show-biznesu wspomaga się miękkimi i nie tylko miękkimi narkotykami. Ale wiem też, że w interesie państwa nie leży upowszechnianie tego stylu życia.

Jeśli wszyscy obywatele Polski będą sobie od czasu do czasu "robić dobrze" odlatując w jakieś lepsze, ale nierealne światy, to co zostanie z więzi społecznych, z poczucia wspólnoty, z poczucia obowiązku? Jaki wtedy jest sens bycia Polakiem, a nie Chińczykiem, Somalijczykiem albo zgoła obywatelem świata? Jaki wtedy jest w ogóle sens bycia człowiekiem, jeśli człowieczeństwo pojmować jako coś więcej niż hedonizm?

Rozumiem, że niektórzy tak mają, że muszą odpływać. Ale nazwijmy rzeczy po imieniu: oni są uzależnieni. Czy to jest uzależnienie mniejsze czy większe niż uzależnienie od wódki, nie wiem. Wiem, że to wyraz słabego charakteru czy - jak kto woli - choroby. Wolałbym, inaczej niż pp. Środa, Staszczyk i Pacewicz, żeby raczej mniejsza niż większa liczba Polaków była ludźmi uzależnionymi/chorymi.

O co jest w tej chwili spór? O to, że prokuratura nie skorzystała w sprawie Kory z możliwości umorzenia śledztwa. Kodeks karny na to zezwala w zależności od okoliczności sprawy i od stopnia jej społecznej szkodliwości. Otóż nieśmiało chciałbym zauważyć, że okoliczności tej sprawy są takie, że zanim odkryto u Kory 3 gramy, o posiadanie których jest oskarżona, na jej adres ktoś przysłał 60 gramów. Nie wiemy kto i czy za wiedzą Kory, ale nie jest to na pewno okoliczność przemawiająca na korzyść wokalistki.

Chciałbym także, równie nieśmiało, zauważyć, że Kora jako osoba powszechnie znana i idol (idolka?) młodzieży jest - chcąc tego czy nie - dla tej młodzieży jakimś wzorcem. A to oznacza, że szkodliwość społeczna posiadania narkotyku na własny użytek jest w jej przypadku nieporównanie większa niż w przypadku pierwszego lepszego licealisty. Inaczej mówiąc, nie zachodzą przesłanki faktyczne dla skorzystania z możliwości umorzenia śledztwa.

Dla pp. Środy, Staszczyka i Pacewicza to nie ma najmniejszego znaczenia, ważne jest tylko to, żeby obalić kolejną barierę "autorytarnego społeczeństwa", wyzwolić Polaków z kolejnego tabu. Występują więc jako znawcy prawa, bo w walce o wyzwolenie nas z opresji zawsze występują jako znawcy wszystkiego.

A ponieważ są osobami powszechnie znanymi, szkodliwość ich czynu (występowania jako znawcy) jest zaiste wielka.

Roman Graczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje