​Lekcja Barbarina

Wczoraj zakończył się w Lyonie proces karny przeciwko arcybiskupowi lyońskiemu i pięciu innym osobom - urzędnikom archidiecezji. Wszyscy zostali uniewinnieni. Byli oskarżeni o zaniechanie złożenia doniesienia o przestępstwach seksualnych księdza tej archidiecezji, Bernarda Preynata, który przez wiele lat (ale oskarżenie dotyczy okresu 1986-1991) dopuszczał się nadużyć seksualnych wobec grupy skautów, której był duszpasterzem.

Kardynał Philippe Barbarin, bo on był główną postacią tego procesu, objął rządy archidiecezją w roku 2002. Nadużycia seksualne ks. Preynata ustały w roku 1991 (a przynajmniej nic nie wiadomo o następnych). Kard. Barbarin powziął wiadomość o przestępczej działalności swojego podwładnego w lipcu 2014, we wrześniu 2015 odsunął go od wszelkich funkcji duszpasterskich. Aktualnie ks. Preynat jest zasuspendowany, toczy się proces kanoniczny w sprawie wydalenia go ze stanu kapłańskiego, co wydaje się przesądzone.

Reklama

Prokuratura prowadziła postępowanie przygotowawcze w sprawie kard. Barbarina, ale w 2015 roku umorzyła je. Decydującym motywem umorzenia była okoliczność czasu. Obowiązek doniesienia o przestępstwie ciąży, wedle francuskiego kodeksu karnego, ma każdym, kto ma świadomość dokonującego się przestępstwa, do czasu jego ustania. Jest oczywiste, że w roku 2014 przestępstwa ks. Preynata mogły być rozważane tylko w czasie przeszłym (minęło od ich ustania 23 lata), kardynał nie mógł więc zawiadomić prokuratury o sprawach, które się aktualnie dokonują, lecz tylko o tych, które stały się wiele lat temu. Toteż arcybiskup doniesienia nie złożył. Przekonał natomiast świadka przestępstw sprzed lat, który się do niego zgłosił, aby odszukał takich pokrzywdzonych, których sprawy jeszcze się nie przedawniły, celem złożenia doniesienia, które byłoby prawnie skuteczne - co się faktycznie stało.

Skoro prokuratura umorzyła sprawę w roku 2015, skąd w takim razie proces karny w tej samej sprawie w roku 2019? Otóż, francuska procedura karna daje taką możliwość (nie zna jej polski KPK), że pokrzywdzeni, wbrew prokuraturze doprowadzają do uruchomienia procesu karnego - procedura tzw. "citation directe". Tyle, że w takim procesie raczej nie należy się spodziewać po prokuraturze domagania się kar dla oskarżonych. Tak też stało się w tych dniach w Lyonie. Pani prokurator obecna sali na koniec nie wniosła o kary dla oskarżonych.

Pokrzywdzeni, którzy zorganizowali się w stowarzyszeniu o nazwie "Wyzwolone Słowo" ("La Parole Libérée"), to około 70 domniemanych ofiar księdza Preynata. Mogą oni dalej występować przeciwko rządcy diecezji na drodze cywilnej. Mogą też - co już ma miejsce - wstępować sądownie przeciwko sprawcy ich krzywd, księdzu Preynatowi.

Dlaczego piszę o tych, odległych z polskiej perspektywy sprawach? Bo jest uderzająca różnica w podejściu do nadużyć seksualnych w Kościele w Polsce i we Francji. Tam postawiono przed sądem hierarchę, jak się wydaje, Bogu ducha winnego, ale zanim zapadł wyrok nie było słychać ze strony kościelnej głosów oburzenia. Trzeba bowiem wiedzieć - a w Polsce to przychodzi z trudem, zarówno tym z lewa, jak i tym z prawa, tym z Kościoła i tym spoza Kościoła - że prawo jest prawem i dopóki toczą się procedury, dopóty nie dzieje się żadna krzywda. Niedawno arcybiskup gdański, Sławoj Leszek Głódź grzmiał z ambony, że opisy nadużyć seksualnych zmarłego ks. Jankowskiego to atak na Kościół.  Czy ktoś sobie w ogóle wyobraża, że np. abp Głódź zostałby postawiony przed sądem w analogicznej sprawie? A gdyby stanął przed sądem, czy ktoś przy zdrowych zmysłach może sobie wyobrazić powściągliwą reakcję Kościoła na takie oskarżenie i spokojne oczekiwanie na wyrok?

Francuski Episkopat powołał jesienią niezależną komisję do zbadania nadużyć seksualnych w Kościele, a na jej czele stanął człowiek świecki, powszechnie szanowany długoletni wysoki urzędnik państwowy, Jean-Marc Sauvé. Polski Kościół żadnej komisji nie powołał. Zaś diecezjalni pełnomocnicy do badania tych spraw w większości pozorują pracę.

Te różnice są uderzające. A przecież krzywda ofiar jest taka sama. Jak to wpłynie na wiarygodność Kościoła, łatwo przewidzieć.        

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje