Rosja grozi

Odkąd Władimir Putin ogłosił w ubiegłym tygodniu, że w Polsce byli szkoleni aktywiści Majdanu, lepiej widzimy, jaką grę prowadzi rosyjski prezydent przeciwko Polsce. Posługuje się obrazem Polski jako rozsadnika zła rozlewającego się na tereny „bliskiej zagranicy”, zła, które rozsadza świat rosyjskich wartości. A zatem Rosja musi z nim walczyć, bo przecież musi swojego świata wartości bronić.

Generalnie biorąc, karta może być mniej groźna lub bardziej groźna. Informacja o związkach aktywistów Majdanu z Polską jest mniej groźna. Może być groźniej.

Reklama

Bo oto teraz dowiadujemy się z rosyjskiej telewizji "Rossija", z rosyjskiej internetowej gazety "Wzglad" oraz z internetowej rosyjskiej agencji "Ridus", że Polska jeszcze bardziej zagraża Rosji niż się to pokazało na Majdanie. Wg wymienionych mediów, odbywająca się w Warszawie konferencja z udziałem przedstawicieli rosyjskich partii opozycyjnych (m. in. Jabłoko i Partii 5 Grudnia), będąca niby to szkoleniem w zakresie prowadzenia kampanii politycznych, jest w istocie czymś innym. Jest szkoleniem opozycji rosyjskiej w sposobach szkodzenia własnemu krajowi.

Politolog Gieorgij Fidorow, cytowany przez "Wzglad", powiada, że konferencja "świadczy o tym, że rozpoczęły się przygotowania do przekazania doświadczeń z Majdanu rosyjskim kolegom", a zebrane doświadczenie można wykorzystać w czasie wrześniowych wyborów do Moskiewskiej Dumy Miejskiej. Agencja "Ridus" ocenia, że "w Warszawie rosyjska opozycja uczona jest, jak ma pracować przeciwko własnemu krajowi".

Tego jeszcze nie powiedział Putin, ale powie, kiedy tylko uzna to za celowe. Ma ten argument na wyciągnięcie ręki.

Między zarzutem, że szkoli się wywrotowców mających obalić władzę w sąsiednim państwie, traktowanym przez Moskwę jako bliska zagranica, a zarzutem że szkoli się wrogów wewnętrznych Rosji, jest duża różnica jakościowa. Za pomocą pierwszego argumentu można uzasadnić ingerencję w wewnętrzne sprawy Ukrainy, za pomocą drugiego - w wewnętrzne sprawy Polski.

Jaka to może być ingerencja? Każda, jaka tylko władzom na Kremlu wyda się opłacalna. Dlatego z pozycji polskiego interesu narodowego kwestią zasadniczą jest teraz podnieść cenę, którą Rosja będzie musiała zapłacić za swoją agresywną politykę.

Wedle demokratycznych standardów nie ma nic złego w doradzaniu opozycji w innym kraju. Opozycja w Polsce utrzymuje oficjalne kontakty zarówno z organizacjami pozarządowymi za granicą, jak i z rządami - i włos jej z tego powodu z głowy nie spadnie.

Rosja ma inny standard: samodzierżawny. W tym standardzie kontaktowanie się z zagranicą jest na granicy zdrady narodowej, a jak będzie trzeba, to się je przedstawi jako zdradę narodową. Rosja jest dramatycznie inna od Zachodu w rozumieniu świata i człowieka, a więc w samych cywilizacyjnych fundamentach - i to jest twardy fakt naszej geopolityki.

Jak ten twardy fakt rozgryźć, nie do końca wiemy, ale wydaje się, że generalnie polityka rządu w tych gorących tygodniach jest rozsądna. Co bardzo ważne, znajduje wsparcie ze strony opozycji i aktywnie szuka tego wsparcia.

Siły polityczne, które tego nie rozumieją, nie rozumieją, gdzie na mapie leży Polska. Zapewne znajdą się skrajni cynicy polityczni albo/i pożyteczni idioci, którzy ten narodowy consensus przełamią. Radzę zapamiętać ich nazwiska.

Roman Graczyk      


Dowiedz się więcej na temat: Roman Graczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje