Reklama

Reklama

Śmierdzi mi z gęby

W 1962 r. Tadeusz Mazowiecki opublikował w "Więzi" esej zatytułowany "Kredowe koła. List z pytaniem". Tekst miał formę listu otwartego, w którym katolik zwracał się do marksisty. Polemizował z traktowaniem religii jako przynależnej już do tylko do historii: "Zamiast [...] przesądzać, jaką odpowiedź filozoficzną wybiorą nasze dzieci i wnuki, trzeba przede wszystkim odpowiedzieć sobie, czy chce się, aby człowiek, tak dzisiejszy, jak i przyszły, te problemy i pytania sobie stawiał". Pisał też przyszły premier o wspólnocie ludzi różnych światopoglądów, jako ludzi właśnie. Postulował wypracowanie "pewnego minimum wspólnoty głębszej [ponadwyznaniowej - RG], rodzącej się tam, gdzie zróżnicowanie nie oznacza oddzielonych od siebie obszarów, gdzie istnieje poczucie, że za tymi różnicami kryją się sprawy żywe, problemy i wartości najgłębiej ludzkie, wobec których jest się wzajemnie otwartym".

Przypomniał mi się ten klasyczny tekst, gdy w ostatnich dniach zobaczyłem reakcje strony liberalno-lewicowo-ateistycznej na stanowisko Kościoła w Polsce wobec epidemii koronawirusa. Przede wszystkim akcentuje się w tych reakcjach, że przewodniczący Episkopatu zalecił zwiększenie ilości nabożeństw, co się komentuje w ten sposób, że zamiast zakazać nabożeństw, abp Gądecki zmierza do zwiększenia ich liczby. Czyli, że zamiast przyczyniać się do zwalczania koronawirusa, przyczynia się do jego rozprzestrzeniana.

Reklama

Zaniepokojony tymi doniesieniami, zajrzałem do źródła, czyli na stronę internetową Episkopatu. Otóż przewodniczący Episkopatu, owszem, zaapelował o zwiększenie ilości Mszy św., ale motywem tego apelu jest spowodowanie, aby w kościołach gromadziło się mniej ludzi jednorazowo. Czyli Arcybiskup postąpił w takim duchu jak władze publiczne, gdy np. zawieszały zajęcia w szkołach, aby ograniczyć ilość dużych skupisk ludzkich, a przecież na ogół reakcja na te posunięcia jest życzliwa.

Czy taki krok jak odwołanie lekcji nie rodzi żadnych pytań? Bynajmniej. Wiemy, że młodzież zamiast iść do szkoły masowo gromadzi się w popularnych miejscach spotkań. W czasie tych spotkań młodzi ludzie z reguły zachowują się spontanicznie, jak zawsze, niewiele sobie robiąc z apeli o specjalny, bardziej higieniczny, tryb postępowania. A jednak nie widać w przestrzeni medialnej masowego hejtu na władze, nie ma tam oskarżeń o szafowanie życiem ludzkim. Tymczasem w rekcjach na zalecenie abpa Gądeckiego jest wściekłe oskarżenie Kościoła o sprzyjanie epidemii, a przy okazji cała litania innych oskarżeń. To pierwsze jest nieuzasadnione, to drugie jest nie na temat. Jak się ma do tej sprawy problem pedofilii w Kościele? Ma się nijak, a jednak jest przywoływany. A przecież nawet PiS wcześniej oskarżany - często słusznie - o różne przewiny korzysta teraz z przywileju merytorycznej, a nie ideologicznej krytyki. Kościół ma gorzej.

Arcybiskup nie sabotuje walki z epidemią, jak można byłoby sądzić po tych zapalczywych komentarzach. Być może jego zalecenie okaże się niewykonalne (w niektórych parafiach miejskich już teraz msze niedzielne odprawiane są niemal co godzinę), być może okaże się nieskuteczne (wierni będą siedzieć w grupach, a nie oddzieleni od siebie). Ale czym innym jest pytanie o wykonalność i skuteczność, czym innym zaś zarzut szerzenia wirusa - bo do tego w gruncie rzeczy sprowadza się ta krytyka.

Szczególnie wdzięcznym polem do popisu dla notorycznych antyklerykałów i osobistych nieprzyjaciół Pana Boga są media społecznościowe. Wolność słowa to wolność słowa, nie domagam się jej ograniczenia, ale proszę o wzajemność. A zatem chciałbym PT Antyklerykałom i Osobistym Nieprzyjaciołom Pana Boga powiedzieć, że niepotrzebnie tak się oburzają na abpa Gądeckiego, że nie zadbał o bezpieczeństwo ludzi starszych. Owszem - zadbał, stwierdzając w swoim komunikacie, że ludzie starsi mogą uczestniczyć w niedzielnej liturgii poprzez media (Abp podał nawet godziny transmisji i kanały). Niepotrzebnie tak się oburzają na Arcybiskupa, że nic nie zrobił  w sprawie podawania sobie rąk podczas nabożeństw (i potencjalnego przenoszenia choroby). Owszem - zrobił, cytuję: "Przypominam, że nie ma wymogu, by podczas Mszy św. przekazywać znak pokoju przez podanie dłoni".

Mamy tu więc to czynienia z klasyczną sytuacją mierzenia dwoma miarami. Dla nie-Kościoła miara lepsza, łatwiejsza, wyrozumiała; dla Kościoła miara gorsza, trudniejsza, bezlitosna. Nie ma poważnego traktowania argumentów adwersarza, jest aprioryczne zredukowanie ich do absurdu. Dzisiaj Kościół w Polsce zamiast usłyszeć: uzasadnij swoje stanowisko, słyszy: śmierdzi ci z gęby. Tak nie zbudujemy w Polsce wspólnoty, raczej zniszczymy jej resztki.

Tadeusz Mazowiecki pisał w "Kredowych kołach" o wzajemnym nastawieniu do siebie marksistów i katolików. Dla tych pierwszych - stwierdzał - katolicy są jak ostatni Mohikanie, gatunek skazany na wymarcie: "Rozumie Pan chyba, że nie jest przyjemnie czuć się cząstką wymierającego rezerwatu".

Oczywiście, to był rok 1962, ofensywa ideologiczna marksizmu, inne czasy. Ale czy, uwzględniwszy te różnice, czegoś wam te słowa nie przypominają?

Roman Graczyk      

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje