Reklama

Reklama

​Tarczyński - Michnik: Nadgorliwość i polityka

Dominik Tarczyński zaatakował (słownie) Adama Michnika. Poseł (PiS) do Parlamentu Europejskiego zdybał jadącego pociągiem redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" i obcesowo poprosił o przekazanie pozdrowień dla brata. Gdy Michnik nic nie odpowiedział, Tarczyński nacierał dalej: "Zabrakło panu języka tym razem? Do posła się pan boi odezwać? Pozdrowienia pan przekaże do brata, a jak nie, to ja przekażę".

O tym, że jest to zachowanie zwyczajnie chamskie, nie warto nawet mówić. Wywołuje ono jednak dwa problemy, nad którymi warto się zatrzymać.

Reklama

Pierwszy jest taki, że ci, którzy tak, jak Pan Poseł atakują Adama Michnika za czyny, których dopuścił się jego brat, wyznają osobliwą teorię odpowiedzialności. Z faktu, że Michnik pochodzi z komunistycznej rodziny, wywodzą jego obowiązek przepraszania za postępki nie jego przecież, lecz jego bliskich. A jeśli jest obowiązek przepraszania, to musi też być jakaś osobista odpowiedzialność Adama Michnika za te postępki. Jaka, nigdy zwolennicy tej teorii tego nie wyjaśnili.

Gdyby rzeczywiście było tak, jak oni twierdzą (a co najmniej zachowują się tak, jak gdyby twierdzili), wówczas uprawnione byłoby domaganie się przez Pana Posła od Jacka Kurskiego, żeby przeprosił za czyny swego brata Jarosława. Jestem - oczywiście - najdalszy od stawiania na jednej płaszczyźnie "Gazety Wyborczej" i systemu komunistycznego w Polsce, zwracam jedynie uwagą na meandry rozumowania Pana Posła. Bo jeśli Adam Michnik jest winny morderstw sądowych Stefana, to równie dobrze Jacek Kurski winien jest programu ideowego uprawianego za pomocą "Wyborczej" przez Jarosława. A jakoś nie słychać, żeby Dominik Tarczyński napadał w taki sposób na szefa TVP. Dlaczego?

Drugi problem wiąże się z bieżącą polityką, a szczególnie z kampanią prezydencką. Oba główne obozy - PiS-u i antyPiS-u - muszą się bardzo starać, by w perspektywie drugiej tury wyborów pozyskać jak najwięcej wyborców ze strony przeciwnej, a nie stracić własnych. Z natury rzeczy walka toczy się nie o zdeklarowanych zwolenników, lecz o wyborców centrowych, wahających się. To z kolei oznacza, że trzeba działać tak, by nie zniechęcić swoich umiarkowanych wyborców. Socjolog Jarosław Flis powiedział na ten temat w rozmowie z "Gazetą Wyborczą": "Około jedna trzecia wyborców wszystkich ugrupowań to ludzie, którzy rozważają głosowanie na drugą stronę. Na nich trzeba chuchać i dmuchać, żeby ich nie wepchnąć w ramiona przeciwników. Zasada, że nadgorliwość jest gorsza niż sabotaż, jest teraz szczególnie ważna dla obu stron. Która strona skuteczniej utrzyma swoich harcowników przed wyrywaniem się przed szereg i zniechęcaniem umiarkowanych wyborców?".

Z tego punktu widzenia napaść posła Tarczyńskiego na Adama Michnika jest jak gorący kartofel, którego nie wiadomo, jak się pozbyć. Jak zaczepka "harcownika", która może wepchnąć "centrystów" Dudy w ramiona kandydatów opozycyjnych.

Roman Graczyk 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje