Reklama

Reklama

Wyrywamy się z "pułapki średnich ambicji"

Przyznaję, że ten okrzyk zawsze mnie denerwował. Oczywiście nie ze względu na tekst i przesłanie, ale na muzykę, bo bliźniacze "Go West" Village People a potem Pet Shop Boys po prostu zawsze raniło mi uszy. Jeśli jednak niosące się przez kraj "Polskaaa, Biało-Czeeeerwoni" ma być konsekwencją jak najlepszej i... najdłuższej gry naszych na Euro 2016, to przyjmuję z pocałowaniem ręki i nie będę narzekał.

Jakakolwiek jednocząca nas w tej chwili idea jest nam niezwykle potrzebna, dlatego bez względu na rzeczywisty poziom zainteresowania piłka kopaną powinniśmy wykorzystać każdy kolejny dzień, kiedy wciąż możemy snuć wspólne sny o potędze, sukcesie i piłkarskich zwycięstwach. I dobrze czuć się we własnym towarzystwie. Na razie mamy czas do soboty, wypada go wykorzystać. Na szczęście zachowanie polskich kibiców na stadionach Francji wydaje się, jak dotąd, kolejnym dowodem na to, jacy jesteśmy fajni. Jeśli komuś to nie w smak, to trudno. Ja się tym normalnie i po patriotycznemu cieszę.  

Reklama

Na piłce świat się oczywiście ani nie zaczyna, ani nie kończy. Już cztery lata temu przypominałem, że sukcesy piłkarzy na Euro (przykładem choćby Grecja) nie muszą się przekładać na sukcesy kraju w innych dziedzinach. A jednak po sukcesach siatkarzy i ręcznych mamy wreszcie szansę na powodzenie i w najpopularniejszym sporcie na świecie. Spieszmy się tym cieszyć, póki ta chwila trwa.

Na Twitterze przytomnie zauważono już, że na razie Polakom udało się awansować do najlepszej szesnastki turnieju Euro, co w 2008 roku na boisku, a w 2012 roku przy zielonym stoliku już przecież sobie zapewnialiśmy. Tak naprawdę więc dopiero pokonanie Szwajcarów i awans do ósemki będzie prawdziwym sukcesem. Ale mam wrażenie, że sami piłkarze poprzeczkę ustawili sobie jeszcze wyżej. Niedosyt po remisie z Niemcami był tego najlepszym dowodem. Może to oznaka, że wyrywamy się już z "pułapki średnich ambicji", że możemy marzyć o tym, by dołączyć do naprawdę najlepszych i nawet trochę wśród nich namieszać. Czas najwyższy, nie tylko zresztą w sporcie.

Oczywiście, może się zdarzyć, że w sobotę pożegnamy się z turniejem i będziemy sobie już tylko powtarzać, że nasi wracają z tarczą. Piękne jest jednak to, że do soboty możemy wyobrażać sobie praktycznie wszystko. Jeśli przy umiarkowanej lub wręcz słabej skuteczności udało się naszym zdobyć w fazie grupowej 7 punktów, to któż ich zatrzyma jeśli w końcu naprawdę "odpalą"?

Przypadek Roberta Lewandowskiego jest tu szczególny. Gracz o tym formacie, który przeszedł cały szlak kariery od treningów w Partyzancie Leszno do króla strzelców Bundesligi w Bayernie Monachium, nie może nie budzić wyobraźni kolegów. Nie jest przy tym kapryśną gwiazdą, tylko ciężko harującym na całym boisku kapitanem. Może nie trafić do bramki w jednym, drugim, nawet trzecim meczu, ale koledzy i rywale wiedzą, że w kolejnym może strzelić i 5 goli. Choćby już w sobotę.

Piłkarskie - oby jak najdłużej trwające - lato może być tylko elementem całej serii pozytywnych wydarzeń, które nas czekają. I to wydarzeń o jeszcze nieporównanie większym znaczeniu. Światowe Dni Młodzieży mogą pomóc rozpropagować obraz naszego kraju, jako ojczyzny pogodnych, życzliwych ludzi, szczyt NATO w Warszawie może potwierdzić gotowość najpoważniejszych sojuszników do faktycznej obrony wschodniej flanki Sojuszu i realnego odstraszania potencjalnych nieprzyjaciół. To może być lato dobrych "biało-czerwonych" wiadomości. Hej, w nadziei, że tak będzie, możemy się chyba nawet przejściowo zjednoczyć. Polskaaaa, biało-czeeeerwoni!

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy