Reklama

Reklama

Alternatywne światy

W 1939 roku władze, społeczeństwa i media zachodnich państw demokratycznych z rosnącym niepokojem obserwowały, jak po wchłonięciu Austrii oraz rozbiciu i podbiciu Czechosłowacji, narastała agresywna presja III Rzeszy na Polskę i groźba wybuchu wojny. Z oburzeniem i lękiem przyjęto zerwanie przez Hitlera paktu o nieagresji z Polską. Odnotowywano przygotowania militarne Wehrmachtu, antypolskie prowokacje w Gdańsku i na obszarach pogranicznych, eskalację żądań terytorialnych i zaciskanie się wokół Polski niemieckich kleszczy rozciągniętych od Prus Wschodnich po zwasalizowaną Słowację.

Społeczeństwo niemieckie miało jednak zupełnie inny obraz sytuacji, bo tamtejsze media narodowe i partyjne całkiem inaczej ją przedstawiały. Według nich Polska odrzuciła sprawiedliwe propozycje pokojowe Führera, intensyfikowała agresywne zamiary wobec Niemiec i potajemnie spiskowała dla ich realizacji z Francją i Anglią, próbując Niemcy okrążyć i wziąć w kleszcze z dwóch stron. Armia polska szykowała się do ataku na Prusy Wschodnie i ich zaboru. W rejonach przygranicznych nasilały się ataki polskich dywersantów na niemieckie urządzenia i instalacje infrastrukturalne. W Gdańsku mnożyły się prowokacje antyniemieckie. Niemiecka mniejszość w Polsce była coraz brutalniej szykanowana. Polska prasa podżegała do ataku na Niemcy, które usilnie starały się o utrzymanie pokoju, ale nie mogły przecież pozostawać bierne wobec polskich napaści i wrogich zamiarów.

Reklama

Czy społeczeństwo niemieckie przyjmowało te brednie z przekonaniem? Co najmniej istotna jego część na pewno tak. Żyła ona w specyficznej bańce informacyjno-propagandowej, kształtującej zafałszowany obraz świata.

W 2019 roku władze, społeczeństwa i media zachodnich państw demokratycznych są zaniepokojone narastającymi w Polsce tendencjami autorytarnymi. Krytycznie odnotowały ataki na niezależność sądownictwa, próby jego podporządkowania rządowi oraz skierowane przeciw sędziom prowokacje, szykowane pod auspicjami ministerialnych funkcjonariuszy przez tajny zespół internetowych manipulatorów i propagandystów. Z niepokojem obserwowane są napaści słowne rządzących polityków i księży na środowiska LGBT, a fizyczne akty agresji wobec nich ze strony polskich nacjonalistów i kiboli. Opisywane jest usuwanie nieposłusznych funkcjonariuszy publicznych, cofanie dotacji dla niesłusznych według władzy placówek naukowych i artystycznych, szykanowanie organizacji pozarządowych, próby podporządkowania niezależnych mediów i ubezwłasnowolnienia samorządów. Z oburzeniem i protestami przyjmowane są oficjalnie inicjowane próby fałszowania polskiej historii.

Społeczeństwo polskie jest jednak przez media narodowe i partyjne karmione zupełnie innym przekazem. Sędziowie kradną, oszukują i spiskują przeciw władzy, a ostatnio pokłócili się między sobą, więc minister przywraca w sądownictwie normalne warunki pracy. Środowiska LGBT prowadzą bezczelny atak na najświętsze dla Polaków wartości i usiłują swoją odrażającą ideologią zdeprawować polskie dzieci. Samorządowe władze Gdańska przywołują i gloryfikują niemieckie, czyli antypolskie tradycje tego miasta, a dyrekcja Europejskiego Centrum Solidarności fałszuje dzieje i dziedzictwo "Solidarności". Wielu artystów wystawia publicznie i w publicznych placówkach obraźliwe dla polskiego narodu (właściwie: Narodu) dzieła (właściwie: "dzieła" albo pseudodzieła), a naukowcy (właściwie: "naukowcy" albo pseudonaukowcy) publikują szkalujące Polskę i Polaków książki i artykuły. Katolicy są coraz bardziej prześladowani, a polski kościół (właściwie: Kościół) bezprzykładnie atakowany. Polscy zdrajcy i renegaci oczerniają własną ojczyznę (właściwie: Ojczyznę), czemu polskie władze nie mogą się przyglądać bezczynnie. Zagraniczne ośrodki dezawuują działalność polskiego rządu, bo nie chce on podporządkować się zachodnim zdegenerowanym i nihilistycznym ideologiom. Instytucje Unii Europejskiej i rządy niektórych europejskich państw usiłują się bezpodstawnie i bezprawnie wtrącać w wewnętrzne polskie stosunki i układanie ich podług woli polskiego suwerena.   

Czy polskie społeczeństwo wierzy w te brednie? Jego znaczna część zapewne tak, skoro ufa tym, którzy je produkują i szerzą. Żyje bowiem w specyficznej bańce informacyjno-propagandowej.

Społeczeństwo niemieckie zapłaciło wysoką cenę za ogłupienie i zaślepienie swojej znaczącej części, nie mówiąc już o krzywdach jakie w jego imieniu wyrządzono innym. Miejmy nadzieję, że polskie nie będzie musiało zapłacić choćby tylko porównywalnej z tamtą. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje