Reklama

Reklama

Chwalebny przełom

30 lat temu trwało ostatnie gorączkowe odliczanie... Nie, nie do rozpoczęcia nowego roku, lecz wejścia w życie planu Balcerowicza. 1 stycznia 1990 r. wystartował bezprecedensowy program gospodarczy likwidujący socjalizm, z jego permanentnym niedoborem wszelakich dóbr, niebywałym marnotrawstwem zasobów i wszechobecnym zacofaniem technologicznym. Wraz z wprowadzeniem wolnorynkowego kapitalizmu rozpoczął się najlepszy okres w polskiej historii, nie tylko gospodarczej. Niektórzy zastrzegają, że od XVI wieku (nazywanego "złotym wiekiem"), ale inni twierdzą (na podstawie drobiazgowych wyliczeń), że odkąd istnieją źródła do polskiej historii, czyli od ponad tysiąca lat, nie było lepszego.

Plan Balcerowicza bywa porównywany do reform Grabskiego. W tym zestawieniu jednak Balcerowicz jeszcze zyskuje, bo on zainicjował przejście od socjalizmu do kapitalizmu, czego nikt wcześniej nie dokonał, gdy Grabski jedynie - przy całym trudzie tego przedsięwzięcia i zasługach jego autora - konsolidował gospodarkę kapitalistyczną, odziedziczoną po trzech zaborcach. Ale balcerowiczowska transformacja znakomicie wytrzymuje także porównania z wszystkimi przekształceniami w pozostałych państwach postkomunistycznych: w żadnym z nich poziom rozwoju, zestawiony z punktem wyjścia w 1989 roku, nie przewyższa tego osiągniętego przez Polaków, a więc nigdzie transformacja nie przyniosła lepszych rezultatów. Jeśli ktoś twierdzi, że można było osiągnąć więcej, nie ma przykładu, na który mógłby się powołać. Zatem przekonywanie, że istniała efektywniejsza metoda przejścia od socjalizmu do wolnego rynku, pozostaje gołosłowne. Szczególną ilustracją tej gołosłowności jest los gospodarki NRD-owskiej, a więc najlepiej rozwiniętej ze wszystkich państw socjalistycznych, będącej dla Polaków przedmiotem zazdrości. Po zjednoczeniu Niemiec, czyli włączeniu w obieg wysoko rozwiniętej gospodarki rynkowej, prawie nic ze wschodnioniemieckiego przemysłu nie przetrwało, o ile nie zostało wykupione - na ogół za bezcen - i zmodernizowane przez zachodnioniemieckie koncerny. A i tak do dzisiaj zarobki i poziom życia we wschodnich landach są niższe niż w zachodnich.

Reklama

Podstawowe zastrzeżenie do balcerowiczowskich reform powołuje się na nierówności osiągniętego w ich wyniku poziomu życia Polaków. Nie wszyscy skorzystali jednakowo, a niektórzy pozostali z tyłu. Ale to nieuchronne gdy idzie się, biegnie lub jedzie po rekordowy wynik - stawka zawodników czy peleton ulega rozciągnięciu. Nie ma takiej możliwości, aby przy szybkim tempie wszyscy doszli, wbiegli lub wjechali na metę razem. Co więcej: im szybsze tempo, tym więcej maruderów. Chcąc, aby wszyscy nadążali, trzeba byłoby tempo rozwoju obniżyć.

Poza tym stale zapomina się, że istnieją dwa rodzaje konsumpcji: indywidualna i zbiorowa. Polska rozwinęła się i zmieniła nie tylko poprzez osobiste wzbogacenie poszczególnych Polaków, lecz także w przestrzeni publicznej, infrastrukturze, jakości i dostępności dóbr ogólnospołecznych, z których mogą korzystać wszyscy: poruszać się lepszymi drogami, spacerować po równych chodnikach i wypielęgnowanych parkach, wśród odnowionych i świeżo wzniesionych gmachów i budowli publicznych, jeździć nowoczesnymi pociągami i tramwajami, korzystać z rozwiniętych usług.

Zarówno skrajna lewica, jak i skrajna prawica nie znoszą Balcerowicza. Ta pierwsza, bo zlikwidował socjalizm. Ta druga, bo nie był i nie jest nacjonalistą, wprowadził kapitalizm wolnorynkowy, czyli kosmopolityczny, otwarty na kapitał niepolski (dla ścisłości: w 1989 roku, po 40 latach panowania socjalizmu, polskiego kapitału po prostu nie było). Jedni wciąż śnią o jakimś jednak socjalizmie, drudzy marzą o narodowej autarkii, narodowych czempionach, narodowym kapitale. W obu przypadkach to niebezpieczne mrzonki, których urzeczywistnienie cofnęłoby nas w rozwoju. A ci, którzy jeszcze niedawno twierdzili, że Polska jest w ruinie, dzięki sukcesom balcerowiczowskiej transformacji mieli i wciąż mają z czego czerpać, aby przekupywać swoich wyborców (czego Balcerowicz nigdy nie robił, więc elektorat go nie lubi).

Ale antykapitalistyczni i antybalcerowiczowscy demagodzy mają jeszcze jeden, żelazny w ich mniemaniu, argument: ponury los pracowników dawnych PGR-ów. Czyli - wyjaśniając młodszym - najbardziej marnotrawnej, patologicznej, zdegenerowanej formy socjalistycznej gospodarki państwowej (Państwowe Gospodarstwa Rolne), zlikwidowanej na początku transformacji. Równie sensownie można ubolewać na upadkiem i losem załóg fabryki samochodów polonez, pralek polar, żyletek polsilver, "dżinsów" odra, proszku do prania ixi, kosmetyków pollena oraz innego socjalistycznego badziewia, na dodatek rzadko dostępnego w sprzedaży. I niektórzy - co niewiarygodne - rzeczywiście ubolewają, przekonując że Balcerowicz zniszczył zbudowane za rządów Gierka (za niespłacalne kredyty zagraniczne - nie zawsze dodają) zakłady produkcyjne. Tak, są tacy, którzy utrzymują, że w 1989 r. polska gospodarka była bogata w zasoby i potencjał, przez Balcerowicza zmarnowane. Na szczęście, istnieją nie tylko statystyki, ale też świadkowie tamtych czasów. No i porównania z gospodarką wschodnioniemiecką, najlepiej - a w każdym razie znacznie lepiej niż polska - rozwiniętą gospodarką socjalistyczną, która po 1989 r. okazała się masą upadłościową.

Pozostał także w pamięci autor równie prostackiego, co demagogicznego hasła "Balcerowicz musi odejść". Łacińskie porzekadło sugeruje, aby o zmarłych mówić dobrze, albo wcale. No więc o autorze tego hasła ani słowa. 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje