Reklama

Reklama

​Ekologia, demografia i polityka

Destabilizacja klimatu i dewastacja środowiska przyrodniczego są wynikiem antropopresji, czyli presji wywieranej na atmosferę, biosferę i hydrosferę przez populację homo sapiens. Im większa ta populacja, tym silniejsza i bardziej destrukcyjna ta presja. Zatem problemem globalnym jest przeludnienie. Tymczasem w Polsce opowiada się, że mamy problemy demograficzne, wynikające z niskiego przyrostu naturalnego, który trzeba zwiększać, aby Polaków przybywało.

Wielkość populacji nie jest jednak warunkiem pomyślności. Czy Chińczycy żyją lepiej od Duńczyków, Hindusi od Holendrów, a Rosjanie od Szwedów? Istotna może być natomiast struktura populacji, a zwłaszcza tzw. piramida wieku, obrazująca liczebność poszczególnych grup (kohort) wiekowych. Przyjmuje się, że powinna mieć właśnie kształt piramidy, z rozległą podstawą, a więc dużą liczbą dzieci, które stopniowo dorastając wchodzić będą w wiek produkcyjny. Problem w Polsce jednak nie w tym, że mamy za mało ludności w wieku produkcyjnym, lecz w ogromnym odsetku osób będących w tym wieku, a niepracujących (to prawie połowa wszystkich).

Reklama

Z piramidą wieku jest także ten problem, że zbyt przypomina ona piramidę finansową. Opiera się bowiem na podobnej zasadzie: aby system funkcjonował, muszą do niego być stale włączani kolejni, coraz liczniejsi uczestnicy, wnoszący do niego swój wkład (pieniądze lub pracę, a najlepiej jedno i drugie). To uzależnienie pomyślności jednych (dotychczasowych uczestników) od pracy innych (nowych pokoleń). Dotyczy to zwłaszcza systemu emerytalnego: aby było z czego wypłacać świadczenia licznym i niestarym (w Polsce) emerytom, trzeba obciążać wysokimi składkami pracę młodych. Można mieć wątpliwości co do sprawiedliwości takiego systemu emerytalnego i społecznego.

O wiele sprawiedliwszy wydaje się taki, w którym każdy ma tyle, ile sam wypracował i odłożył. A jeśli nie ma dzieci, to nie musi się z nimi dzielić, więc odłoży więcej i zapewni sobie bardziej komfortową przyszłość.

Bezdzietność ma jednak poważną wadę: ludzie nieposiadający potomstwa nie muszą się martwić, jaki świat po sobie zostawią, a więc mogą mieć skłonność do jego silniejszego wyeksploatowania i zdewastowania. Wystarczy jednak jedno dziecko, aby tę perspektywę zmienić.

To oczywiście nie wystarczy natomiast, aby zachować liczebność populacji. Do tego potrzeba dzietności na poziomie minimum 2,1 dziecka statystycznie na kobietę (to daje dopiero tzw. zastępowalność pokoleń). Takiej nie notuje żadne europejskie społeczeństwo (najwyższą ma Francja - 1,9), a są wśród nich bardzo bogate i bardzo dobrze urządzone. Zatem żadne pieniądze ani programy społeczne dzietności nie zwiększą. Jeśli naprawdę chcielibyśmy wzrostu, a przynajmniej utrzymania populacji Polaków, powinniśmy się zgodzić na osiedlanie w naszym kraju przybyszy w wieku produkcyjnym i reprodukcyjnym, którzy Polakami chcą zostać i dzieci na Polaków wychować, pracując dla pomyślności swojej, swoich dzieci, a przy okazji nowej ojczyzny. Ale w Polsce nadal zbyt wielu jest takich, którzy chcą ją mieć tylko dla siebie, nawet gdyby miało ich być coraz mniej. Trzeba się więc na coś zdecydować. Albo "Polska dla Polaków", których będzie coraz mniej, albo zgoda na dopływ tych, którzy Polakami jeszcze nie są, lecz chcą zostać, utrzymując się z pracy, która Polskę wzbogaci, a liczbę Polaków zwiększy. 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje