Reklama

Reklama

​Historie świątynne

Modły odprawione przez muzułmanów w świątyni znanej i podziwianej na całym świecie jako Hagia Sophia, mogły ucieszyć chyba tylko samych - i to też nie wszystkich - wyznawców islamu, u pozostałych obserwatorów budząc co najmniej rozżalenie. Zawłaszczanie budowli sakralnych przez wyznawców innych religii niż ich budowniczowie i fundatorzy, to zawsze wydarzenie mało radosne dla wszystkich poza tymi, którzy takiego zawłaszczenia dokonują. Ci zwykle uważają, że wreszcie będzie tam czczony właściwy bóg we właściwy sposób, a więc przywrócony zostanie właściwy porządek rzeczy.

Tak też uważali ultrakatoliccy władcy Hiszpanii, którzy odbijając Półwysep Iberyjski spod panowania muzułmanów, przekształcali wzniesione przez nich meczety na kościoły. Wiele z nich to arcydzieła architektury, co najmniej dorównujące Hagia Sophii. Ich zamiana na kościoły dokonywała się mniej więcej w tym samym czasie, gdy na przeciwległym krańcu Morza Śródziemnego zwycięzcy Turcy zamieniali kościoły na meczety.

Reklama

W Polsce też dokonywały się podobne procesy, zwłaszcza po II wojnie światowej. Wówczas wyznawcy katolicyzmu, osadzani na ziemiach poniemieckich, masowo przejmowali świątynie protestanckie, przerabiając je na modłę swoich wyobrażeń o prawdziwej religii i właściwych formach jej manifestowania. Część z tych obiektów miała rodowód przedreformacyjny, a więc były wznoszone - zwykle w stylu gotyckim (w tym gotyku nadwiślańskiego) - przez wyznawców wiernych papiestwu, z którymi katolicy mogli się utożsamiać i za spadkobierców których się uważać. Ale niektóre świątynie były dziełem wspólnot protestanckich i te też przejmowali katolicy, wraz ze swoim duchowieństwem i na swój sposób przerabiając. Zanim więc jakiś polski (tzn. nominalnie rzymski) katolik oburzy się na muzułmanów przejmujących (ponownie) budynek Hagia Sophia na potrzeby swojego kultu, niech się zastanowi najpierw, kto wzniósł tę świątynię, do której (obojętne jak często) uczęszcza.

Niektórzy nasi (tzn. polscy, czyli rzymscy) katolicy oburzają się na los świątyń chrześcijańskich na zgniłym Zachodzie, pustoszejących z braku wiernych i przeznaczanych na pozareligijne cele. Niektóre pełnią funkcje dostojne i zacne, jak biblioteki czy archiwa, ale inne przerabiane są na restauracje, a nawet dyskoteki. To może budzić niesmak, a u niektórych nawet zgorszenie, bo uważają to za świętokradztwo.

Lecz zanim ktoś się oburzy, niech się zastanowi, przez kogo i w jakiej intencji został wzniesiony budynek, w którym teraz kupuje materiały budowlane, ogląda filmy, pije piwo, ćwiczy na siłowni. Jest niemałe prawdopodobieństwo, że to dawna synagoga, czy bóżnica, jak się w Polsce mówiło na świątynie judaistyczne. Wiele z tych, które nie zostały zburzone, jest do dzisiaj wykorzystywanych w celach dalekich od religijnych. Magazyny budowlane czy hurtownie mają niekiedy szyldy, spod których lub obok których wyzierają hebrajskie napisy.

Wiele świątyń nie pełni funkcji sakralnych, lecz są podziwiane i otaczane powszechnym szacunkiem. To dotyczy zwłaszcza starożytnych, wznoszonych przez wyznawców religii i kultów, które wymarły (bo religie też wymierają, choć miewają długi żywot). Można je podziwiać bez względu na to czy wierzy się, że mieszkają w nich jacykolwiek bogowie.  

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje