Reklama

Reklama

Jak trwoga, to do USA

Pewien amerykański analityk spraw publicznych, indagowany przed kilku laty przez polskiego dziennikarza na temat wad i ułomności amerykańskiego systemu ochrony zdrowia, odparł z przekąsem, że jednak w beznadziejnych przypadkach, gdy europejscy lekarze rozkładają ręce, zdesperowani pacjenci szukają ratunku właśnie w Stanach Zjednoczonych. Polacy też mogą to obserwować, bowiem wielokrotnie musiały do nich dotrzeć apele o wpłaty na ratowanie ciężko chorych dzieci czy dorosłych, którym już tylko specjaliści z amerykańskich placówek medycznych mogą pomóc. Ostatnio z taką prośbą o wsparcie leczenia w USA zwrócili się do publiczności bliscy popularnego aktora serialowego, dotkniętego ciężkim schorzeniem.

Kwoty w takich przypadkach potrzebne idą w setki tysięcy, a czasem miliony. I to jest właśnie główne źródło krytyki amerykańskiego systemu usług medycznych: że są niemal w pełni skomercjalizowane i niedostępne dla wielu tamtejszych obywateli, których nie stać na płacenie wysokich składek ubezpieczenia zdrowotnego, a rachunki za usługi medyczne są rujnujące. Przeciwstawiane mu bywają europejskie systemy powszechnych ubezpieczeń finansujących usługi medyczne wykonywane w publicznych placówkach. Ale to do amerykańskich lekarzy i instytucji medycznych ciągną ci, którym polskie nie są w stanie pomóc. Raczej nie słyszy się, aby w takich przypadkach szukali ratunku w europejskich klinikach, utrzymywanych ze środków publicznych.

Reklama

Można to uznać za rozczarowujące, ale system usług medycznych jest bodaj kolejną egzemplifikacją starego powiedzenia, że nie ma lunchu za darmo. Zdrowia za darmo też nie ma. Wielu demagogów uważa, że usługi medyczne, a zwłaszcza ratujące życie, powinny być wyłączone z rachunku ekonomicznego i dostępne wszystkim za darmo. Ale w krytycznych przypadkach pacjenci szukają pomocy w skomercjalizowanym systemie amerykańskim, gdzie za leczenie wystawia się rachunki otwarcie.

A że nie radzi on sobie z pandemią koronawirusa? W idealizowanej Szwecji, stawianej niekiedy za wzór wszechstronnej i wszelakiej troski o obywateli, odsetek ofiar śmiertelnych jest wyższy niż w USA (ponad 450 na milion mieszkańców, w porównaniu do ok. 330). Że Szwecja przyjęła własny, specyficzny model postępowania z koronawirusem? No właśnie.

Raczej też mało prawdopodobne, aby szczepionkę na SARS-Cov-2, czyli najbardziej obecnie pożądany specyfik farmakologiczny, wynaleziono i wyprodukowano w państwowych laboratoriach Europy. Najprawdopodobniej wytworzy go któryś ze znienawidzonych koncernów amerykańskich lub ponadnarodowych, w wyniku badań sponsorowanych przez Billa Gatesa, uosabiającego amerykański kapitalizm korporacyjny. Owszem, trzeba będzie za szczepionkę zapłacić, ale to na pewno (wbrew opiniom pewnej piosenkarki i jednego z tenisistów) będzie bardziej korzystna transakcja niż zakup maseczek ochronnych w Chinach.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje