Reklama

Reklama

​Między Paryżem a Moskwą

W związku z rozpoczęciem w Paryżu procesu współorganizatorów krwawego zamachu na redakcję "Charlie Hebdo" na okładce tego pisma ukazały się karykatury Mahometa, których opublikowanie pięć lat temu sprowokowało owe zamachy. Niektórzy obserwatorzy i komentatorzy uznali, że to niepotrzebna prowokacja. Prezydent Macron stwierdził jednak, że Republika Francuska gwarantuje wolność słowa i jej władze nie będą podejmowały żadnych kroków mogących ją ograniczyć.

Można byłoby uznać, że prezydent państwa otwarcie laickiego może sobie pozwolić na zlekceważenie prowokacji wymierzonej w mniejszość wyznaniową. Jednak prezydent uznał - słusznie - że taka ochrona nie może polegać na represjonowaniu obywateli kpiących z jakiejś religii.

Reklama

Lecz także francuscy duchowni muzułmańscy wezwali współwyznawców do powściągliwości i poniechania reakcji na karykatury Proroka, a już zwłaszcza okazywanej w agresywny sposób.

W Polsce obywatele domagający się praw dla osób LGBT przytwierdzili niedawno tęczowe flagi do kilkunastu pomników, w tym figury Jezusa. Jakiś czas wcześniej pojawił się plakat z Matką Boską w tęczowej aureoli. Trudno którykolwiek z tych przypadków uznać za szyderstwo z religii i jej emblematycznych postaci. Z oburzeniem do tych poczynań odniosły się jednak najwyższe władze państwowe. 

Premier Morawiecki nazwał je aktami wandalizmu i "pseudointelektualnego barbarzyństwa", napominając o nieprzekraczalnych granicach swobody wypowiedzi i dodając buńczucznie: "W Polsce nie popełnimy błędów Zachodu" oraz otwarcie wystąpił w obronie większości - w domyśle wyznaniowej. O wandalizmie i przekraczaniu granic w swoim oświadczeniu napisał także kardynał Nycz, uchodzący za jednego z bardziej otwartych hierarchów kościelnych. Sprawczynię domalowania tęczowej aureoli zatrzymała zaś policja i postawiono jej zarzuty profanacji, a minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński zadeklarował "zero tolerancji" dla takich czynów.

A trzeba brać pod uwagę, że zarówno władze polityczne, jak duchowne wystąpiły w obronie religii i instytucji wyznaniowej dominującej w społeczeństwie i korzystającej ze wsparcia władz politycznych, a nie mniejszościowej czy prześladowanej.

Z drugiej strony weźmy incydent w klasztorze tynieckim, gdzie jakiś intruz ubrany w same szorty, wszedł na ołtarz (podczas koncertu muzycznego, nie obrzędu liturgicznego) i wykonywał na nim pseudotaneczne ruchy. Zakonnicy z Tyńca odstąpili jednak od oskarżenia owego młodego człowieka (który podobno wyraził skruchę), powołując się w swoim oświadczeniu na Chrystusowe "odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone".

Można to zestawić z represjami, jakie spadły na dziewczyny z grupy Pussy Riot, które w podobny sposób zachowały się kilka lat temu w moskiewskiej cerkwi (wykrzykiwały przy tym "Bogurodzico, przegoń Putina"). Zostały skazane przez sąd na dwa lata łagru za "chuligaństwo motywowane nienawiścią religijną" (gwoli sprawiedliwości: duchowni prawosławni, potępiając te czyny jako bluźniercze i nienawistne, zaapelowali o miłosierdzie dla ich sprawczyń).

Za komunistycznych czasów krążył w Polsce dowcip o dwóch zagranicznych podróżnych, jadących pociągami po tej samej trasie, między Paryżem a Moskwą, lecz w przeciwnych kierunkach. Obaj ocknęli się w Warszawie i obaj myśleli, że dojechali do celu. Nadal tkwimy - nie tylko geograficznie - między Francją a Rosją. Bliżej nam jednak - nie tylko geograficznie - do Rosji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje