Reklama

Reklama

Nowoczesność i zapóźnienie

Maria Dąbrowska po powrocie z zagranicznej podróży, odbytej mniej więcej sto lat temu, odnotowała w swoim dzienniku wrażenie zacofania Polski w porównaniu z zachodnioeuropejskimi standardami. Jednym z przejawów tego zapóźnienia były w jej oczach nieuregulowane polskie rzeki, na które spojrzała z krytycznym ubolewaniem, zestawiając ze starannie obudowanymi i wyprostowanymi ciekami widzianymi na Zachodzie. Dzisiaj, gdy w owej zachodniej Europie demontuje się tamy i zapory oraz usuwa kamienne obmurowania, usiłując przywrócić naturalny bieg i wygląd rzek, refleksje te pokazują zawodność i historyczną zmienność ocen postępowości i zacofania.

W czasach zmagań z ociepleniem klimatu i coraz dotkliwszej suszy regulowanie, obudowywanie i przegradzanie sztucznymi zaporami naturalnych cieków oceniane jest jako niegdysiejszy błąd, który trzeba naprawić, a przede wszystkim już więcej go nie popełniać. Powrót do natury i naturalności - to jest oznaka nowoczesności i postępowości. 

Reklama

To tłumaczy odwrócenie stosunku do natury oraz wynikającego stąd konfliktu na osi lewica-prawica. Niegdyś to ta druga propagowała zgodność z naturą i harmonijne z nią zespolenie, czciła przyrodę ojczystą jako część narodowego dziedzictwa, kultywowała naturalne produkty i formy ich wytwarzania, naturalność przeciwstawiała lewicowemu nowinkarstwu. Lewica wówczas opiewała dymiące kominy (symbol nowoczesności), pracujące maszyny, ciężki przemysł (fundament gospodarki), mechaniczną produkcję (zastępującą trud robotnika), przekształcanie przyrody pod dyktando śmiałych wizji społecznych, ekonomicznych, cywilizacyjnych. 

W ciągu kilkudziesięciu lat poglądy i role odwróciły się. Obecnie prawica (przynajmniej polska) kwestionuje ocieplenie klimatu, domaga się swobody w eksploatacji i używaniu kopalin, popiera masowe wyręby i przemysłowe uprawy oraz takiż chów i tucz, broni tradycyjnych - a więc energochłonnych i wysokoemisyjnych - branż przemysłowych, wyśmiewa ekologów i obrońców przyrody. To lewica zaś zwalcza politykę przemysłową opartą na węglu i ropie naftowej, walczy ze smogiem i spalaniem kopalin, broni puszczy i naturalnych lasów, domaga się poszerzania rezerwatów ścisłych i parków narodowych oraz zakazu w nich wyrębu, protestuje przeciw regulacjom rzek i cieków wodnych, wychwala naturalne ekosystemy i dąży do ich jak najszerszej ochrony. 

Ale to nie znaczy, że mamy do czynienia ze sporem ideologicznym, w którym każdy może pozostać przy swoim stanowisku. Mamy do czynienia z degradacją przyrody, która prowadzi do skutków dotkliwych dla każdego, bez względu na przekonania ideowe i polityczne preferencje. Nieważne dzisiaj czy do tej degradacji doprowadzono w imię lewicowych czy prawicowych doktryn. Należy odwrócić jej skutki w imię wspólnego dobra, bo wszyscy oddychamy tym samym powietrzem i jednakowo jesteśmy zatruwani  w wyniku jego skażenia, podobnie jak wszyscy jednako doznajemy skutków zaburzenia klimatu i antropogennych zmian w biosferze. 

Dzisiejsze zapóźnienie Polski polega na tym, że w zachodniej Europie partie i ruchy ekologiczne rosną w siłę, a troska o środowisko naturalne staje się podstawą politycznych programów zdobywających coraz więcej wyborców, u nas natomiast powstają plany budowy kolejnych elektrowni węglowych, zapór na rzekach i obmurowań cieków, a wyborcy wydają się ślepi i głusi na problemy ekologii i zagrożenia dla środowiska naturalnego.  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne