Reklama

Reklama

​Patointeligencja

My, wielkomiejscy inteligenci, intelektualiści i artyści mamy wysokie wymagania i byle kto ich nie zaspokoi. Dotyczy to także polityki i polityków.

Dziesięć lat temu poparliśmy Bronisława Komorowskiego, bo alternatywą był Jarosław Kaczyński - wprawdzie też inteligent z Żoliborza, ale już wtedy okazywał nam pogardę, ubliżał od "łże-elit", szczuł przeciwko nam. Ale po prawdzie ten Komorowski był beznadziejny: konserwatysta, polował na bezbronne zwierzęta, ustanowił święto "żołnierzy wyklętych" i nic nie zrobił dla mniejszości seksualnych, a my jesteśmy progresywni. Dlatego pięć lat później wielu z nas już go nie poparło, a niektórzy wręcz ostentacyjnie się od niego odcięli. Szczególnie kilku zdeklarowanych homoseksualistów oraz alternatywnych artystów ukarało go publicznym odmówieniem mu głosu. Niech ma za swoje!

Reklama

Albo taki Tusk. Niby 27 szefów europejskich państw wybrało go na swojego przewodniczącego, czyli nieformalnego prezydenta Unii Europejskiej. Ale to nie znaczy, że jak ktoś się nadaje na prezydenta Europy, to może też być prezydentem Polski. Bo tu był premierem przez dwie kadencje i co zrobił w sprawie związków partnerskich albo aborcji? Nic. A my jesteśmy progresywni, więc nie zamierzaliśmy go poprzeć, no to zrezygnował. I dobrze, choć może teraz trochę żałujemy.

Schetyna? Ten to dopiero beznadziejny. Ani prezencji, ani elokwencji, nie mówiąc już o charyzmie. Tej ostatniej brakowało mu tak rażąco, że musieliśmy o tym codziennie powtarzać, wraz z wezwaniem, aby się wycofał. Dobrze, że nas posłuchał i to wreszcie uczynił.

Ale Budka też nas rozczarował. Może i nieźle się zapowiadał, ale chyba tylko na tle Schetyny. Dużo i składnie mówi, ale co osiągnął? Uprawia te swoje polityczne gry, jak Schetyna, ale efekty są nie lepsze.

No, ta Kidawa może by się nadawała, ale nie na prezydenturę. Jakaś taka słaba, wiotka, giętka, nijaka, sama nie wie czego chce, przeciwnie niż my. Bo my czekamy na charyzmatycznego przywódcę, który nas poprowadzi wreszcie do zwycięstwa.

Zandberg ma wszystko czego nam trzeba. Połowa naszych znajomych go uwielbia. Niestety, okazało się, że to tylko 3 proc. społeczeństwa.

Biedroń był świetny, a konwencja założycielska jego partii porywająca. Ale zaczął kręcić w sprawie swojego euromandatu, a do tego doszły jakieś niesnaski w jego otoczeniu. No i po prawdzie trochę się nam już znudził. A my mamy naprawdę wysokie wymagania.

Z braku zadowalających kandydatów chyba poprzemy Kosiniaka-Kamysza. Że tradycjonalista, zdystansowany do LGBT i obrońca chłopskich interesów? Przecież my cenimy i szanujemy klasę ludową!

A jeśli przegra i Kidawa, i "Tygrysek", to może poprzemy jakąś nową partię powstającą przeciw Platformie Obywatelskiej, której też już mamy dość i wreszcie chcemy ją czymś zastąpić, do czego od dawna nawołujemy. Mamy już zresztą doświadczenie w tworzeniu i popieraniu takich partii: Ruchu Palikota, Nowoczesnej, Wiosny... Czemu nie spróbować jeszcze raz?

Może ktoś w końcu spełni nasze naprawdę wysokie oczekiwania. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje