Reklama

Reklama

Piłat i inni

Do śmierci Jezusa najbardziej przyczynili się religijni fanatycy i ortodoksi, podczas gdy relatywista i sceptyk, stoicki kosmopolita i obojętny religijnie Piłat chciał go uwolnić od zarzutów i kary. Niestety, uległ kapłanom, a potem sfanatyzowanemu i podpuszczonemu przez nich motłochowi. To nauczka wypływająca z wydarzeń, które katolicy mają rozpamiętywać w tygodniu zwanym przez nich Wielkim.

Do Piłata należała świecka, zwierzchnia, zarządcza władza w ówczesnej Judei. Ale silną pozycję miało tam też zgromadzenie kapłanów, nie tylko trzymające rząd dusz i władzę sakralną, ale szukające poplecznictwa we władzy państwowej. Strzegący wyznaniowej ortodoksji, niechętnie albo wręcz wrogo patrzyli na wszystkich nierespektujących drobiazgowych i rygorystycznych przepisów liturgicznych, obrzędowych, ceremonialnych. 

Reklama

Dlatego tak zajadle zaatakowali młodego człowieka, ignorującego ich farezyjskie nakazy i zakazy. Aby ich respektowanie od niego wyegzekwować, zwrócili się do władzy świeckiej. Państwowy urzędnik miał przywołać delikwenta do porządku i zmusić go do podporządkowania się religijnym przepisom, a w razie oporu surowo ukarać.

Ale ówże był porządnie wykształconym człowiekiem, zdystansowanym do religii, sceptycznym relatywistą, wątpiącym w istnienie jakiejkolwiek, a zwłaszcza objawionej prawdy ostatecznej. Nie uważał, aby miał powody wtrącać się w wewnętrzne spory jakiejś religijnej wspólnoty. Taki, na dzisiejsze przekładając, liberał, zwolennik świeckiego państwa i wyznaniowych swobód. Dlatego stwierdził, że nie widzi w Jezusie żadnej winy.

Ale fanatycy nie zrezygnowali. Prośbą, groźbą i szantażem (że doniosą na niego do samego cesarza) wymogli, by się zajął sprawą religijnego odszczepieńca. 

Niestety, Piłat uległ, mimo ostrzeżeniom i namowom żony, by odstąpił od tej sprawy. Ale i wtedy nie zamierzał Jezusa karać. Zasugerował, że go ułaskawi i uwolni jako jednego z dwóch wówczas oskarżonych. Lecz wtedy do głosu dochodzi sfanatyzowany i podpuszczony przez arcykapłanów tłum, żądający by uwolnić tego drugiego, a Jezusa skazać i ukarać jak najsurowiej ("ukrzyżuj go!"). Niestety, Piłat uległ po raz drugi.

Mówi się, że umył ręce, bo stwierdził - jak pisze ewangelista - że nie bierze odpowiedzialności za niewinnie przelaną krew "tego sprawiedliwego". Wysokiej rangi świecki urzędnik spełnił jednak oczekiwania religijnych fanatyków. To przestroga, aby takiego błędu nie powtarzać, bo może mieć tragiczne skutki. Pod żadnym pozorem nie wolno poddawać się dyktatowi i szantażowi zawziętych kapłanów, ani arcykapłanów jakiejkolwiek religii. Bo to tacy jak oni, a nie jak Piłat - indyferentny religijnie sceptyk, relatywista i kosmopolita - są zagrożeniem.   

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne