Po turecku

Zgodnie z trafną sugestią Samuela Johnsona, że patriotyzm bywa ostatnim schronieniem łajdaków, turecki despota wezwał rodaków, aby w patriotycznym geście wyzbywali się obcych walut i złota, zamieniając je na krajową walutę w celu jej wzmocnienia.

Inaczej mówiąc, w imię patriotyzmu ("robiąc to, prowadzicie walką o niepodległość") mieliby pozbywać się tego, co ma większą i stabilną wartość, ale jest zagraniczne lub kosmopolityczne, lokując swoje zasoby w krajowym, narodowym pieniądzu, który ma wartość mniejszą i stale ją traci.

Reklama

Turecka waluta notuje dramatyczny spadek wartości w wyniku nieodpowiedzialnej polityki - nie tylko gospodarczej - prowadzonej przez tamtejszy reżim. Załamanie jej kursu jest odzwierciedleniem kryzysu, w jaki wpadła turecka gospodarka w wyniku poczynań rozgłaszanych - a jakże - jako pokaz wstawania z kolan, umacniania narodowego potencjału, budzenia dumy z własnego kraju, ucierania nosa Unii Europejskiej, ograniczania obcych wpływów, budowania silnego państwa w oparciu o rodzime zasoby ("oni mają dolary, my mamy ludzi i swojego Boga").

A jednocześnie trwało przejmowanie pod polityczną kontrolę kolejnych instytucji krajowych i zamienianie demokratyczno-liberalnej świeckiej republiki w autorytarne państwo wyznaniowe.

Działaniem, które prawdopodobnie przesądziło o załamaniu tureckiej waluty, było szaleńcze zaatakowanie - na szczęście tylko propagandowe - Stanów Zjednoczonych za rzekome mieszanie się w wewnętrzne sprawy Turcji i nieudzielenie zgody na ekstradycję przebywającego w USA osobistego wroga dyktatora, oskarżanego przez niego o zorganizowanie zamachu stanu.

W odwecie Erdogan kazał aresztować amerykańskiego pastora. Konflikt z USA zaszkodził Turcji, ale sytuację w kraju Erdogan pogarszał i komplikował już wcześniej i od dłuższego czasu. Inwestorzy i analitycy w szczególności odnotowali z niepokojem dyrektywy kierowane przez dyktatora pod adresem banku centralnego, świadczące o braku niezależności tej instytucji, mającej kształtować politykę pieniężną i czuwać nad stabilnością waluty.

Gdy w wyniku niefrasobliwej polityki gospodarczej wzrost cen sięgnął 15 proc., satrapa ogłosił, że to wysokie stopy procentowe banku centralnego są przyczyną inflacji, co wprawiło w zdumienie nie tylko kwalifikowanych ekonomistów, ale każdego kto słyszał cokolwiek o podstawach funkcjonowania rynku towarowo-pieniężnego. Pełnia niekontrolowanej władzy w rękach ekonomicznego dyletanta i ignoranta to bardzo zły prognostyk i tak to oceniły rynki, radykalnie obniżając wycenę tureckiej waluty i innych aktywów stamtąd pochodzących.

Jeśli rozwój sytuacji w Turcji potoczy się tak, jak się zapowiada, tamtejsi patrioci, którzy posłuchają wezwań swojego idola, pozostaną z garścią niewiele wartych papierów. A dla zwolenników i propagatorów patriotyczno-narodowej polityki gospodarczej prowadzonej przez autorytarne państwo kierowane przez dyletanta będzie to poważna przestroga.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje