Reklama

Reklama

​Pułaski LGBT?

Informacja o odkryciu żeńskich cech w szkielecie Kazimierza Pułaskiego dotarła do Polski w okresie trwającej tu histerycznej kampanii przeciw wszelkiej seksualnej niejednoznaczności czy ambiwalencji. Po prezesie PiS symboliczne przewodnictwo w tej kampanii przejął wywodzący się z PSL burmistrz Kalwarii Zebrzydowskiej, zapowiadając uwolnienie zarządzanej przez siebie gminy od poglądów i ludzi domagających się tolerancji dla seksualnej odmienności czy nietypowości.

Kalwaria i jej okolice chlubią się do dziś tradycjami walk z okresu konfederacji barskiej. Nieopodal w 1769 konfederaci dowodzeni przez Pułaskiego stoczyli potyczkę z Rosjanami. Pobliski zamek w Lanckoronie był jedną z dwóch - obok podkrakowskiego Tyńca - konfederackich twierdz. W dolinie między Kalwarią a Lanckoroną rozegrała się w 1771 roku jedna z najważniejszych bitew konfederatów z wojskami rosyjskimi dowodzonymi przez samego Suworowa. Pułaski, będący jednym z przywódców konfederackich, operował w pobliżu na czele dywizji. Czyżby był on osobą LGBT? Cóż wówczas pocznie burmistrz Kalwarii z kultem konfederatów barskich, których Pułaski był czołową postacią?

Reklama

Gdyby informacje o chromosomalnej, genetycznej czy anatomicznej nietypowości polskiego i amerykańskiego bohatera narodowego się potwierdziły, pogromcy seksualnej niejednoznaczności mieliby kłopot. Przysporzył im go także autor reporterskiej książki "Sodoma" Frédéric Martel, który uzyskał w watykańskich salonach i zaułkach liczne potwierdzenia sugestii o nadreprezentacji homoseksualistów wśród księży katolickich, także tych o najwyższych pozycjach w hierarchii. Wynikać by to miało stąd, że w całkiem jeszcze niedawnych czasach, gdy homoseksualizm był społecznie potępiany, a w niektórych krajach nawet karany, młodzi chłopcy odkrywający w sobie brak zainteresowania dziewczętami chronili się ze swoją nietypowością w czysto męskim, zamkniętym środowisku objętym celibatem, czyli wśród kleru, w seminariach duchownych i zakonach.

Zgodnie z metodą głośnego nawoływania "łapaj złodzieja!", stosowaną przez rzeczywistych złodziei dla odsunięcia podejrzeń od siebie samych, niektórzy osobnicy o nietypowych czy niejednoznacznych skłonnościach seksualnych szczególnie gorliwie wyklinają "ideologię LGBT". "Bo homofobia jest strategią ukrywania własnej seksualności" - mówi Martel. A znakomity psychiatra i psychoterapeuta Bogdan de Barbaro potwierdza: "jeśli ktoś jest niepewny swojej seksualności, boi się jej, to prędzej będzie obawiał się czyjejś homoseksualności, a tę obawę przykryje agresją". To by tłumaczyło obsesyjne wręcz potępianie wszelkiej nieheteronormatywności przez licznych przedstawicieli instytucji, której wielu funkcjonariuszy i hierarchów zostało zidentyfikowanych jako mających takie skłonności, a zdaniem Martela (skądinąd zdeklarowanego homoseksualisty) cechującej się szczególnie liczną obecnością takich osób w swoich szeregach.

A Pułaski był bohaterem, niezależnie od tego czy był stuprocentowym mężczyzną (cokolwiek by to miało oznaczać). Choć to, że konfederaci pod jego dowództwem mordowali Rusinów na Podkarpaciu, gdzie stacjonowali, rzuca zupełnie inny cień na jego postać.  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy