Reglamentacja to nie metoda

Byłem kiedyś w Berlinie podczas rozgrywania tam jakiegoś ważnego meczu (finał Pucharu Niemiec?). Gdy wsiadałem do podmiejskiego pociągu było w nim sporo kibiców wracających z tej imprezy i krążących po bezprzedziałowym wagonie z butelkami piwa w ręku. Popijali z nich na oczach siedzących z boku na ławeczce kilkorga funkcjonariuszy z oddziałów prewencji (kilkorga, a nie kilku, bowiem była wśród nich kobieta – też widok zaskakujący). Robiło to dziwne wrażenie na przybyszu z kraju, w którym picie piwa w pociągach, podobnie jak w wielu innych miejscach publicznych, jest zakazane. Obecna władza chce zaś dostęp do alkoholu – w tym piwa - i jego spożywanie jeszcze utrudnić.

Wszystko to, oczywiście, w trosce o obywateli i ich dobro. Alkohol spożywany w nadmiarze i nieodpowiedzialnie jest szkodliwy i może uzależnić. Ale to dotyczy też wielu innych substancji i czynności. Można się uzależnić od internetu, zakupów, pornografii, seksu, pracy, nie mówiąc o narkotykach i lekarstwach. Specjaliści mówią więc o zakupoholizmie, seksoholizmie czy pracoholizmie, narkomanii i lekomanii. Jeśli uzależnić się można od prawie wszystkiego, to zgodnie z logiką ochrony obywateli przed niebezpieczeństwem uzależnień należałoby poddać kontroli prawie wszystkie dziedziny ludzkiej aktywności i dostęp do prawie wszystkich jej wytworów. Ale państwo o takim zakresie administracyjnej kontroli prawie wszystkiego staje się państwem prawie totalitarnym (totalitarnym w pełnym tego słowa znaczeniu - gdy kontroluje dokumentnie wszystko).

Reklama

Od lat specjaliści i działacze społeczni apelują o poniechanie dotychczasowych metod walki z narkotykami, bo są one nie tylko nieskuteczne, ale prawdopodobnie przysparzają więcej strat i wszelkich kosztów niż pożytku i jakichkolwiek korzyści. Coraz częściej odzywają się głosy postulujące legalizację marihuany, a także innych substancji psychoaktywnych. Walka z tzw. dopalaczami też chyba jest daremna i przegrywana, odkąd ją podjęto. Prohibicja i reglamentacja  okazują się nieskuteczne lub wręcz przeciwskuteczne tam, gdzie są zaprowadzane. Rozszerzanie reglamentacji farmaceutyków (wymogi przedstawienia recepty), reglamentacja zakupów (zakaz ich dokonywania w niedziele), ograniczanie dostępu do alkoholu, to nie są nowoczesne i skuteczne metody przeciwdziałania zagrożeniom czy negatywnym skutkom mogącym wyniknąć z nadużywania czy nieodpowiedzialnego używania różnych substancji (także słodyczy czy tłustych potraw) lub wykonywania różnych czynności (wielogodzinnego wertowania internetu czy sklepowych ofert).     

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje