​Ważna izba

Druga izba polskiego parlamentu, na co dzień lekceważona, niekiedy pogardzana, a bywa, że przeznaczana do likwidacji, może po raz drugi od swojego wskrzeszenia odegrać newralgiczną rolę w wyborach powszechnych.

Pierwszy raz zdarzyło się to w pamiętnym i przełomowym czerwcu 1989 r., kiedy rozmiar zwycięstwa kandydatów "Solidarności" w całkowicie wolnych wyborach do Senatu (99 senatorów na 100) uzmysłowił skalę porażki ekipy starego reżimu i jego społecznego odrzucenia. Nawet gdyby wówczas któryś z kandydatów obozu komunistycznego zdołał zgromadzić większość sejmową i stanął na czele rządu, opanowana przez "Solidarność" druga izba nie pozwoliłaby mu realizować jego polityki.

Reklama

Podobna sytuacja może się zdarzyć 30 lat później. Jeśli PiS zdobędzie większość w Sejmie (choć o samodzielną, jak cztery lata temu, będzie trudno), to może jej nie uzyskać w Senacie, a wówczas opozycyjni senatorowie mieliby możliwość blokowania niezadowalających ich inicjatyw rządowych akceptowanych przez posłów. To jest prawdopodobne jeśli cała opozycja wystawi w każdym z okręgów tylko jednego kandydata na senatora, a kukizowcy czy narodowcy odbiorą część głosów reprezentantom PiS. Takie zjednoczenie opozycji wydaje się tym bardziej realne, że ordynacja większościowa i tak nie daje żadnej partii poza dwiema największymi szans na senatorskie mandaty, a przy zawiązaniu koalicji część wspólnych przedstawicieli może pochodzić właśnie z tych mniejszych partii, jak to jest w przypadku wyborów do Parlamentu Europejskiego. Także pod tym względem te ostatnie będą testem przed sejmowymi.

Restytucja Senatu w 1989 r. miała symboliczną wymowę, bo komuniści od jego likwidacji (w wyniku sfałszowanego referendum) rozpoczęli po II wojnie światowej rządy w Polsce. Odzywający się tu i ówdzie od czasu do czasu pomysłodawcy likwidacji drugiej izby jako niepotrzebnej powinni ten symboliczny wymiar i kontekst brać pod uwagę. To nieprawda, że dwuizbowość (bikameralizm - jak mówią specjaliści) ma sens tylko w państwach federalnych. To zależy też od wielkości kraju. Największy kraj Unii Europejskiej z jednoizbowym parlamentem to Portugalia, licząca nieco ponad 10 mln mieszkańców, a więc kilkakrotnie mniej niż Polska. Owszem, dotychczas podział miejsc w drugiej izbie polskiego parlamentu był zdublowanym i zaostrzonym podziałem z Sejmu. Większościowa ordynacja i jednomandatowe okręgi wyborcze sprawiły, że partia rządząca miała w Senacie jeszcze znaczniejszą przewagę, więc wspierał on na ogół politykę rządu, tak jak się to dzieje obecnie. Ale wkrótce może być inaczej, chyba że to dzisiejsza opozycja wygra także wybory sejmowe.

Skądinąd rola Senatu wzrosłaby gdyby odwrócić przeprowadzane obecnie procesy centralizacji państwa. Federalnym stać się ono nie może, bo artykuł 3 konstytucji przesądza jego unitarny charakter. Ale może się stać zdecentralizowane, z istotniejszą rolą wspólnot lokalnych, skąd pochodzą i które reprezentują senatorowie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje