Reklama

Reklama

​Winowajcy

Tak straszne zjawisko, jak przynosząca śmiertelne ofiary pandemia koronawirusa, prowokuje do poszukiwania winowajców. W gotowości są zawsze dewoci różnych religii, rutynowo odwołujący się do kary boskiej za grzechy popełnione przez złych ludzi. W tym przypadku mają o tyle łatwiej, że epidemia przyszła z Chin, a więc kraju nie tylko niechrześcijańskiego, ale także jednego z najbardziej zeświecczonych, o jednym z najwyższych odsetku niewierzących. Zatem nie tylko odrzucają Jezusa, ale po prostu bezbożni. Czyż można się dziwić, że zostali pokarani?

Co zaś do pozostałych dotkniętych zarazą, w tym przynajmniej nominalnych chrześcijan, to także znajdą się jakieś winy ich obciążające i domagające się kary. Aborcja, gender, LGBT, sekularyzm - sporo jest powodów do boskiego gniewu. Jak to wyraził jeden z katolickich kapłanów, "epidemia to kara boska za życie w grzechu: za homoseksualizm, za pary, które mieszkają razem bez ślubu i za tych, którzy mordują nienarodzone dzieci".

Reklama

Donald Trump znalazł innych winowajców: Chiny, Unię Europejską i Partię Demokratyczną. To stały zestaw jego wrogów, których czyni odpowiedzialnymi za wszystko, czego nie lubi.

Ale są też interpretatorzy spod znaku naturalizmu. Ich zdaniem to natura mści się na ludziach za jej dewastowanie. Według niektórych ekologicznie zorientowanych doktrynerów, ludzie zaburzyli stosunki panujące w przyrodzie, umożliwiając ekspansję wirusom. Według tej wykładni, pandemia to zemsta za wycinane lasów deszczowych, które spowodowało zdestabilizowanie klimatu i zakłócenie harmonii biosfery, w wyniku czego pojawiły się takie patogeny jak SARS-CoV-2. Jak to ujął jeden z interpretatorów, natura uznała, że skoro ludzie nie chcą po dobroci redukować emisji gazów cieplarnianych, to epidemia ich do tego zmusi, poprzez wymuszenie zaprzestania aktywności przemysłowej. Natura bierze odwet na cywilizacji.

Interpretacja owa ma tę słabość, że patogeny i pasożyty są naturalnymi składnikami biosfery. W czasach przedprzemysłowych, zatem sprzed nasilonej antropopresji, nawiedzały ludzkość epidemie nie mniej, a nawet bardziej dotkliwe. Przypomina się rysunek satyryczny sprzed lat, przedstawiający dwóch prehistorycznych osobników odzianych w surowe skóry i podpierających się maczugami, z których jeden kieruje do drugiego melancholijną refleksję: "no i popatrz: żyjemy w nieskażonym środowisku, jemy nieprzetworzoną żywność, pijemy niezanieczyszczoną wodę i jakoś nie możemy dożyć czterdziestki".

A w odwodzie jest niezawodny sprawca wszystkich nieszczęść ludzkości: globalny kapitalizm. Skojarzenie jest chyba takie, że skoro skala epidemii jest globalna i dotknęła nas w epoce globalizacji, to globalny kapitalizm musi mieć z tą plagą coś wspólnego, jak z wszystkimi innymi. Owo skojarzenie myślowe może przybierać taką oto formę, jak w jednym z lewicowych portali: "Kapitał przyjął formę chorobową, ale musi działać, reprodukować się i przynosić wartość dodatkową. By przetrwać, kapitał przyjął formę chorobową. Wszedł w pandemiczny kryzys, gdy świat pracy ma historycznie najmniejszą siłę przebicia". Kapitalizm to zatem zaraza taka jak koronawirus, to inna wersja patogenu.

Hipotezy wyhodowania wirusa w laboratoriach globalnych koncernów, na potrzeby wojska (jako broń biologiczna) lub badań cywilnych (w celach eksperymentalnych), służą raczej mniej rozgarniętym. Ci uważający się za bardziej przenikliwych rozsiewają teorię, że wielki kapitał czyha na małe i średnie firmy, które będzie przejmować za pół darmo po ich spodziewanym bankructwie (czyli koronawirus wykańcza konkurencję). Natomiast wyrafinowani intelektualiści antykapitalistycznej formacji piszą i mówią o zaburzeniu ładu relacji międzyludzkich i funkcjonowania instytucji publicznych (w tym przypadku medycznych) przez skomercjalizowane stosunki kapitalistycznego wyzysku i neoliberalną politykę, osłabiającą ludzi i czyniącą ich w ten sposób podatnymi na infekcje.

Adekwatnie do formułowanych diagnoz sugerowane są też terapie: nawracać się i modlić, zacząć żyć w zgodzie z naturą, obalić kapitalizm i zaprowadzić socjalizm.  

W mniej dogmatycznej wersji ta ostatnia interpretacja nie obwinia kapitalizmu o wywołanie pandemii czy sprzyjanie jej, lecz o utrudnianie walki z nią i tym samym o powiększanie liczby ofiar koronawirusa. W domyśle: socjalizm poradziłby sobie lepiej. To ujęte w tryb przypuszczający, bo państw socjalistycznych jest na świecie niewiele (jakoś ludzkość się do socjalizmu nie garnie), a te ortodoksyjnie socjalistyczne to na ogół reżimy kontrolujące przepływ informacji, albo po prostu fałszujące je, dlatego nie można osądzić czy faktycznie lepiej sobie radzą z epidemią. Zachwalany często przykład chiński jest niejednoznaczny, bo choć to państwo nominalnie socjalistyczne (a nawet komunistyczne), to w praktyce ekonomicznej bliższe kapitalizmowi, i to temu "dzikiemu" (bez praw socjalnych). A na dodatek nie ma pewności czy podaje wiarygodne dane.

Niektórzy antykapitalistyczni komentatorzy jako swój ideał przedstawiają kraje skandynawskie, zwłaszcza Szwecję. Ta wybrała dość luźny sposób przeciwdziałania epidemii, stosując mniej ścisłe rygory niż większość państw europejskich (nie mówiąc o Chinach), ale zgodne ze strategią przyjętą na początku epidemii przez prawicowy rząd Wlk. Brytanii. Do wczorajszego wieczora zachorowało w Szwecji ponad 4 tys. osób, a zmarło 146 (na ok. 10 mln mieszkańców). Pod wpływem krytyki (m.in. z sąsiedniej Norwegii) rząd szwedzki zaostrza rygory. Chyba nie ma socjalistycznej strategii walki z koronawirusem, bo ten nie jest kapitalistyczny.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje