Reklama

Reklama

​Współmyślenie, współdziałanie

Kiedy przed wyborami prezydenckimi w 2015 r. Jarosław Kaczyński niepodziewanie wystawił drugorzędnego i mało znanego członka PiS, pojawiły się głosy, że ten w razie objęcia stanowiska głowy państwa będzie w jego pełnieniu niesamodzielny, zależny od swego protektora i usłużny wobec niego. Wówczas ojciec kandydata stwierdził, że jego syn nie musi słuchać prezesa Kaczyńskiego, ani czekać na jego wytyczne, bo on po prostu myśli tak samo jak prezes.

Analogicznie można stwierdzić, że nie trzeba się doszukiwać formalnego wpływu Putina na sposób myślenia niektórych polskich polityków i propagandystów, bo oni po prostu sami z siebie myślą tak jak on. Dotyczy to zwłaszcza opinii na temat Unii Europejskiej jako sztucznego (wyimaginowanego), nieudanego tworu, niezdolnego do rozwiązywania realnych problemów, z którymi muszą i mogą poradzić sobie tylko państwa narodowe.

Reklama

Ten element propagandy współbrzmi ostatnio w wypowiedziach i przekazach płynących z Moskwy i Warszawy. Zmagania z epidemią koronawirusa potwierdzają, zdaniem rosyjskich i części polskich propagandystów, że tylko zamknięcie granic, odizolowanie państw narodowych i podjęcie działań wewnątrz nich przez ich władze, pozwoli obronić się przed pandemią, wobec której instytucje Unii Europejskiej są bezczynne i bezwładne.

Cele deprecjacji UE i gloryfikacji państw narodowych są w przypadku propagandy rosyjskiej czytelne i oczywiste. W konfrontacji ze zintegrowaną wspólnotą europejską Rosja jest karłem, w zestawieniu z każdym państwem narodowym staje się gigantem. Rozbicie Unii na poszczególne państwa leży więc w łatwo identyfikowalnym interesie Rosji. Wszelkie działania w tym celu zmierzające, choćby tylko propagandowe, są współbieżne z rosyjskim interesem.

To jednak nie musi oznaczać, że polscy politycy czy propagandyści biorą od Putina pieniądze lub koordynują z nim swoje wypowiedzi i działania, choć ukazało się sporo opracowań, w tym książkowych, ujawniających podejrzane powiązania wysoko nawet usytuowanych polityków obecnego obozu rządzącego ze służbami rosyjskimi. Może być jednak tak, że Putin nie musi tym ludziom płacić ani w inny sposób ich zadaniować, bo oni po prostu myślą tak jak on. Być może nawet wierzą w to bardziej szczerze od niego. Putin może nawet Unię Europejską podziwiać i jej zazdrościć (przecież sam chce tworzyć Unię Euroazjatycką na jej wzór), ale zwalczać z powodów strategicznych.

Część polskich nacjonalistów zwalcza zaś czy deprecjonuje UE, bo naprawdę szczerze wierzy w wielkość i wspaniałość państwa narodowego. Określenie "pożyteczni idioci" pasuje do nich jak ulał, bo przecież w swym pierwotnym zastosowaniu oznaczało szczerych i naiwnych wyznawców komunizmu na Zachodzie, gdy na Kremlu obmyślano strategiczne gry i sposoby rozbicia jedności zachodnioeuropejskiej i euroatlantyckiej. Rozbijanie tej jedności to stały motyw i cel rosyjskiej polityki, tylko pożyteczni idioci się zmieniają.

Trudne i nie zawsze udane europejskie zmagania z pandemią to kolejna świetna okazja dla Rosji do wzniecania i podsycania antyunijnej propagandy. W Polsce rezonuje ona w nacjonalistycznych kręgach, także tych reprezentowanych w obozie sprawującym władzę. Antyunijnie nastawieni nacjonaliści wykonują konsekwentną robotę. Blokują od lat silniejszą integrację europejską i uniemożliwiają wyposażenie instytucji wspólnotowych w rozleglejsze uprawnienia, w imię autonomii państw narodowych (w przypadku polityki zdrowotnej także niedopuszczenia do ingerencji w takie jej aspekty jak zapłodnienie pozaustrojowe czy terminacja ciąży), a potem wybrzydzają, że są one bezsilne. A na Kremlu przyglądają się temu z radością i te poczynania ochoczo wspierają myślą, słowem i uczynkiem.  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje