Reklama

Reklama

Bunt w Kościele

Jeśli jest prawdą (a dziś wszystko na to wskazuje), że członkom Rady Kapłańskiej Diecezji Kaliskiej złożono propozycję nie do odrzucenia w sprawie poparcia biskupa ordynariusza, a członkowie Rady tę propozycję odrzucili, to mamy do czynienia z nową jakością w stosunkach wewnątrzkościelnych.

Ciśnie się pod pióro słowo "bunt" i choć w zhierarchizowanej strukturze Kościoła w zasadzie wymagana - i akceptowalna - jest dyscyplina i pionowe podporządkowanie (inaczej niż w strukturach demokratycznych), to w tym wypadku odmowa podporządkowania jest czymś naturalnym. Tyle, że w Kościele w Polsce zarazem czymś niespotykanym. To jest ciekawe i być może zapowiada jakąś istotną zmianę, odejście od dyscypliny i podporządkowania rozumianych jako wymuszone milczenie wobec zła.

Reklama

Drugi film braci Sekielskich ma dwóch głównych negatywnych bohaterów: księdza pedofila z diecezji kaliskiej i biskupa ordynariusza tejże diecezji, który krył swojego podwładnego. Jakkolwiek czyny ks. Arkadiusza Hajdasza były obrzydliwe, to jednak główny ciężar oskarżenia spoczywa na hierarsze. Bo przecież takie rzeczy i w przyszłości będą się zdarzać, oby znacznie rzadziej, niż dotąd i na to nie ma stuprocentowej zapory. Natomiast można domagać się od Kościoła jako instytucji stosowania w tych sprawach zasady "zero tolerancji". Otóż bp Edward Janiak stosował zasadę przeciwną.

Wiemy, że nie on jeden i wiemy, że taktyka omerty panowała w kościelnych strukturach od dziesiątków lat. Kościół na Zachodzie zapłacił za to ogromną cenę. Kościół w Polsce, gdzie skandale pedofilskie zaczęły być odkrywane wiele lat później, miał szansę nauczyć się na tamtych błędach. Niczego się nie nauczył, przeważnie idąc w zaparte od początku lat 2000 (afera abpa Juliusza Paetza) aż do czasów obecnych. Wydaje się, że zapłaci nie mniejszą cenę za tę pokrętną postawę.

Odejścia młodych Polaków od Kościoła są masowe co najmniej od kilku lat. Teraz, wobec sygnałów ewidentnej bezczynności w reakcji na przestępstwa pedofilskie, mogą za ich przykładem pójść starsi - niektórzy już to robią. Ani się z tego cieszę, ani do tego namawiam - ale to się dzieje i nie da się powiedzieć, że odchodzący podnoszą zarzuty wydumane. Owszem, są biskupi (Stanisław Gądecki, Wojciech Polak, Grzegorz Ryś...), którzy wzięli problem na serio, są katolickie inicjatywy ("Zranieni w Kościele"...), które próbują naprawiać szkody konkretną pracą na rzecz ofiar. Ale - niestety - wiemy to aż nadto dobrze, że bp Janiak nie jest jakąś czarną owcą, owszem jest dość typowym przykładem sposobu reakcji polskich hierarchów na kryzys pedofilski: pozorowanie reakcji. Jest to dbanie o dobre imię Kościoła przez ukrywanie prawdy i ochranianie sprawców - droga moralnie nie do obrony w dowolnej instytucji, a w instytucji takiej jak Kościół katolicki to jest moralna klęska.

Po pierwszym filmie Sekielskich powstała inicjatywa świeckich katolików domagająca się od Watykanu zastosowania w Polsce wariantu chilijskiego - czyli odwołania wszystkich biskupów, a potem mianowania tych, którzy dają rękojmię przyzwoitego załatwienia kwestii pedofilskiej. Uważałem wtedy, że to słuszna inicjatywa. Dziś - po roku - uważam tak tym bardziej.

Roman Graczyk 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy