Reklama

Reklama

Wyborów w maju nie będzie...

Nie widzę żadnej realnej możliwości zorganizowania wyborów prezydenckich w zapowiedzianym terminie. Równocześnie nie dziwię się, że Andrzej Duda i partia rządząca nie spieszą się, by wybory przesuwać. Mają czas, by sytuację i możliwość przeprowadzenia wyborów ocenić. Dopóki nie stracą nadziei, że prezydent w obliczu nadzwyczajnej sytuacji wygra w obecnym terminie w pierwszej turze, nic nie muszą robić. Im bardziej opozycja kręci się wokół tego tematu, tym mniejsze ryzyko, że znajdzie sobie kolejny, być może celniejszy powód do ataków na rząd i prezydenta. A tak, dużo hałasu o nic.

Wybory dałoby się przeprowadzić w maju tylko w jednym wypadku, gdyby epidemia przygasła i po Świętach Wielkanocnych uczniowie wrócili do szkół, studenci na uczelnie, pracownicy do pracy. Tylko pod warunkiem całkowitego wygaśnięcia epidemii można byłoby w maju zaprosić wyborców do lokali wyborczych. Tym bardziej, że jak opozycja konsekwentnie zauważa, wyborcy PiS i prezydenta Andrzeja Dudy to w dużej części ludzie starsi i jeszcze starsi. Narażanie ich na kontakt z wirusem w sytuacji gdyby liczba przypadków COVID-19 była wciąż duża, wydaje się z każdego punktu widzenia absurdalne. Do tego więc nie dojdzie. Nie wyobrażam sobie, by ktoś swoich 80-latków wysyłał do głosowania. Kropka. Szanse, że do maja będziemy już po epidemii wydają się minimalne. Nawet jeśli wdrożona przez Polskę strategia walki z chorobą okaże się skuteczna. A oby się okazała. Nie wierzę jednak, by w maju wybory się odbyły.

Reklama

Kampania oczywiście nie odbywa się normalnie. Nieprawdziwe jest jednak twierdzenie, że tylko prezydent ją prowadzi. Przez cały czas niektórzy inni kandydaci i sklejone z nimi media prowadzą wobec Andrzeja Dudy kampanię negatywną. Mam wrażenie, że ociera się ona momentami wręcz o szantaż, wskazujący prezydentowi, co powinien robić, a czego mu nie wolno. Nie jestem na tyle naiwny, by w sytuacji nadzwyczajnej liczyć na brak kampanii negatywnej, po prostu zauważam fakt. Cokolwiek prezydent zrobi - i czegokolwiek nie zrobi - będzie ostro krytykowany. Tak jak w ostatnich dniach najpierw za zwołanie, potem odwołanie, a potem znowu za zwołanie Rady Gabinetowej. A niechby tak na kilka dni zamilkł, to by dopiero było.

To oczywiście nie oznacza, że sam prezydent ma tylko dobre pomysły. Wręcz przeciwnie. Powiedziałbym nawet, że jego kampania żadnych pomysłów nie ma. I owszem, mam nadzieję, że Andrzej Duda zrezygnuje z gospodarskich wizyt w zakładach pracy. Szczególnie w świetle kamer i pod okiem mediów społecznościowych. Sytuacja jest jednak nadzwyczajna i prezydent musi być aktywny. Opozycja bardzo starała się przekonać wszystkich, że Andrzej Duda i PiS to jedno. Teraz bliska i dobra współpraca prezydenta z rządem staje się dla kraju atutem. Można wręcz powiedzieć, że sprawa reelekcji nie zależy już tyle od działań samego prezydenta, ile od sukcesu lub porażki rządu w walce z epidemią, z jej gospodarczymi i społecznymi skutkami. Jeśli rząd sobie poradzi, Andrzej Duda wybory wygra, niezależnie czy w maju, czy później. Jeśli rząd sobie nie poradzi, przegra. Ale porażki rządu w walce z koronawirusem nie wolno nam nawet brać pod uwagę. I to nie ze względu na wybory prezydenckie, nie ze względu na politykę, czy ambicje, kto, kogo, ale ze względu na wszystko inne, co w naszym życiu ważne.

W sytuacji nadzwyczajnej kluczowe jest ważenie słów. Nie powiem więc wprost o tym, co myślę, gdy w pewnej telewizji przez cały dzień na okrągło słyszę o tym, jak dramatycznie Polska sobie z niczym nie radzi i nie poradzi. Od testów, kombinezonów, maseczek, przez kolejki na granicy, brak miejsc, gdzie ludzie po powrocie z zagranicy mogliby odbyć kwarantannę, przez jeszcze raz testy, wreszcie to, jak wytrzymać ze sobą w domu. I tak dzień za dniem. Jak żyć, gdy po chwili słuchania okazuje się, że lepiej od nas radzą sobie dosłownie wszyscy, nawet we Włoszech, czy Hiszpanii?

Ja nie oczekuję chwalenia rządu, wręcz przeciwnie, oczekuję, że nawet rząd nie będzie się sam chwalił, ale w sytuacji nadzwyczajnej propaganda klęski oddziałuje na zdenerwowanych ludzi w wyjątkowo niszczący sposób. A wszyscy wiemy przecież, że pesymizm jeszcze bardziej gospodarkę - i zdrowie przy okazji - niszczy. Nie, nie wszystko jest idealnie, maseczek, kombinezonów mogłoby być więcej. Trzeba liczyć na to, że rząd da radę je kupić. Ale wiemy przecież, dlaczego ich nie ma. I wiemy, że trzeba będzie stworzyć możliwości produkcji ich w kraju. Na wszelki wypadek. Chciałbym też, by opozycja posłuchała wreszcie ekspertów w sprawie tego, kiedy i jakie testy należy stosować. Bo gdybyśmy do tej pory zużyli większość z nich to dopiero moglibyśmy mieć problem. Rząd przygotowuje nas do sytuacji, w której część osób z koronawirusem, które mają łagodne objawy, będzie odsyłana do domu. Mam nadzieję, że uda się jednak tego uniknąć. Chińskie doświadczenia wskazują, że lepiej jeśli system jest szczelny i zakażeni leżą w izolacji. Choćby po to, by nie zarażać członków rodzin.

Gdybym był doradcą zarządu telewizji publicznej (ale takiej funkcji tam chyba nie ma, nikt tam konkursu ofert nie ogłaszał) zasugerowałbym olbrzymią troskę o to, by przekaz był pełny, obiektywny, wyważony i politycznie przezroczysty. Mimo różnych, takich czy innych pokus. To jest - powtórzę - moment szczególny, kiedy media w ogóle, ale publiczne jeszcze bardziej, mają do spełnienia misję. A nawet MISJĘ. Odpowiedzialność za słowo, odpowiedzialność za interes obywateli, odpowiedzialność za interes państwa, a więc Polski, jest absolutnie nadzwyczajna. Odbiorcy to docenią. Może docenią to także ci, którzy ze swojej medialnej bańki, zaglądną tam po dłuższej przerwie. To jest moment, kiedy wszyscy musimy zdać egzamin, ale firmy państwowe mają szczególne możliwości i szczególną odpowiedzialność.

Nie znam się na ekonomii, więc nie chcę dyskutować o tym, czy proponowana przez rząd Tarcza Antykryzysowa będzie adekwatną i skuteczną odpowiedzią na wyzwania ostatnich tygodni i najbliższych miesięcy. Dobrze, że już jest. Mam wrażenie, że eksperci, politycy i przedsiębiorcy będą mieli w najbliższych dniach o czym rozmawiać. Szybkie uchwalenie dobrej ustawy, przy możliwie dużym konsensusie sił politycznych, byłoby dobrą oznaką naszej dojrzałości. Przez ostatnie lata uczyliśmy się na nowo, co oznacza społeczna solidarność. Nieoczekiwanie mamy sytuację, w której szczególnie jej potrzeba. I to w sposób, którego nie przewidywaliśmy. To poważne wyzwanie i lekcja. Miejmy nadzieję, że okaże się też szansą...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy