Media w czasach tragedii

To, co dzieje się w związku ze śmiercią sześciomiesięcznej Magdy, błyskawicznie łamie mnóstwo medialnych barier i tabu. W kilka dni po tragedii, która dotknęła rodzinę z Sosnowca, widzimy ojca i dziadków dziecka na konferencji prasowej i słyszymy zwierzenia na temat małżeńskiej miłości, problemów na linii teściowa-synowa czy zdolności wybaczenia. To, co się dzieje w tej sprawie, to rzecz bez precedensu w polskiej rzeczywistości medialnej.

Dziecko i jego śmierć natychmiast po odkryciu zwłok zeszły na plan dalszy. Tandetny detektyw w czarnych okularach, wyjątkowo podatna na jego sugestie rodzina ojca dziecka i wciskające się w każdą szczelinę media zafundowały światu przerażającą - bo prawdziwą - kryminalną soap operę. W ciągu paru dni, ku oburzeniu jednych i satysfakcji innych, wkroczyliśmy w erę medialnej postnowoczesności, w której nie ma reguł, zasad i tabu. A co gorsza, nie wiadomo, kto - kim i po co się posługuje.

Reklama

Wykorzystywanie mediów do gier toczących się w sferze prawa i jej okolicach staje się powoli światowym standardem. Ta moda już dawno wykroczyła poza swój matecznik - Stany Zjednoczone. Nie tak dawnym tego dowodem była sprawa Dominika Strauss-Kahna. Zarówno on i jego żona, jak i oskarżająca szefa MFW pokojówka starannie planowali występy medialne, by urabiać opinię publiczną, a w konsekwencji także i wymiar sprawiedliwości.

Dramatyczne opowieści, łzawe wspomnienia i autowybielające rekonstrukcje zdarzeń stają się coraz częściej nierozerwalnym elementem każdego głośnego przestępstwa. Czasami w grę wchodzą pieniądze, czasami ambicje, czasami znieczulające przekonanie, że "inaczej się nie da", a najczęściej słuszne skądinąd przekonanie, że prokuratorzy i sędziowie są "aż i tylko" ludźmi, na nich również działa siła sugestii i nastroje społeczne.

Od dawna uważam, że np. sprawa Rywina skończyła się dla jej "bohatera" tak a nie inaczej (czyli paroma latami spędzonymi za kratami) dlatego, że od pierwszych dni afery ukrywał się przed mediami i miast budować swoją wersję - zwaną dziś narracją - pozwolił innym przebić się do opinii publicznej. A potem było już za późno, by z rozmowy z Adamem Michnikiem zrobić "zwykłą propozycję biznesową" - jak to potem próbowano tłumaczyć.

Nie twierdzę, że mechanizm medialnej aktywności bliskich Magdy ma służyć oddaleniu od nich jakichkolwiek podejrzeń. Być może ulegają oni wyłącznie presji Krzysztofa Rutkowskiego, który - najwyraźniej - bardzo chce "wygrać" tę sprawę medialnie, zapewniając sobie autoreklamę i grając na nosie policji. Jakiekolwiek byłoby jednak tłumaczenie przyczyn ich otwartości - wydaje się, że właśnie przekraczamy pewien Rubikon, który nakazywał dziennikarzom (nie zawsze skutecznie) uszanować ludzkie cierpienie i być co najmniej wstrzemięźliwym przy próbach wkraczania z butami w życie rodzin, które właśnie pochowały swoich bliskich.

Konferencja prasowa, podczas której obok detektywa z odebraną licencją siedzi jego asystentka, życiowa partnerka i ekszakonnica w jednym, ojciec nieżyjącego dziecka i jego rodzice przejdzie do historii. I nie mam dziś pewności, że będzie to historia, którą będzie można się szczycić.

O sprawie Magdy podyskutuj na FORUM!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy