Reklama

Reklama

Czas chaosu

Nie było wyborów prezydenta, co ogłosiła PKW, i teraz pytanie – co będzie dalej? Kiedy wyjdziemy ze świata chaosu i zaczniemy być państwem w miarę przewidywalnym? Nie jestem tu optymistą.

Mamy bowiem kilka procesów, które dzieją się równocześnie, a każdy z nich generuje nieporządek.

Reklama

Epidemia koronawirusa trwa przecież i nie wiadomo kiedy wygaśnie. Mam nieodparte wrażenie, że nie stanie się to prędko, zwłaszcza, że rośnie społeczny nacisk, by ją unieważnić, nie zwracać na nią uwagi itp. Wystarczyło w weekend trochę pospacerować i popatrzeć - ludzie spragnieni słońca, ruchu, zwykłego kontaktu... Ciekawe, jaki będzie tego efekt, ilu będzie nowych zarażonych...

Gospodarka? Tu chaos się pogłębia. Czego ilustracją była demonstracja przedsiębiorców w Warszawie. A władza, zamiast tych ludzi przyjąć, porozmawiać z nimi, a priori uznała ich za wrogów, i napuściła na nich policję.

Kalendarz polityczny? Kilkadziesiąt godzin po demonstracji przedsiębiorców mieliśmy wybory prezydenckie. Te, których nie było. I nie wiadomo, kiedy będą nowe, i na jakich zasadach. Pani Witek może ogłaszać różne terminy - ale wpierw trzeba zmienić ustawę o wyborach pocztowych, bo według obecnej nie da się prezydenta wybrać. A to oznacza, że znów swoje zdanie będzie wyrażał Senat. No i że PiS będzie musiał rozmawiać z opozycją. A czy potrafi?

Kolejna awantura wisi więc w powietrzu. Zwłaszcza że w stanie rozedrgania, i władzy i opozycji, łatwiej o nieprzemyślane, gwałtowne działania.

Zacznijmy od władzy - która, zdaje się, uwierzyła w propagandę. Tę swoją, lejącą się z mediów publicznych, że jest wspaniała, mądra i zawsze ma rację. Ale i też w opozycyjną - że jest groźna, że wzbudza strach i może prawie wszystko.

Piszę władza, a powinienem - Jarosław Kaczyński. Otóż, jak wynika z kolejnych relacji, on rzeczywiście uwierzył, że da się przeprowadzić wybory 10 maja. Tak suflowała mu część otaczających go polityków, że poczta da radę, że to się przeliczy (choć Marek Borowski udowodnił, że samo liczenie głosów musiałoby trwać kilkadziesiąt dni...) itd. A tych, którzy mówili, że te wybory są niemożliwe do przeprowadzenia podejrzewano o dogadywanie się z opozycją...

Kaczyński wierzył też bardzo długo, że bunt Gowina zdusi jak chce. Że uda się wyjąć mu z rąk tych kilkunastu posłów, że uda się też "dokupić" kilku posłów z opozycji, i w ten sposób Gowin zostanie sam, bezsilny, ośmieszony.

Efekt był taki, jaki wszyscy widzieliśmy. Nagle okazało się, że Kaczyński nie ma nic w rękach. Że wódz narodu błąka się w nierzeczywistości. Że poczta tych wyborów nie przeprowadzi, że nikt ich nie uzna, a poza tym, że Gowin wciąż może liczyć na 6-8 posłów, co wystarczy, by zablokować PiS, i odebrać mu sejmową większość.

Gdy dotarło to do Kaczyńskiego, zawarł umowę z Gowinem, że wyborów w maju nie będzie. W środę.

Potem, to są relacje mediów, przyszła sobota, 9 maja, kiedy prezes PiS uznał argumenty Jacka Kurskiego i ziobrystów, że trzeba wybory przeprowadzić jak najszybciej, bo poparcie dla Andrzeja Dudy spada. Więc były plany ogłoszenia wyborów na 23 maja, czyli oszukania Gowina, niech sobie wychodzi z koalicji wyborczej. Ta koncepcja przeżyła kilka godzin, by w końcu upaść. Czy ostatecznie?

Tego nie wiadomo... Bo nikt nie wie, z jakim nastrojem obudzi się Jarosław Kaczyński, i z jaką koncepcją działania.

Tak oto okazuje się, że osoba podejmująca najważniejsze decyzje w państwie, podejmuje je na przysłowiowego czuja, bez rozeznania, i nie za bardzo wie, na kogo może liczyć, a na kogo nie. Miota się od ściany do ściany.

Więc mamy szamotaninę i gwałtowne zwroty. A chaos przychodzi tym łatwiej, że przecież Kaczyński widzi, że to wszystko mu się rwie. Że w kilka tygodni może stracić większość swej władzy.

Może stracić kolejne grupy społeczne. Tym razem drobnych przedsiębiorców, których demonstrację w Warszawie policja rozpędziła.

Może stracić prezydenta. Bo jeżeli będzie druga tura, to wszystko wskazuje na to, że opozycja pójdzie do niej pod hasłem - każdy, tylko nie Duda. Będzie plebiscyt i PiS-owi będzie ciężko go wygrać.

Może stracić większość w Sejmie. To zresztą już się stało, Gowin wybił się na niepodległość, zachował grupę wiernych mu posłów, i teraz może z Kaczyńskim negocjować rozwiązania w innych sprawach.

A inni w Zjednoczonej Prawicy na to patrzą. I tylko czasu trzeba, by poszli jego drogą. Zjednoczona Prawica pęka coraz mocniej, i to już jest chyba proces nieodwracalny. Że z jednej strony będziemy mieli Gowina z Morawieckim, z drugiej będzie Ziobro, gdzieś obok ludzie Rydzyka, no i wierny zakon PC. I oni wszyscy bardziej będą zajmować się sobą, niż innymi sprawami. Jak swego czasu AWS.

Jeżeli tak na to popatrzymy, to bunt Jarosława Gowina będzie bardziej zrozumiały. On przecież nie zbuntował się, żeby pomóc opozycji, żeby zniszczyć rządzącą większość, itd. Przeciwnie, on zbuntował się, mając konkretny plan. Po pierwsze, żeby uratować prawicę przed wyborami majowymi, które zapowiadały się na kompletną kompromitację. Po drugie, żeby zająć podmiotowe miejsce w obozie Zjednoczonej Prawicy. Żeby nie być przystawką, a partnerem.

Mógł jeszcze powalczyć o stanowisko marszałka Sejmu, to zinstytucjonalizowałoby jego pozycję. Ale zatrzymał się. Sądzę, że po to, by nie palić mostów, by zachować jak największe wpływy w ekipie rządzącej. Widać, że gra o większą stawkę. Że na końcu tej drogi jest budowa nowej większości. Z części dzisiejszej opozycji i z części PiS.

Więc wszelkie pretensje do Gowina, zwłaszcza publicystów bliskich PO, że jak zwykle ugiął się w ostatniej chwili, że nie ma kręgosłupa, nie do końca są trafne. Bo co innego on robił, a czego innego oni po nim się spodziewali.

W ten sposób płynnie dotarliśmy do opozycji, która też generuje chaos, raz mówiąc jedno, innym razem drugie, to walcząc z PiS-em, to między sobą. Zawsze z odpowiednią dozą egzaltacji.

Owszem, częściowo jest to nieuniknione, nie można przecież wymagać, by mówiła jednym głosem, skoro składa się z wielu różnych podmiotów. Zwłaszcza że zapada się Platforma, mamy jej implozję, jej wyborcy szukają więc lepszych alternatyw. Szukają oparcia.

Ech... Opozycje mamy dziś dwie. Pierwsza, to ta w parlamencie, mało przekonująca, zagubiona. Druga opozycja to różni publicyści, różni królowie fejsbuka, którzy z prędkością karabinu maszynowego podają kolejne recepty - a to jak obalić PiS, a to jak PiS bojkotować, co jest honorowe, a co nie, i tak dalej. Bez ładu i składu.

Zgrozą wieje - że coraz częściej ten ogon kręci psem.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje