Reklama

Reklama

​Czy leci z nami pilot?

W ważnych chwilach człowiek instynktownie chciałby, żeby państwo miało przywódcę, i żeby ten przywódca w sposób jasny i szczery informował, jaka jest sytuacja i jakie rozwiązania podejmuje.

Niestety, w polskim przypadku to marzenie. Po pierwsze, przywódca udaje, że nie jest przywódcą i mamy w tej dziedzinie przebierankę. W tej roli występują za to postaci drugoplanowe, udają, że mogą, choć wszyscy wiedzą i widzą, że tylko udają... A po drugie, zamiast jasnych komunikatów mamy szemrane pogrywki. Aby ograć, oby wykiwać...

Reklama

*

Oto zebrał się Sejm, w warunkach nadzwyczajnych, by uchwalić pakiet, który przynajmniej w części pomógłby polskiej gospodarce i polskim przedsiębiorcom. OK, można dyskutować nad jego skutecznością, ale to rzecz drugorzędna. Ważne, że jest. I nagle władza, z zaskoczenia, dorzuciła do tego pakietu, nazywanego "tarczą antykryzysową", zapisy dotyczące wyborów.

Zapisy, dodajmy, sprzeczne z konstytucją, z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, ze zdrowym rozsądkiem. Media o tym piszą od kilku dni, nie ma co powtarzać tych wszystkich argumentów.

Po co PiS to zrobił? Taką wrzutkę?

Każdy odpowie, że po to, żeby mimo wszystkich ostrzeżeń przeprowadzić wybory prezydenckie 10 maja. Ale to znaczy, że to jest dla nich ważniejsze, niż epidemia, niż dramatycznie narastające kłopoty firm.

Ręce opadają.

Na całym świecie najważniejsze są dziś dwie sprawy. Po pierwsze, jak zatrzymać epidemię koronawirusa. Po drugie, jak odbudować światową gospodarkę, bo grozi nam kryzys ekonomiczny, jakiego sobie nie wyobrażamy. A w Polsce - jak widać - ani koronawirus, ani gospodarka nie są najważniejsze. W Polsce najważniejsze są wybory.

Dodam jeszcze jedno - na całym świecie wybory są przekładane. Wyjątki są nieliczne, reguła jest taka, że wspólnie, władza i opozycja, dochodzą do wniosku, że nie czas na polityczną rywalizację, że nie sposób przeprowadzić bezpiecznie głosowań, że wysiłek skupić trzeba na sprawach najważniejszych. Więc wybory niech będą później, gdy epidemia minie.

To jest rozwiązanie rozsądne. Dlaczego więc w Polsce nie może być przyjęte?

Zdaje się, że wszyscy znamy na to pytanie odpowiedź. Otóż, ludzie w momentach zagrożenia zawsze jednoczą się wokół władzy. W efekcie wyniki Andrzeja Dudy, jeszcze miesiąc temu dołujące, wystrzeliły do góry. Więc prezes partii rządzącej zwietrzył szansę na łatwą wygraną. I to jest ten powód, dla którego Jarosław Kaczyński woła, że wybory muszą się odbyć. Za wszelką cenę. Choćby tysiące ludzi zapłaciło za to chorobą! Bo kto da głowę, że 10 maja nikt się nie zarazi i nikt nie umrze? Takiego odważnego nie ma. Więc, skoro nikt takiej gwarancji nie da, po co naganiać ludzi do urn?

Nie mam wątpliwości - gdyby sondaże dawały Dudzie słabe wyniki, wieszczyły jego porażkę, Kaczyński pierwszy wołałby, żeby wybory przełożyć. Oto więc horyzonty myślenia umiłowanego przywódcy - żeby władzy raz zdobytej nie oddać nigdy.

*

Tę mentalność, że władza tupie na podwładnych, a oni muszą być posłuszni, słyszę też w wypowiedziach różnych funkcjonariuszy obozu rządzącego. Cóż mówi minister edukacji Dariusz Piontkowski o nauczycielach? Kąśliwie się pyta, czy teraz udowodnią, że potrafią nauczać, a nie tylko strajkować... A co potrafi minister? Czy już wie, na kiedy będą przełożone matury? Kiedy uczniowie wrócą do szkół? Czy wie, jak naprawdę wygląda nauczanie przez internet?

A pytania dotyczące służby zdrowia? Minister Szumowski prezentuje się w mediach jako ten zapracowany, zaganiany, zmęczony, budzi tym zrozumiałą sympatię. Życzę mu więc odpoczynku, no i tego, by mniej nas czarował, a więcej przekazywał informacji.

Pisałem tydzień temu o maseczkach, których w Polsce nie ma. A to, co się sprowadza, to przecież niewielki procent tego, co potrzeba. Pytano o to ministra Szumowskiego, a on swobodnie odparł, że to wina dyrektorów szpitali, że w porę nie zamówili... Przepraszam, możemy od dyrektorów szpitali wymagać, by prowadzili poprawnie swoje placówki w czasach normalnych. Ale mamy czasy epidemii, stan nadzwyczajny. Więc do boju włącza się państwo. I ono powinno w takich właśnie, dość podstawowych sprawach, służbę zdrowia wspomagać. A kto ma państwo poinformować w porę, że taki sprzęt jak maski, fartuchy, testy, respiratory itd. będą potrzebne w nadzwyczajnych ilościach? Ministrze, co robiłeś w styczniu?

Sytuacja w szpitalach jest coraz bardziej trudna, lekarze, pielęgniarki, którzy od kilkunastu dni stoją na pierwszej linii, są wciąż pozostawieni sobie sami, bez należytego wsparcia. Maseczki? Pielęgniarka z Nowego Targu, która powiedziała, że nie ma maseczki, została wyrzucona z pracy, a Ministerstwo Zdrowia wysłało do lekarzy pismo, zakazujące im mówienia o epidemii i warunkach pracy. Testy na obecność wirusa? Władza mówi, że są, a przecież gołym okiem widać, że wciąż ich brakuje. Więc coraz więcej zespołów medycznych wysyłanych jest na kwarantannę. Bo wystarczy jeden zarażony lekarz, by zamknąć oddział lub szpital. Bo zanim przeprowadzi się testy... Coraz mniej wiarygodnie brzmią też oficjalne informacje dotyczące liczby zarażonych i liczby zmarłych.

Ja domyślam się, że minister w tych sprawach "pływa", żeby utrzymywać przekonanie, że panuje nad sytuacją, że władza jest władzą. Czy raczej - gra na czas. Bo w końcu takie rozjeżdżanie się stanu faktycznego z opowieściami decydentów źle dla tych drugich się kończą.

Ale jeżeli jest nakaz, że prowadzimy kampanię wyborczą, że trzeba dotrwać do 10 maja, to takie zachowania już mniej dziwią.

*

A opozycja?

Jeśli chodzi o opozycję... Otóż, tak jak obecnie ogólny nastrój powoduje, że notowania ekipy rządzącej idą do góry, tak najprawdopodobniej jesienią, gdy zderzymy się z kłopotami gospodarczymi, z efektami kwarantanny, te nastroje sprzyjać będą opozycji. Tak kalkulują wszyscy - i ci u władzy, i ci z PO, z Lewicy, i z PSL. Więc wołania, żeby rząd wprowadził stan klęski żywiołowej i odwlekł wybory na jesień, mają w sobie nutę politycznego cwaniactwa. A przynajmniej dają podstawy, by o coś takiego wołających podejrzewać.

W takiej sytuacji uczciwa propozycja powinna wyglądać inaczej - przełóżmy wybory prezydenckie na wiosnę 2021, niech będą za rok. Wtedy, kiedy społeczeństwo otrząśnie się po epidemii i jego skutkach. Kiedy emocje opadną.

To się da przeprowadzić tak, żeby ta cała operacja była zgodna z konstytucją i obowiązującym prawem. Ale pod jednym warunkiem - że będzie to przeprowadzane w zgodzie, według umowy władza-opozycja. Tylko, czy ci nasi politycy, rozgrzani kopaniem po kostkach, są do tego zdolni?

*

Były gorsze czasy, a władza z opozycją potrafiły, jeśli chodzi o wybory, porozumieć się. Ale wtedy mieliśmy na czele wielkich polityków. Dziś opatrzność, jak widać, jest dla nas mniej łaskawa.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje