Reklama

Reklama

Dlaczego Duda chce wojny z LGBT?

Uderz w stół, a nożyce się odezwą. No to właśnie jestem tymi nożycami, i się odzywam. Z kilku powodów. Po pierwsze, obrzydliwie się poczułem, gdy słuchałem prezydenta Dudy i pomniejszych pisowskich polityków, gdy dowodzili, że "ideologia" LGBT to neobolszewizm. I że nie ma ludzi LGBT, jest tylko ideologia. Aha, no i że "ci ludzie nie są równi ludziom normalnym" – tak to ujął poseł Przemysław Czarnek, też z PiS-u.

To są słowa haniebne, faszystowskie. Nie wiem, jakim złym trzeba być człowiekiem, by innym odmawiać prawa do człowieczeństwa... Skąd tyle nienawiści? Nie pojmuję tych emocji, złych, i niemądrych.

Reklama

Ja wiem, że oni wszyscy odgrywają swój polityczny teatr, że powtarzają aktualny przekaz dnia (o tym za chwilę), bo tak sztab Dudy sobie skalkulował, że warto, ale jeszcze gdzieś powinien w tym wszystkim być rozum i przyzwoitość. Słowa nie tylko ranią, one mogą być jak kule. Jeżeli Robert Biedroń przypomina osoby, które z powodu swoich seksualnych preferencji były nieakceptowane, poniżane, i w efekcie popełniły samobójstwo, to zastanówmy się przez chwilę - czy chcemy więcej takich ofiar?

Andrzej Duda jest prezydentem RP, więc warto zapytać - czy szczucie na innych Polaków, wykluczanie ich ze wspólnoty, to jest zachowanie godne prezydenta?

Jako prezydent Duda reprezentuje też w świecie Polskę. Czy więc zdaje sobie sprawę, że w oczach zachodniej opinii publicznej, w oczach zachodnich polityków, właśnie postawił się poza nawiasem cywilizowanej Europy?

Chyba już sobie z tego sprawę zdał, bo wprawdzie jednego dnia wołał na wiecu, że LGBT to neobolszewizm, a już drugiego popiskiwał, że wyrwano mu słowa z kontekstu i został źle zrozumiany... Tam był hardy, a nagle stał się mięciutki...

Piszę o tym, bo nie jest nieważne, co myślą o Polsce inni. Owszem, nie jest to najważniejsze, dobra opinia nie zastąpi dobrej gospodarki czy sprawnych instytucji, ale lepiej, gdy się ją ma, niż gdy inni odwracają się od Polski z niesmakiem.

Więc, szanowni sztabowcy Andrzeja Dudy, nawet w czasie kampanii, gdy to się wszystko waha, nie warto mówić słów, których mówić się nie powinno. Bo po 28 czerwca, i po 12 lipca, też świat będzie istniał i życie będzie toczyło się dalej.

Oczywiście, ja wiem, że nagłe zainteresowanie Andrzeja Dudy i jego ludzi tematem osób LGBT, wciskanie tego na siłę do debaty publicznej, to działanie wykalkulowane. To rodzaj pułapki na Trzaskowskiego... Żeby zaczął odpowiadać, wtedy PiS by zaczął wołać - że z jednej strony są osoby homoseksualne, które sieją zepsucie i deprawację, i chcą czteroletnie dzieci uczyć o seksie, a z drugiej jest polska rodzina, kochająca i wierząca. Trzaskowski - to LGBT, Duda - to rodzina. I teraz Polacy wybierajcie! Ten pomysł na kampanię, straszenie LGBT, PiS już wykorzystywał, to mu się opłacało, więc mamy powtórkę. Że haniebną? Co z tego...

Ale to nawoływanie do wojny światopoglądowej innym sprawom też służy. Partyjni sztabowcy wiedzą przecież, że jeżeli uwaga wyborców koncentrować się będzie na sprawach LGBT, to nie będzie koncentrować się na sprawach innych. A te inne sprawy...

Pandemia bardzo mocno nadwyrężyła zaufanie Polaków do państwa PiS, do jego sprawności i uczciwości. Afery związane z maseczkami, z testami, z respiratorami, które sprowadzały zza granicy różne dziwne firmy, to nie spłynęło po Polakach jak woda po kaczce. To zabolało. Podobnie jak i informacje o biznesach rodziny Szumowskich.

Nagle gros naszych rodaków uświadomiło sobie, że ta cała retoryka PiS to bajka dla naiwnych, że tam na zapleczu gromada cwaniaków kosi miliony złotych. Czy łamie przy tym prawo i przekręca? Kłopot w tym, że władza nie chce w tych sprawach być przezroczysta, że grozi tym, którzy pytają, wyraźnie sprawiając wrażenie, jakby miała coś do ukrycia.

Z tych wszystkich COVID-owych afer, które ostatnio wypłynęły, najbardziej utkwiła mi w głowie ta dotycząca importu respiratorów.

Oto bowiem Ministerstwo Zdrowia kupiło 1200 respiratorów za niemal 200 milionów złotych. Od kogo? Od nieznanej firmy spod Lublina, bez żadnej wiarygodności w zakresie dostarczania sprzętu medycznego, handlującej flakami wołowymi. Tymczasem na jej konto przelano od razu 130 mln zł, a póki co, do Polski trafiło 50 respiratorów.

Gdy posłowie KO postanowili obejrzeć w Ministerstwie Zdrowia dokumenty dotyczące tej transakcji, schowano je przed nimi, tłumacząc, że... wziął je do domu jeden z urzędników... Jak taką Polskę nazwać?

Mam odczucie, że te afery związane ze służbą zdrowia itd., to wierzchołek góry lodowej, że to nie są pojedyncze incydenty, ale ilustracja całego państwa PiS-u, że tak ono działa. I mam pewność, że dla rządzących pokazywanie tego wszystkiego jest szczególnie niewygodne. Więc odwracają uwagę, krzyczą ile się da o LGBT, żeby innymi sprawami ktoś się nie zainteresował...

Po trzecie wreszcie, PiS gra tematem LGBT z myślą o drugiej rundzie wyborów. Jeżeli popatrzymy na sondaże, to widać z nich, że o zwycięstwie zadecydują konserwatywni wyborcy Hołowni i Kosiniaka-Kamysza oraz wyborcy Konfederacji. I PiS wierzy, że rozpętując wojnę światopoglądową tych wyborców do siebie przyciągnie. Zwłaszcza Konfederatów, którzy wówczas oddadzą głos na Dudę w imię "mniejszego zła".

Czy tak będzie? Relacje PiS i Konfederacji są złożone. Wiadomo, że jest ona dla Kaczyńskiego kamykiem w bucie, że uwiera go szczególnie. I że PiS wiele by dał, by tę konkurencję, mijającą go z prawej strony, zadusić. Wiedzą o tym liderzy Konfederacji, wiedzą też, że w ich interesie leży podgryzanie PiS-u, podbieranie Kaczyńskiemu wyborców.

Ale kalkulacje polityków to jedno, a kalkulacje zwykłych ludzi - to drugie. A jeśli o nich chodzi, to temat LGBT jest tu poręczny, bo wyborcy Konfederacji są tak samo niechętni tęczowym środowiskom, jak wyborcy PiS. To ich łączy. Więc sztab Dudy tym gra, wierzy że wyborcy Konfederacji, zgrzytając zębami, poprą obecnego prezydenta. A przynajmniej się podzielą, bo przecież ugrupowanie to jest zlepkiem kilku różnych środowisk.

Takie to są kalkulacje, niskie przecież, które pchają Andrzeja Dudę i jego ludzi do rozpalania wojny światopoglądowej. 

Oni nie patrzą, że szczują na niewinne osoby, że źle to może się skończyć. Nie mają też tej refleksji, że się ośmieszają, bo mamy kraj w stanie epidemii, nie wiadomo kiedy się ona skończy, nie wiadomo jak poradzi sobie gospodarka, jest cała masa istotnych spraw, a Duda zajmuje się kochającymi inaczej...

Ja rozumiem, że perspektywa utraty fajnego stanowiska, władzy, może w PiS-ie wywoływać strach i odebrać resztki przyzwoitości. Ale żeby aż tak? 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje