Reklama

Reklama

​Jak się sprzedać i ośmieszyć

To jest i świństwo, i głupota. Dwa w jednym. Tak oceniam głosowanie, w którym posłowie przyznali prezydentowi, premierowi, ministrom, no i sobie, gigantyczne podwyżki. Załatwili to jednego dnia, po cichutku! Szast, prast! Nikt jakoś nie krzyczał, że trzy czytania odbyły się jednego dnia, że tryb uchwalania ustawy jakiś dziwny, że nie ma konsultacji obywatelskich i tego typu rzeczy. Tym razem nikomu to nie przeszkadzało. Zgodnie podnieśli ręce - władza i opozycja. Ledwo 33 posłów było przeciw.

Tak oto PiS załatwił sobie kasę rękami opozycji. I nie tylko kasę.

Reklama

Jest przecież tak, że PiS ma większość w Sejmie, więc mógł tę ustawę przegłosować sam. Ale wtedy to on byłby atakowany, wyśmiewany, huk byłby na całą Polskę. Więc dogadał się z opozycją, a ona, jak pelikan łyknęła pieniądze, które im PiS obiecał. Łyknęła, i wzięła odium podwyżek na siebie. Bo to do jej posłów jest dziś największa pretensja, że zatańczyli jak Kaczyński im zagrał. Że dali się kupić... Tfu!

Te podwyżki, które Sejm przegłosował są olbrzymie. Prezydent będzie teraz dostawał ponad dwa razy więcej niż teraz, czyli około 26 tysięcy złotych brutto miesięcznie. Pensja premiera też wzrośnie dwukrotnie, do około 22 tysięcy złotych. Ministrów prawie do 18 tys. zł, a wiceministrów do 17 tys....

Zwiększą się też wynagrodzenia posłów. I to aż o 4,5 tysiąca złotych, do ponad 12,5 tysiąca złotych brutto. I co jeszcze nowego - otóż władza wymyśliła, że pieniądze powinna dostawać też pani prezydentowa. Bo wcześniej małżonki prezydentów nie otrzymywały ani grosza. Więc teraz Agata Duda będzie inkasować miesięcznie prawie 18 tysięcy złotych brutto. Przepraszam - za co? Za to, że milczy? Że już nie uczy niemieckiego?

Patrzę na te sumy, które politycy sobie przyznali, i zastanawiam się, czy jest jakaś granica przyzwoitości, która by ich hamowała? I myślę, że nie ma.

Naprawdę, trzeba też nie mieć wyczucia, żeby dokładać sobie w takim momencie - kiedy PKB spada o 8 proc., pojawiają się kolejni bezrobotni, i naprawdę, nie wiadomo jak z tego koronakryzysu Polska się wygrzebie. W wielu firmach to wygrzebywanie polega na tym, że ludzie godzą się na zmniejszenie płac, zaciskają pasa. W drugim kwartale przeciętne wynagrodzenie spadło prawie o 6 proc. A Sejm co na to? Może z podwyżkami dla władzy warto byłoby poczekać, aż kryzys minie? Ale nikt nie czeka! Żremy ile wlezie! Państwo polskie zapłaci!

Więc żrą ile wlezie, bez żadnego wyczucia, i nie mam już wątpliwości - patrzą na Polskę jak na dojną krowę. Ci z PiS-u, i większość opozycji.

To, że PiS sobie dokłada pieniędzy, to w gruncie rzeczy mnie nie zaskoczyło. Oni tak mają, to jest formacja pazerna na państwowe pieniądze, przebiła w tym wszystkich. Natomiast kompletnie zadziwiła mnie opozycja. Że zawarła umowę z PiS-em o podwyżkach. Że PiS za te 4,5 tys. zł, które dołożono posłom, załatwił sobie jej poparcie, za to ich kupił.

I odnoszę wrażenie, że liderzy opozycji w ogóle nie pojęli, jak dali się przez Kaczyńskiego ograć, jak wielki popełnili błąd.

Bo przecież kto teraz uwierzy w opowieści posłów PO albo lewicy o tym, jak PiS niszczy demokrację, i jaki jest zły, skoro każdy zobaczył, jak pięknie się dogadują?

Kto uwierzy, że opozycja jest lepsza moralnie od PiS-u, skoro gdy przychodzi do zgarniania pieniędzy, to głosują ręka w rękę?

Jak zamierzają rozmawiać z wyborcami, którzy muszą wiązać koniec z końcem? Jak to wytłumaczyć?

A już różne tłumaczenia się pojawiły. I tych z PiS-u, i z opozycji... Że w biznesie są stawki wyższe, więc taki wiceminister musi zarabiać na pewnym poziomie... Mój Boże, jaki wiceminister? Patrzę na kompetencje tych wiceministrów, ich umiejętności, naprawdę wielka ich część to zwykłe partyjne miernoty, partii wszystko zawdzięczające, żaden biznes do niczego by ich nie wziął.

Usłyszałem też taki argument, że poseł zarabiający 8,5 tys. zł, to byłby do kupienia przez jakiegoś biznesmena, więc trzeba dać posłowi więcej... Albo - że Jarosław Kaczyński dwa lata temu zabrał posłom 20 proc. pensji, więc teraz następuje wyrównanie...

Jakie wyrównanie?! Szanowni posłowie, Kaczyński raz wam zabiera, raz wam daje, raz opowiada, że władza musi być skromna, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy (tak było w roku 2018), innym razem, że taniocha to taniocha, te głupoty wypluwa z prędkością karabinu, jak mu wygodnie, a wy się cieszycie...

Uff... I tylko nasuwa się pytanie, co się stało z opozycją, że zachowała się tak niemądrze?

Platforma, cóż, dawno temu już mówiłem, że to jest formacja zdekapitowana, że tam rozumu już nie ma. Że ta partia kieruje się, po pierwsze, interesem i odruchami aparatu, a po drugie - stara się dostosować do kolejnych sondaży. Własnego zdania nie ma. A horyzonty ma na poziomie praktykanta w "Gazecie Wyborczej".

Ale gorzej jest z Lewicą. Po tej formacji powinno się przecież oczekiwać przywiązania do skromności, egalitarnych odruchów, i unikania zawierania różnych geszeftów z Kaczyńskim. Przed chwilą grzmieli na PiS w sprawie ataków na osoby LGBT. A tu proszę, rączka w rączkę...

Głosowanie nad poselskimi pieniędzmi pokazało więc, jak bardzo Platforma jest bez głowy. Pokazało też, jak Lewica ma z lewicą niewiele wspólnego, że jest to formacja ochłapowa, żyjąca po to, żeby coś dostać, jakiś ochłap właśnie. Że zainfekował ją najgorszy odłam SLD.

Chociaż, dodajmy, nie cała lewica jest taka - bo posłowie i posłanki z Partii Razem zagłosowali przeciw PiS-owskiej podwyżce. Brawa im za to, za wyczucie, co można a czego nie. Te same brawa należą się też Konfederacji, bo jej posłowie głosowali przeciw, tak jak i Kukizowcy. Brawo!

Razem, Kukiz, Konfederacja... To chyba nie jest przypadek, że te trzy grupy, choć niemal wszystko ich różni, to jedna rzecz łączy - nie wywodzą się ani z Solidarności, ani z PZPR i ZSL. Nie są więc ani postsolidarnością, ani postkomuną. Można rzec, trochę na wyrost, że są nową falą w polskiej polityce. A na pewno nie są zepsuci partyjnymi grami.

Polityka, która gubi gdzieś takie zasady jak ideowość, uczciwość, szacunek do wyborców, wyczucie nastrojów, staje się zwykłym krętactwem. A od krętaczy ludzie trzymają się z daleka. To niby banał, ale w polskiej polityce coraz więcej jest chachmęcenia, pustego gadulstwa, nadymania się, a coraz mniej zwykłej uczciwości i kompetencji. Z roku na rok. Bardzo chciałbym, żeby ten trend się odwrócił.

Robert Walenciak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje