Nie on pierwszy i nie on ostatni

Zacznijmy od drobiazgu – oto Igor Janke, dziennikarz, ogłosił, że rezygnuje z dziennikarstwa. Cóż, nie on pierwszy i nie on ostatni. Ale ciekawsze było to, że swą decyzję oznajmił publicznie z – nazwijmy to delikatnie – dużą dozą emfazy.

"Po 20 latach ostatecznie odchodzę z dziennikarstwa. Dziennikarstwo przestaje pełnić rolę, do której zostało powołane. Misja, która w mojej pracy była zawsze ważna, jest na coraz dalszym miejscu w niemal wszystkich redakcjach" - napisał. Potem dodał, że dzisiejszemu dziennikarstwu coraz dalej jest od modelu anglosaskiego, czyli spoglądania  z dystansem i bezstronnie na poczynania władzy. I zakończył: "Model biznesowy, który sprawiał, że mediom opłacało się być uczciwym, rzetelnym i bezstronnym, kończy się. Następuje cywilizacyjna zmiana. Wyciągam z tego wnioski".

Reklama

Wnioski wyciągnął takie, że przeszedł do pracy do firmy PR. A przy okazji z Janem Ołdakowskim, byłym posłem PiS, zakłada think tank. Ha! Po takiej przemowie każdy by się spodziewał, że człowiek poświęci się pracy naukowej, na uniwersytetach będzie chronił swą czystość i niezależność, i tak dalej. A poszedł dokładnie w drugą stronę. Tyle jego zgorszenia.

Ale przecież ciekawsze w tym wszystkim jest coś innego - Janke ubolewa, że polskie dziennikarstwo nie jest bezstronne, jest zaangażowane, i brak mu rzetelności BBC. Na Boga!  Przez te 20 lat Igor Janke należał do grupy dziennikarzy o jasno określonych poglądach, prawicowych, i prawicowy obraz świata nam przedstawiał. Ja w tym jego pisaniu żadnej bezstronności w stylu BBC nie dostrzegałem, to było dziennikarstwo zaangażowane, i dziwi mnie, że nagle tym się zgorszył.

Chyba że uważał, że jest wzorcem z Sevres dziennikarskiej obiektywności, a wszyscy wokół to ludzie skażeni polityczną służalczością. Nawet sądzę, że on tak sądzi. I nie tylko zresztą on.

W Polsce tak mamy -  prawie każdy dziennikarz uważa się za wzór niezależności i obiektywizmu, Za BBC w pigułce. No i przy okazji klepie banał, że to jego ideał - to anglosaskie dziennikarstwo. Innymi słowy - jedno zdanie i dwa błędy.

Bo mówienie, że anglosaskie dziennikarstwo jest wzorem zimnej analizy jest mało dokładne. Owszem, BBC ma swoje kodeksy, ale nie one nadają ton. Ton nadają codzienne gazety, które nie kryją swych politycznych sympatii, ba!, doradzają czytelnikom na kogo głosować. W Anglii wiadomo, ze "Guardian" jest lewicowy, "Times" - prawicowy, a tabloidy plugawe. I nikt z tych mediów  nie opowiada, że jest BBC.

Ale tam wciąż zachowany jest XIX-wieczny standard dzielący media na informacyjne i opinii. A samo zderzenie różnych opinii jest cenione, różnorodność traktowana jest jako clou demokracji. Jako podstawa debaty - tylko że w tej debacie nie mówi się o przeciwnikach, że są zdrajcami, wariatami, złodziejami. To jest ta różnica.

W Francji dziennikarz "Liberation" nie będzie ukrywał, że ma poglądy lewicowe, a dziennikarz "Le Figaro" przyzna, że jest konserwatystą. U nas wszyscy - czy z "Gazety Wyborczej", czy z "Gazety Polskiej" mówią o sobie, że są jak BBC. Z pełną powagą. Mydlą oczy czytelnikom, mydlą sobie samym. I to jest najbardziej irytujące.  Że media w Polsce  są zajadle polityczne, czasami bardziej przypominają sztaby partyjne niż redakcje, ale o sobie opowiadają, że są rzetelne i bezstronne.

Myślę zresztą, że ten stan to ich grzech pierworodny. One definiowały się w czasach powstawania III RP - bardziej jako tuby do walki z politycznym wrogiem, niż źródło informacji, i tak już zostało. Poszedłbym dalej - polskie media przez te dwadzieścia lat funkcjonowania podzieliły się na dwie medialne rodziny. Mamy wiec media liberalne,  establishmentu, proeuropejskiego sukcesu, a z drugiej strony media prawicowe, konserwatywne, bliskie Kościołowi.

To są siły dominujące. Lewica znaczących mediów się nie dorobiła (dlaczego - to inny temat). Ten podział pokrywa się z podziałem politycznym, na PO i PiS. Warto więc zadać pytanie - czy to podzieliło się dlatego, że mamy dwie główne partie, które z sobą walczą, czy też przeciwnie - to media wykreowały te dwie siły? Ukształtowały swoje polityczne reprezentacje?

Nie przekreślałbym tego pytania. Oczywiście, wiara w sprawczą moc gazet byłaby niemądra, ale przecież historia III RP wielokrotnie dowiodła, że medialna pralka może zmielić każdego. Pierwszą jej ofiarą był Stan Tymiński, rywal Wałęsy w roku 1990, którego oskarżano, że jest agentem, kolegą Kadafiego, i że bije żonę, a on nawet nie miał gdzie się odwinąć. Tak było też w roku 1996, kiedy gazety linczowały Józefa Oleksego, ówczesnego Olina.

To była ściana dźwięku, miesiące musiały upłynąć, zanim przebiły się do opinii publicznej inne racje. Podobnie było podczas afery Rywina, kiedy to zjednoczone siły dziennikarzy prawicowych i liberalnych rozjeżdżały Millera i SLD. A proszę zwrócić uwagę na późniejsze lata, na przykład na czas rozliczeń IV RP. Przecież gdyby Miller tak grał prokuratorami i tajnymi służbami wobec swych przeciwników jak PiS - to by siedział.

Ale Kaczyńskiego, PiS i IV RP broni armia dziennikarzy, więc krzywda mu się nie stała. Podobnie ma Tusk - afera hazardowa to coś znacznie bardziej poważnego niż afera Rywina. I co? Owszem, Tusk bardzo zręcznie porodził sobie z tamtym kryzysem. Ale - nie miejmy złudzeń - poradził sobie, bo trzy czwarte mediów stało po jego stronie.

Więc jeżeli dzisiaj mamy polityczny pat, to w wielkiej mierze jest to efekt układu sił w polskich mediach. Sytuacji, w której nikt nikogo nie może złamać,  a dziennikarze, jak żołnierze, atakują lub bronią. W imię "słusznej sprawy". Tak jakby wymiana zdań ludzi o innej wrażliwości, o innych poglądach, była tylko teatrem. A ważne było - komu co służy.

Dlaczego tak? Służba sprawie wiele usprawiedliwia. Powoduje również, że media zamykają się, wolą stygmatyzować niż rozmawiać. "Wyborcza" z "Polityką" i TVN24, "Gazeta Polska" z "Sieciami" i "Radiem Maryja", i tak w kółko. Oni, w swoim świecie, czują się bardzo pluralistyczni, jak BBC, albo i lepiej. Podejrzewam, że takie poczucie towarzyszyło też Igorowi Janke, gdy spoglądał na co bardziej zajadłych kolegów ze swojej grupy. Tylko że to jest demokracja sekty.   

Coś zresztą jest na rzeczy. Nieżyjący już prof. Leszek Nowak, autor nie-marksowskiej teorii materializmu historycznego, dzieląc społeczeństwo na klasy, zaliczył dziennikarzy do klasy kapłanów. Że mówią ludziom (i politykom też) co jest słuszne, a co nie, jak postępować, kogo chwalić, kogo ganić. No to jeżeli tak, to i w mediach mamy czas laicyzacji, ludzie mają dość tych mądrości i pouczania, nie dziwmy się, że od kiepskiej propagandy wolą disco polo, albo National Geographic.

Robert Walenciak

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje