Reklama

Reklama

PiS - to zaczyna gnić

PiS - to zaczyna gnić. I to widać i czuć. Rzecz warta refleksji - partia, która rządzi Polską, miota się jak kogut z uciętą głową po podwórku.

Zacznijmy od Andrzeja Dudy. Właśnie przyjął przysięgę od nowomianowanych sędziów Trybunału Konstytucyjnego - Stanisława Piotrowicza i Krystyny Pawłowicz. Ale zrobił to tak, żeby nie było śladów - w nocy, a podczas ceremonii nie było kamer, mediów, przynajmniej tych niezależnych od władzy. Zrobiono to tak, żeby śladu nie było, że prezydent coś Piotrowiczowi i Pawłowicz wręczał.

Wstydzi się ich? Wstydzi się tego co robi? Pewnie tak, bo inaczej byłoby tak jak zwykle, przy blaskach fleszy. Więc po co to robi? Coś, co chciałby ukryć przed publicznością?

Reklama

Ale problemy z Piotrowiczem i Pawłowicz to nic w porównaniu z problemami z Marianem Banasiem, prezesem NIK.

Bo PiS żąda, by podał się do dymisji, a on nie chce. To, że nie chce - to rozumiem. Ale nie za bardzo wiem, dlaczego PiS chce jego dymisji? Przecież nie tak dawno, 30 sierpnia, PiS powołał go na stanowisko prezesa NIK. Więc o co chodzi? Wtedy wołali, że kryształ, klaskali, a teraz wołają na niego obelżywie? "Panie Banaś, pobudka!" - popędza go Beata Mazurek. Tak zwyczaje z PGR-u rozsiadły się w polskiej polityce.

Oczywiście, wszyscy wiemy, dlaczego PiS chce Banasia zakopać pięć metrów pod ziemią. Wiemy o jego kamienicy, oświadczeniach majątkowych itd. Że coś tam było. Ale przecież, póki co, jesteśmy na etapie podejrzeń. Owszem, CBA złożyło do prokuratury, po kontroli oświadczeń majątkowych Banasia, zawiadomienie o możliwości popełnienia przez niego przestępstwa. Ale od takiego zawiadomienia do prawomocnego wyroku droga daleka. Więc - proponuję - pozwólmy działać prokuraturze, a potem niech wszystko rozstrzygnie niezawisły sąd. I to nie na zasadzie, że wszystko ukrywamy, ale przy otwartej kurtynie.

Oczywiście, jeżeli poważnie traktujemy państwo polskie, wyjaśnione powinny być również inne sprawy - dlaczego wcześniej, przez lata całe, ani ABW ani CBA, mimo że kontrolowały Mariana Banasia, nic złego nie zauważyły (jeśli winien)? Więc za co polski podatnik płaci? Co to za służby? A jak wygląda raport CBA, który - jak informują media - zadecydował, że prezes Kaczyński odwrócił się od "pancernego"? A na jakiej zasadzie prezes dostał ten raport do czytania?

W sprawie Mariana Banasia jest więc cała masa bardzo poważnych i ważnych wątpliwości - i trzeba je wyjaśnić. Żebyśmy wiedzieli, czy to oszust i alfons, czy też osoba niesprawiedliwie szarpana, najpierw przez opozycję, a teraz przez kolegów z PiS. Żebyśmy sami mogli sobie wyrobić własne zdanie, a nie słuchać co jakaś partia nam opowiada. Sęk w tym, że PiS staje na głowie, żebyśmy niczego się nie dowiedzieli.

Nie tylko zresztą w tej sprawie...

Dziennikarze od miesięcy domagają się informacji, na co idą pieniądze Polskiej Fundacji Narodowej. Ale ona regularnie odmawia. To, oczywiście, jest skandal, bo Fundacja wydaje publiczne pieniądze, więc powinna publicznie się rozliczać. A tego nie chce. Więc dziennikarze, przynajmniej o części jej wydatków wiedzą dzięki amerykańskiemu prawu, które każe miejscowym firmom informować o pieniądzach otrzymywanych zza granicy. I cóż wiemy? Że wciąż PFN współpracuje z White House Writers Group, a ta sobie nieźle winszuje, m.in. inkasując 1,2 mln dolarów za prowadzenie profili internetowych, które... nie istnieją. Fajnie się wydaje nie swoje...

Za to wciąż nie wiemy, bo PiS nie chce tego ujawnić, kto podpisał się pod listami poparcia dla sędziów nominowanych do neo-KRS. Ujawnienia tych nazwisk broni cały aparat państwa - marszałek Sejmu, prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, za chwilę dołączy do tego grona Trybunał Konstytucyjny. Bronią tych nazwisk, w absolutnej panice, niczym niepodległości.

Zupełnie bez sensu, bo przecież wcześniej czy później one będą jawne...

Władza chce pozbawić obywateli wiedzy także w innych dziedzinach, nie tylko w polityce. Oto bowiem telewizja publiczna nie transmitowała sztokholmskiego wystąpienia Olgi Tokarczuk. Kanałów ma dość - TVP Info, TVP Kultura... Ale wybrała blokadę. To jest działanie bezrozumne i antypolskie. Przez lata całe PiS wołał, że pora wstać z kolan, pora być dumnym z Polski. I oto jest okazja - polska pisarka otrzymała najważniejszą nagrodę na świecie, jest fetowana, i wygłasza znakomitą mowę. Polska na piedestale! A TVP udaje, że tego nie ma. Bo to nie ta Polska. Bo dla PiS-u Polska może być tylko pisowska. A inna, to już coś obcego, podejrzanego.

To plugawe zachowanie.

A jeśli jesteśmy już przy tego typu postępkach, to dorzucę przypadek byłego marszałka Senatu, Stanisława Karczewskiego. Bo okazało się, że będąc na urlopie bezpłatnym w swoim szpitalu (z racji senatorowania), brał w nim dyżury, oczywiście płatne. I zarobił w ten sposób, w latach 2009-2015, 400 tys. zł.

Brał ze szpitala kasę, od 3 tys. do 10 tys. zł miesięcznie, być może łamiąc prawo. A jednocześnie pouczał w tym czasie strajkujących lekarzy-rezydentów, że lekarz musi pracować dla idei. Oto Judym naszych czasów.

Wszystkie te przypadki to urobek minionego tygodnia.

Mamy więc sytuację, że PiS miota się we wszystkie strony, żeby tylko ukryć kolejne grzechy, swoje i swoich ludzi, przed oczami publiczności. Żeby ludzie nie wiedzieli.

Ale im pisowcy bardziej starają się to wszystko ukryć, tym bardziej to wypływa. I, zdaje się, stracili nad tym wszystkim kontrolę. Za dużo jest brudów, machlojek, dziwnych sytuacji. A za mało chęci oczyszczenia, uczciwego podejścia do sprawy.

Jestem jak najdalszy od zapowiadania, że oto nadchodzi schyłek PiS-u, że będzie im poparcie spadać itd. Tu chodzi o coś innego - że to zaczyna gnić. Owszem, to nie jest nieodwracalne, można to gnicie zatrzymać, sęk tylko, że w PiS-ie takiej woli nie widać. Zamiast tego próbuje się ludziom zasłaniać oczy.

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu PiS był jak ZSRR Chruszczowa, hałaśliwy i agresywny. A dziś zaczyna przypominać ZSRR późnego Breżniewa. Duży, groźny, ale od środka przegniły.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje