Reklama

Reklama

Porozumienia Sierpniowe: Słyszymy chichot historii

Tak się złożyło, że sam moment podpisania Porozumień Sierpniowych oglądałem w większym rodzinnym gronie. Tamci byli w Stoczni Gdańskiej, my przed telewizorem Tesla na warszawskim Żoliborzu.

Pamiętam wzruszenie, te słowa, że dogadaliśmy się jak Polak z Polakiem, i poczucie czegoś historycznego. Że jesteśmy świadkami wielkiego historycznego wydarzenia. Że coś się kończy i coś nowego zaczyna. Że obalony został monopol PZPR, że będą niezależne związki zawodowe. Że będzie lepiej. A co dalej? Tak wyobraźnią nikt nie sięgał.

Reklama

Minęły lata, i wspominając tamte dni słyszymy chichot historii. Nie ma już tych zakładów, które strajkowały, nie ma Stoczni, nie ma tych załóg. "Solidarność" niby jest, ale to nie ta siła, nie ten autorytet, to dziś bardziej partyjna przybudówka, niż wolny związek zawodowy.

A tamtych 21 postulatów? Czytam je  i zastanawiam się, jak rzeczywistość potrafi rozejść się z marzeniami. Ja wiem, że to łatwizna, że różni złośliwcy co roku to wypominają - ale gdy popatrzymy na te 21 postulatów, pod którymi wówczas stały załogi, to trudno nie odnieść wrażenia, że zdarzyło się jakieś wielkie nieporozumienie (lub wielkie oszustwo), i świat potoczył się w zupełnie innym kierunku, niż chcieli robotnicy.

Spójrzmy na niektóre z nich, od trzynastego do dziewiętnastego:     

  1. Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej, oraz znieść przywileje MO, SB i aparatu partyjnego poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnej sprzedaży itp.
  2. Obniżyć wiek emerytalny dla kobiet do 50 lat, a dla mężczyzn do lat 55 lub [zaliczyć] przepracowanie w PRL 30 lat dla kobiet i 35 lat dla mężczyzn bez względu na wiek.
  3. Zrównać renty i emerytury starego portfela do poziomu aktualnie wypłacanych.
  4. Poprawić warunki pracy służby zdrowia, co zapewni pełną opiekę medyczną osobom pracującym.
  5. Zapewnić odpowiednią liczbę miejsc w żłobkach i przedszkolach dla dzieci kobiet pracujących.
  6. Wprowadzić urlop macierzyński płatny przez okres trzech lat na wychowanie dziecka.
  7. Skrócić czas oczekiwania na mieszkanie.

Hej, Trzecia RP, co ty na to?

Czy skrócisz czas oczekiwania na mieszkanie? Nie, nic nie skrócisz, bo to nie twoja dziś sprawa. Dziś można czekać na mieszkanie i dziesięć minut, tyle ile wynosi podpisanie umowy z deweloperem i przelew, ale wtedy - słuchajcie młodzieży - mieszkanie się dostawało. Ze spółdzielni, z zakładu pracy... Miliony dostawały, to nie był przywilej dla partyjnych. Tak jak i wyjazd na wczasy, kolonie dla dzieci, czy dopchanie się do lekarza. I nie piszę tego po to, by chwalić Polskę Ludową, bo ona już nie wróci, tylko by zawstydzić Trzecią RP. Że w szale niszczenia tego co byłe, zniszczyła o wiele za dużo.

Nie wierzę, że wszystkie zakłady epoki Gierka były deficytowe i nienowoczesne, że trzeba było je zlikwidować. Myślę, że znaczna ich część zasługiwała na drugie życie. I powiem więcej - gdyby Trzecia RP była normalnym kapitalistycznym państwem, kierującym się rachunkiem zysków i strat a nie neoliberalną ideologią, to te zakłady tę szansę by dostały. Tak jak wielcy bankruci ostatnich lat - Chrysler, General Motors, czy południowokoreańskie czebole. To jest o tyle ważne, że wielkie firmy to także ośrodki badawczo-rozwojowe,  miejsca pracy dla inżynierów, kontrakty dla naukowców, krótko mówiąc - nowoczesne państwo, a nie miejsce montowni i biedronek. To miejsce pracy na etat, zakładowych przedszkoli, a nie śmieciówek.

A to jest, zdaje się, największa zdobycz naszych czasów. Śmieciówka - oto symbol III RP.  Wmawia się nam zresztą, że jest ona czymś na kształt wolności, bo nie wiąże na długo, bo można popracować trochę, a potem fruuu...

Więc jest fruuu...

Wmawia nam się też, że te postulaty to był czysty socjalizm (więc coś szalonego i złego...), że robotnicy je stawiali nie za bardzo rozumiejąc czego chcą (wiadomo, głupie robole...), że tak naprawdę chodziło o "wolność, niepodległość i zrzucenie sowieckiego jarzma", jak to usłyszałem od jednego z duchownych.

Duchownego, odważnego po 35 latach - pomińmy. Zostańmy przy sprawach ważniejszych. Otóż nie zgadzam się z dzisiejszą interpretacją tamtych postulatów, że jedne były ważne a inne - nie. Że historia je zweryfikowała itd. Myślę, że one wszystkie były odbiciem marzenia  o państwie sprawiedliwym, dobrze poukładanym, w którym wszystkim żyłoby się dobrze. I te marzenia nie przestały być aktualne. Bo co? Troska o powszechną służbę zdrowia czy przedszkola to jakiś relikt?

Zachował też szczególną świeżość postulat trzynasty, który mówi: "wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej". Zmienił się ustrój, partie, politycy, ale to pozostało po staremu - nasi, wasi. Czytając, jak to politycy i urzędnicy PO i PSL ustalali przez telefon posady dla swoich, mam odruch wymiotny, i to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że ta ekipa w najbliższych wyborach dostanie od wyborców solidnego kopniaka w wiadomą część ciała.  Bo od tych z PZPR różni ich niewiele. Skala pazerności. Działacz tamtych czasów cieszył się z talonu na Poloneza i wczasów w Złotych Piaskach. A dziś? Długo mówić...

I nie mam złudzeń - ta kolejna ekipa, która przebiera nogami do władzy, sto razy więcej myśli o tym, do jakich dorwie się konfitur, niż o tym jakie obowiązki na nią spadną. Owszem Hofmana już w niej nie ma, ale nie ma dlatego, że dał się złapać. Są inni.

Gotowi rzucać pod pomnikiem stoczniowców wieńce, kupione z państwowych pieniędzy, by potem gnać na ośmiorniczki. I popijać szampana. Napój klasy robotniczej, pity ustami jej przedstawicieli.
  

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: porozumienia sierpniowe | Robert Walenciak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy