Reklama

Reklama

​Sława faszystowskim kolaborantom!

Fakty są oczywiste. Brygada Świętokrzyska nie była wojskiem polskim, tylko partyjną bojówką, kolaborującą z Niemcami.

Są rocznice, których świętowanie przynosi wstyd. 11 sierpnia 1944 trwała jeszcze rzeź warszawskiej Woli, gdzie Niemcy wymordowali kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. 11 sierpnia dymiły piece Auschwitz. Tego dnia powstała Brygada Świętokrzyska. Ale prezydent i premier to ją chcą upamiętniać.

Reklama

Brygada nie była wojskiem polskim, bo odmówiła scalenia z AK, nie podporządkowała się rządowi w Londynie. Nie walczyła o Polskę demokratyczną, tylko o faszystowską. Na łamach "Szańca" można to wyczytać.

Meldunki dowódców AK są jednoznaczne - Brygada działała pod okiem Niemców, i zajmowała się zwalczaniem partyzantki AL-owskiej, BCh-owskiej, i ludzi podejrzewanych o lewicowe sympatie. Mordowała Żydów. A w jej sztabie funkcjonował współpracownik gestapo Hubert Jura, skazany przez AK na karę śmierci za kolaborację.

Jej marsz na zachód, w styczniu 1945, w głąb Niemiec, gdy ruszyła ofensywa rosyjska, odbywał się we współpracy z Wehrmachtem i gestapo. Gdy miały miejsce jakieś nieporozumienia z niemieckimi dowódcami, dzwoniono do Berlina, i sprawa się wyjaśniała. Niestety, polscy historycy nie podają, do jakiej instytucji dzwoniono, możemy jedynie wydedukować, że do takiej, która mogła dowódcom Wehrmachtu wydawać rozkazy.

Przemieszczając się, a potem już po zakwaterowaniu na terenie Czech, Brygada Świętokrzyska otrzymywała od Niemców wojskowe racje żywnościowe, a jej żołnierze byli leczeni w niemieckich szpitalach. Przecież, nie było to na piękne oczy, choć polscy historycy - odnoszę wrażenie - skłonni są tę wersję przyjąć. Dodajmy, że chodziło o około 800 porcji dziennie, więc musiała istnieć jakaś logistyka tego działania, a także jakieś rozporządzenia, jakaś biurokracja. Być może w wojennej pożodze uległa ona zniszczeniu, ale tego nie wiemy.

Wiemy za to, że niemieckie dowództwo skierowało do brygady podoficerów łącznikowych, którzy koordynowali współpracę.

Co wiemy jeszcze? Że dowódcy brygady odmawiali walk na linii frontu, przeciwko Armii Czerwonej, tłumacząc to tym, że nie są wojskiem frontowym, tylko partyzanckim. Więc do walk z czołgami się nie nadają. Co było prawdą, bo wartość bojowa takich żołnierzy była minimalna, oni potrafili zabić gajowego, ale nie stawać naprzeciw jednostkom frontowym.

Wiemy też, że w kolejnych rozmowach z Niemcami ustalono, że żołnierze Brygady będą szkoleni, i zrzucani za linię frontu, żeby organizować ruch oporu. I tak też było - kilka grup zostało przeszkolonych, i przerzuconych poza linię frontu.

Poza tym, szefowie Brygady wzięli udział w konferencji w Pradze organizacji antykomunistycznych, która miała organizować antykomunistyczną międzynarodówkę. Pod patronatem Niemiec.

Tak zresztą na Brygadę patrzono w Berlinie. W niemieckich gazetach pojawił się na pierwszej stronie artykuł "Polski Legion Ochotniczy do walki z bolszewikami". To było o Brygadzie Świętokrzyskiej.

Fakty leżą więc na stole - brygada była karmiona, ochraniana i szkolona przez wojsko niemieckie. Jej żołnierze niemieckimi samolotami byli przerzucani za linię frontu. Do walki. Więc jak można udawać, że nie jest to kolaboracja?

Wiem, obrońcy tezy o niewinności Brygady mówią, że wyzwoliła ona obóz koncentracyjny w Holiszowie. Więc niech dodadzą, że było to 5 maja 1945 roku, trzy dni po upadku Berlina. I kilka dni po nawiązaniu kontaktu z armią amerykańską, która wkroczyła na terytoria Czech. Innymi słowy - gdy już Niemcy upadły, Brygada Świętokrzyska zaczęła strzelać do trupa.

No dobrze, ale po co to wszystko opisuję? Z jednego powodu, otóż mimo że twarde dowody kolaboracji leżą na stole, polski premier, polski prezydent, w ogóle polska prawica, tego nie widzi. Bezrozumnie powtarza, że Brygada chciała walczyć z komunistami, więc to wystarczy, żeby ją czcić i świętować rocznicę jej powołania do życia. Panowie, SS też walczyło z komunistami, banderowcy, których tak nienawidzicie, też walczyli z komunistami. Własowcy, oprawcy Warszawy, też walczyli z komunistami. I ich wszystkich też chcecie czcić?

Już pomijam reperkusje międzynarodowe tej głupoty, bo to prezent na tacy dla prezydenta Putina, dla premiera Netanjahu, dla wszystkich tych, którzy chcieliby Polaków zapisać do obozu faszystowskiego... Więc to wszystko jest jak grochem o ścianę. I nasuwa się pytanie: dlaczego?

Wśród różnych odpowiedzi na to pytanie, jedna zwróciła moją uwagę. Otóż, dzieje się tak, dlatego że Polska trwale się podzieliła. Że w coraz większym stopniu stajemy się państwem filarowym. Czyli takim, w którym poszczególne formacje tworzą własne instytucje, własny świat. Tak było np. w Austrii, która była podzielona między socjaldemokratów i chadeków. W efekcie, obie formacje miały własne gazety i stacje radiowe, własne przedszkola, szkoły, własne banki, ba, własne osiedla... Można było przeżyć życie, nie kontaktując się z ludźmi spoza swojego filaru. Nie słuchając ich argumentów.

Coś takiego tworzy się w Polsce. A nierozumna miłość do Brygady Świętokrzyskiej jest tego objawem. Bo nie ma bezpieczników, nie ma tych, którzy by powiedzieli - uwaga, tym się nie chwalimy! Tych swoich, którym Duda by zaufał. Bo tych, spoza swojego filaru, spoza swojej bańki, którzy to mogą mówić, z zasady się nie słucha.

To jest fatalny scenariusz, trwałego podziału Polaków. On usprawiedliwia każde świństwo - byle tylko zrobione tym drugim, wpycha kraj w nastrój oczekiwania, aż jedni rozprawią się z drugimi. Racjonalnych podstaw ku temu nie ma, ale tworzy się taka atmosfera. Niby nic konkretnego, ale - jak wiemy choćby z "Szach-in-szacha" - od atmosfery wszystko się zaczyna.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy