Wielka lekcja wychowania obywatelskiego

Oglądałem relacje z kolejnego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, nasłuchiwałem, co mówi Jerzy Owsiak, co mówią jego goście, jak to wszystko jest kamerowane... Jezu, trzeba mieć czujność bolszewika, żeby zobaczyć w tym atak na chrześcijaństwo, na Kościół, na polską tradycję. Żeby wołać, że to "heca", polityczne wydarzenie albo coś w tym stylu. Puk, puk, puk - panie i panowie.

Akcja Owsiaka to przecież nie tylko wielka zbiórka charytatywna, nie tylko wielkie show, przyciągające tłumy, to także wielka lekcja wychowania obywatelskiego i naszej wrażliwości.

Reklama

Trudno mi sobie wyobrazić program, który potrafiłby zgromadzić taką widownię, żeby tłumaczyć jej, jaki sprzęt potrzebny jest chorym dzieciakom, a jaki seniorom. A Owsiak potrafi. Ma talent showmana, talent kaznodziei. Gdyby żył w Stanach Zjednoczonych, opływałby w miliony (tam potrafią takich ludzi docenić), u nas co roku musi szarpać się z różnymi nawiedzonymi. Taki kraj.

I - jeśli chcemy nawiązać do polityki - ponieważ Orkiestra jest tak popularna i budzi tyle ciepłych emocji, mądrością polityczną jest z nią nie walczyć, a raczej próbować się w jej atmosferze ogrzać. Wyczuł to dobrze prezydent Duda, który ofiarował na aukcję swoje narty. Zyskał na tym? Niewątpliwie. Więc dlaczego wielu innych z jego obozu na podobne gesty nie było stać? A może dlatego, że wciąż żyje klątwa polskiej prawicy? Że wszyscy przeciwko nam? A nawet ci, co z nami, to też trzeba czujnie, bo pewnie agenci albo zdrajcy?

W życiu publicznym, w polityce, jedną z najważniejszych zasad działania jest pozyskiwanie zwolenników, a także niezrażanie sobie dużych grup społecznych. Obojętnie, czy chodzi o wybranego w demokratycznych wyborach premiera, czy o dyktatora silnego poparciem armii - zarówno jeden, jak i drugi, gdy rządzi, musi zważać czy sieje wiatr. Rządzenie jest skomplikowaną sztuką, ono wymaga i wiedzy, i zdolności, i taktu.

To są banalne prawdy, ale gdy patrzę na to, jak Jarosław Kaczyński i jego ludzie zarządzają Polską, to zaczynam powtarzać - banału nigdy dość. PiS ma większość w parlamencie, ale - dobrze, żeby z tego zdawał sobie sprawę - jest to większość niewielka, ona wynika nie z tego, że przeważająca część Polaków dała tej partii mandat do robienia tego, co jej się żywnie podoba. Przeciwnie.

Po pierwsze, większość jest po stronie anty-PiS-u. I nie mówię to o niegłosujących, ale o tym, że gdy zsumujemy wyborców PO, Nowoczesnej, PSL i lewicy, to jest ich 6,7 mln przeciwko 5,7 mln. PiS ma w Sejmie większość tylko dlatego, że progu wyborczego nie przekroczyły partie lewicowe, czyli ponad 10 proc. głosów rozpłynęło się we mgle.

Po drugie, PiS zawdzięcza swój bardzo dobry wynik w wyborach 25 października 2015 r. nie tyle własnemu czarowi, ile niechęci wyborców do PO. Polacy chcieli zmiany, chcieli nowej siły. Ale czy akurat takiej? Jak pokazują sondaże - nie takiej. I to również osłabia PiS-owski mandat do rządzenia. Osłabia, ale nie eliminuje.

Mając tak ograniczony mandat można skutecznie rządzić, wymaga to tylko taktu i pewnej zręczności. Tego w PiS-ie nie widzę. Widzę za to nieprzepartą ochotę otwierania kolejnych frontów, nowych awantur.

Na Trybunał Konstytucyjny ludzie tej partii wylali wiadro pomyj tylko dlatego, że nie jest "ich". I w jakimś szalonym zapale przyjęli ustawę, która Trybunał paraliżuje. Sukces? A jakże! Teraz Unia Europejska i Stany Zjednoczone będą badać, czy Polska jest krajem praworządnym czy nie. Wynik tego "badania" jest oczywisty, ustawa PiS-owska o Trybunale to świat Putina i Łukaszenki, a nie Zachodu. Więc Kaczyński będzie się z niej wycofywał, wyboru nie ma, pewnie rzucając przy tym ciężkie słowa na prawo i lewo.

Po co? Po co rozpoczynał tę awanturę, wiedząc przecież, że dobrze na tym nie wyjdzie? Nie wierzę, że on wierzył, że Trybunał to może być trzecia izba parlamentu, która go zablokuje, on jest prawnikiem, wie co która instytucja może. Więc po co to podkręcanie emocji?`

Ono obrodziło Komitetem Obrony Demokracji i manifestacjami ściągającymi dziesiątki tysięcy uczestników. Więc w PiS-ie wytłumaczono, że to ludzie PO, którzy tracą przywileje, więc demonstrują. A Jarosław Kaczyński dodał, że to Polacy gorszego sortu, zaś Antoni Macierewicz, że to część aparatu komunistycznej represji.

Skąd ta złość? Ci pomniejsi starają się im dorównać. Witold Waszczykowski opowiada, że Polsce zagraża jeżdżenie na rowerach i wegetarianizm. Bo mamy inną tradycję. W ten sposób mogliśmy się dowiedzieć, że rozwój ścieżek rowerowych i jazda na jednośladach to spisek Unii, by nas wynarodowić. A ci, co jeżdżą - to już straceni...

Zbigniew Ziobro pisze pełen oburzenia list do komisarza unijnego Gunthera Oettingera, że jest wnukiem polskiego oficera (o tatusiu nie wspomina), więc nie będzie Niemiec pluł mu w twarz i wprowadzał w naszym kraju unijny mechanizm badania praworządności.

Więc PiS rozkręca antyniemiecką histerię, jest jak Gomułka opowiadający o rewizjonistach i ziomkostwach, o Hupce i Czai. PiS-owska propaganda tej nowej linii sekunduje, widzimy więc Angelę Merkel jako Hitlera, albo jako pruskiego cesarza. Oto nasi główni wrogowie - Niemcy i Bruksela - dybią na naszą niepodległość, targowiczanie z KOD-u (plus Rzepliński) chcą nas sprzedać, ale dzielny Jarosław i jego rycerze nas obronią. W tej oblężonej twierdzy.

Zastanawiam się, czy Polacy to straszenie kupią? Tych kolejnych nowych wrogów? Od paru lat wmawiano im, żeby byli gotowi na wojnę z Putinem, Tusk mówił, że 1 września dzieci nie pójdą do szkoły. Teraz mamy mieć wojnę z Berlinem i Brukselą. Więc czy wezmą to na poważnie, czy popukają się głowę?

Mój znajomy, psycholog z wykształcenia, tłumaczył mi, że te wszystkie okrzyki o wrogach to oznaka poczucia bezsilności, to taki odruch ratlerka. Może tak, może nie... Sam nie wiem, czy kryje się za tym jakiś zamysł, czy też mamy do czynienia ze stanem umysłu i nic więcej...

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje