Bitwa nad bzdurą

Czego to teraz nie symbolizuje, zdaniem różnych mędrków, tęcza. Zwłaszcza ta ułożona z odpustowych sztucznych kwiatów i piąty już raz spalona. Właściwie wszystko, co dobre, począwszy od Biblii i pojednania z Bogiem.

Generalnie jest to takie samo ściemnianie jak tłumaczenia, że swastyka to prastary hinduski symbol szczęścia, a podniesieniem wyprostowanej ręki pozdrawiali się starożytni Rzymianie. Tak, to oczywiście prawda, ale głupol smarujący swastyki na murach czy hajlujący na stadionie nie robi tego dla uczczenia Radawabaśwary ani Juliusza Cezara. I tak samo nie po to Zakład Oczyszczania Miasta (!) zabulił i wciąż buli regularnie za zeszpecenie warszawskiego Placu Zbawiciela tandetną "instalacją", żeby uczcić Stare Przymierze.

Reklama

Myślę, że były dwa powody. Pierwszy to przenikające całą III RP i nadające jej bagnistą konsystencję kolesiostwo i, jak to ujmował wiecznie żywy Towarzysz Szmaciak, "dojenie".

Była kaska do wydania w Instytucie Adama Mickiewicza (teoretycznie na promocję polskiej kultury w świecie), w budżecie na reklamę "prezydęcji", w budżecie odpowiadającego za estetykę wydziału miasta stołecznego Warszawy, należało skierować ją w kierunku właściwych kieszeni. Artystka przecież swoje za ten wybitny projekt skasowała, ktoś (nie wiem, czy ona sama, jak uporczywie twierdzą niektórzy) jest producentem tych badziewiastych kwiatków, ktoś wziął za ich uplecenie i ustawienie całości na placu, tudzież - niebagatelna pozycja w budżecie, a zupełnie wyłudzona, jak widać - za pokrycie specjalną substancją, czyniącą tęczę niepalną.

W mieście stołecznym Warszawa, gdzie nie można postawić krzyża ani innego pomnika smoleńskiego, bo "szpeciłby architektoniczną oś Krakowskiego Przedmieścia", ale można po znajomości rozwalić tę oś i całą wpisaną na listę UNICEF-u Starówkę biurowcem, nie takie numery się robi. A będzie się robić - skoro mieszkańcy mają za ciężkie tyłki, by pofatygować się na referendum - jeszcze lepsze.

Drugi powód był ten sam co w wypadku straszących licznie peerelowskich monumentów upamiętniających Armię Czerwoną i "wyzwolenie". Oznakowanie zdobytego terenu, swoisty "gwałt przez oczy". Siedmiobarwny "relaunch" sierpa i młota, gdyż tym właśnie, a nie niczym innym, jest dziś zawłaszczony przez homolewicę symbol tęczy, miał optycznie zrównoważyć bryłę zabytkowego kościoła i jakoś tęczowo przełamać biało-czerwone skojarzenia tej złowrogo brzmiącej dla tutejszych "europejczyków" nazwy: "Plac Zbawiciela".

Przestańcie mi wmawiać, że najzagorzalsi czytelnicy "Gazety Wyborczej" skrzykują się teraz na hepeningi obkładania spalonej tęczy kwiatkami czy całowania się pod nią, po to, aby dać świadectwo swego przywiązania do Biblii i symbolu pojednania człowieka z Bogiem.

Robią to dokładnie z tego samego powodu, z którego na wezwania tejże samej gazety pędzili swego czasu na Krakowskie wypędzać z Warszawy "obrońców krzyża" czy "wygwizdywać" z niej narodowców. To znaczy: na złość Kaczyńskiemu, Kościołowi, "faszystom i kibolom" i w ogóle wszystkim, przez których "muszą się wstydzić, że są Polakami". Proste, jak mówią w wojsku.

Każdy psycholog potwierdzi, że gdy ktoś bezustannie oskarża innych o jakąś niecną intencję, to zapewne sam ją w głębi ducha żywi. Ulubionym, stałym oskarżeniem, które tzw. salon stawia wszystkim swym wrogom, jest to, że "dzielą Polaków". Dzieli Polaków w tej propagandowej mowie ten, kto ma własne zdanie i go broni, ten, kto nie chce się podporządkować jedynie słusznym prawdom i zaleceniom - ta sama logika, zgodnie z którą to Polacy wywołali wojnę, bo nie chcieli oddać Niemcom Gdańska.

Tak naprawdę natomiast dzielenie Polaków jest właśnie ulubioną taktyką postępowców, realizowaną zawsze w ten sam sposób: uderzyć, podrażnić, zirytować, prowokując do kontruderzenia, a gdy się to uda, narobić lamentu na cały świat i Europę. Nakłamać o Jedwabnem, poniżyć na podstawie tych kłamstw cały naród, wkręcić go w upokarzające przepraszanie za niedopełnione winy i z przygotowanymi kamerami, mikrofonami i pałkami w rękach czekać, aż ktoś wreszcie nie wytrzyma i zaprotestuje, najlepiej oczywiście w sposób gwałtowny.

W Święto Niepodległości perswadować polaczkom, że powinni być wdzięczni za rozbiory, bo przyniosły im one cywilizacyjny awans, powiesić jaja na krzyżu albo z nim kopulować, jedną ręką popchnąć usłużnych polityków do usuwania znaku żałoby, a drugą posłać tam groteskowego "obrońcę" od Palikota, żeby krzyczał do naiwnych moherów i do kamer, że za smoleńską zbrodnię Tuskowi i Komorowskiemu należy się kula w łeb. Albo właśnie podstępnie, twierdząc, że to niby tymczasowo i tylko na prezydencję, ustawić pod kościołem symbol "parad równości" i regularnie urządzać pod nim hucpę obrony tolerancji, sprzeciwu wobec chuliganerii i tak dalej.

Wszystko rozumiem, poza jednym: ta taktyka już od dłuższego czasu jest dla środowisk lewicujących samobójcza. Dowodem najlepszym Marsz Niepodległości, który gdyby nie wytoczone przeciwko niemu przed kilku laty najcięższe działa, pozostałby pewnie imprezą niszową, a z roku na rok przyciąga, jak i cały ruch, coraz liczniejsze tłumy.

Ale Pan najwyraźniej postanowił pokarać swych wrogów, odbierając im rozum. Po latach bojów o III i IV Rzeczpospolitą nie dziwi mnie już u przeciwników żadna manipulacja, cynizm ani inna podłość. Ale głupota czasem wciąż zaskakuje.

Trzeba naprawdę absolutnej pogardy dla faktów i w ogóle dla jakiejkolwiek racjonalności, by z kamienną twarzą, powagą i chyba wiarą we własne słowa powtarzać jak papuga kataryniarza, że Ruch Narodowy to "ideowe dzieci Kaczyńskiego". Równie sensowne byłoby twierdzenie, że Josifa Broz Tito. Brnąc coraz głębiej w takie narracje (od których, proszę zwrócić uwagę, sam Tusk zaczął się wczoraj gwałtownie dystansować, niewątpliwie pod wpływem swych pijarowców), można się już tylko kompletnie ośmieszyć.

Nie wiem, ilu jeszcze ambasadorów przyjdzie się całować pod spaloną tęczą, ilu zagranicznych korespondentów sprowadzą tam prorządowe media, by potem gromić Polaków ich korespondencjami: patrzcie, przez tych "prawdziwych Polaków", "patriotów", Europa znowu się z nas śmieje!

Niewiele tu się da wymyślić: warty młodzieżowe, listy intelektualistów, "ostre wypowiedzi" celebrytów... Już znam ten kołowrotek do urzygu i niczym mnie on nie zaskoczy. Poza jednym: dlaczego akurat coś tak kiczowatego, kretyńskiego i brzydkiego jak ta chałturnicza tęcza? Dlaczego właśnie coś tak przeraźliwie głupiego staje się obiektem kolejnej symbolicznej wojenki? Czy naprawdę nie mogli znaleźć nic lepszego?!

Rafał Ziemkiewicz


Dowiedz się więcej na temat: Rafał Ziemkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama