Bohaterowie wychodzą z grobów

Jan Pospieszalski usiłował się na sądowym korytarzu dowiedzieć od Adama Michnika, co ten sądzi o Żołnierzach Wyklętych. Redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" wyniośle nie odpowiadał, a jego totumfaccy rzucili się na kamerzystę, by umożliwić szefowi ucieczkę. Na jeden z poprzednich procesów Michnik przyszedł w towarzystwie ochroniarza ze szkolonym na ludzi psem, teraz zabiera ze sobą redaktora Czuchnowskiego - zostawiam ocenie czytelników, czy to postęp, czy nie.

Milczenie redaktora spowodowane było zapewne faktem, iż zadając związane z obchodzoną dziś rocznicą pytanie, Pospieszalski nie zostawił Michnikowi czasu do namysłu. A na tak skomplikowane pytanie guru salonów nie może udzielić odpowiedzi szybkiej i jasnej. Tu trzeba dialektycznego kombinowania, talmudycznego połączenia za i przeciw.

Reklama

Z jednej strony, skoro klasa polityczna ugięła się przed tubylczymi emocjami i zgodziła się obchodzić dzień pamięci Wyklętych, i skoro w ceremoniały na ich cześć włączył się prezydent Komorowski, który jest, jak wiadomo, słuszny, no to Wyklęci nie mogą już być niesłuszni do imentu, jak w latach dziewięćdziesiątych.

Z drugiej strony, Wyklęci byli przeważnie narodowcami, wrogami ustroju sprawiedliwości społecznej, no i przede wszystkim - wrogami środowisk, z których biorą się elity III RP. Ci, którzy ich mordowali, to dziadkowie, ojcowie, wychowawcy i patroni dzisiejszych prezesów, sędziów i prokuratorów, celebrytów. A więc słuszni też być nie mogą.

Zerkam na stronę wiadomej gazety i już wiem, jaka jest dialektyczna wykładnia na dzisiejszy dzień: byli żołnierze wyklęci słuszni i niesłuszni. Tak, jak są "uczciwi" endecy (ci, co włączają się w szopkę pt. "Bronek Komorowski - Polak, katolik, patriota") i zwyczajni faszyści, jak niżej podpisany. Byli słuszni żołnierze, którzy walczyli z komunistami, mając na uwadze Polskę demokratyczną i prozachodnią, ale byli i niesłuszni, którzy chcieli Polski etnicznej i zamkniętej w polskich kompleksach. Którzy byli którzy?

Zapytajcie każdorazowo mełamedów od Michnika. A na co dzień mówcie, że "historia była skomplikowana". Jak pan Mazowiecki (którego pochopnie wziąłem w obronę, nie doczytawszy, że zdawkowemu przyznaniu się do "błędów" młodości towarzyszyło z jego strony odmówienie Wyklętym miana bohaterów). Dlaczego pan to robił? Oj tam, oj tam, historia nie jest taka prosta i jednoznaczna, proszę państwa. Żelazny greps każdego volksdeutscha.

Historia była prosta: Polska została podbita przez okupantów. Okupantów, którzy zaatakowali nas we wrześniu 1939 w sojuszu z Hitlerem, a potem odwrócili sojusz, przechodząc na stronę mocarstw zachodnich. I my właśnie byliśmy nagrodą, którą im za to wspomniane mocarstwa wypłaciły. W tej sytuacji jedni z sowieckim okupantem kolaborowali, inni opuścili ręce, jeszcze inni, ci najdzielniejsi, walczyli do końca. Nie ma tu żadnej komplikacji, żadnego sofoklesowskiego starcia godnych siebie racji. Jedynie proste: "czy umrzeć stojąc, czy przeżyć na kolanach". Tym, którzy woleli pozostać w postawie stojącej, należy się od potomnych cześć i szacunek.

I współczesność też jest prosta: na największej polskiej nekropolii wciąż bandyci leżą w Alei Zasłużonych, a bohaterowie - w anonimowej, zbiorowej mogile pod cmentarnym murem. Dopóki tak jest, dopóki truchła różnych Bierutów, Gomułek i Bermanów nie zostaną stamtąd zabrane, a bohaterowie nie doczekają się uczczenia, będzie w polskich głowach panował chaos. Będziemy się dalej błąkać w smoleńskiej mgle, zwodzeni przez rechoczące biesy, nie widząc, gdzie dobro, a gdzie zło, w którą stronę do spełnionych marzeń o normalnym kraju i godziwym losie, a w którą do przepaści.

W mętnej wodzie łatwiej się łowi ryby. We mgle łatwiej się okrada i wyzyskuje innych. Nic dziwnego, że ci, którzy z tego procederu czerpią zyski, wmawiają nam, że nie warto wracać do przeszłości, że od tych nudnych obchodów to mamy przecież Bronka, że w ogóle to ta historia była skomplikowana, a zwłaszcza "podłością" jest czynić z Wyklętych znak sprzeciwu wobec III RP.

Nikt z nich nie czyni znaku sprzeciwu, nikt tego robić nie musi. Oni sami, całymi sobą, są takim znakiem. W jednej z najstarszych polskich legend święty Stanisław wskrzesza zamordowanego rycerza, by stanął przed sądem i oskarżył swego mordercę. Przywoływanie świadectwa Wyklętych, jak i wszystkich innych ofiar klasy panującej peerelu, od AK-owców likwidowanych wspólnie przez GL i Gestapo, aż po pomordowanych przez "nieznanych sprawców" księży Zycha, Suchowolca i Niedzielaka, nie jest niczym innym.

Rafał Ziemkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy