Hodowla

Tony Blair, premier Wielkiej Brytanii, ogłosił właśnie założenia programu, który ma przyciągnąć do jego kraju sto tysięcy studentów. Taki jest brytyjski pomysł na przyszłość: stać się europejskim centrum kształcenia, miejscem, które będzie zarabiać, udzielając nauki młodym ludziom z całego kontynentu i świata.

Rzecz, trzeba przyznać, dobrze pomyślana: najbardziej się dziś licząca w świecie edukacja i tak musi być prowadzona w języku angielskim, to raz, poziom szkół amerykańskich, dotąd na tym rynku wiodących, bardzo podupada i wystarczy tylko nagłośnić jego co bardziej spektakularne wpadki (a brytyjskie media to potrafią, co udowodniły choćby kreując stereotyp Komisji Europejskiej jako durnych biurokratów wydających dyrektywy o krzywiźnie banana) - to dwa, Wielka Brytania dysponuje markami tak znanymi i rozpoznawalnymi jak Oxford czy Eton, to trzy, a w wielu krajach świata, niegdyś należących do brytyjskiego imperium, wybieranie się na studia do metropolii wydaje się czymś oczywistym...

Reklama

Życzę Anglikom powodzenia, ale czytając o takich sprawach trudno nie zadać sobie pytania: a jaki my mamy pomysł na naszą przyszłość? O przyciąganiu zagranicznych studentów nikt nawet nie pomyśli, choć, dalibóg, też mielibyśmy w ręku parę atutów. Obcego kapitału też raczej nie chcemy, bo szkodzi rodzimemu, a rodzimego, bo wiadomo, że jak ktoś coś tu ma, to na pewno ukradł. Broń Boże żadnych innowacyjnych technologii, bo to odbiera pracę i budzi paniczny strach.

W edukację żadną nie inwestujemy ani zresztą w nic w ogóle, bo priorytetem wskazywanym nieodmiennie przez wszystkie od piętnastu lat badania opinii publicznej są wydatki na cele socjalne, na utrzymanie deficytowych miejsc pracy i konserwowanie cywilizacyjnego skansenu zbudowanego w peerelu - zresztą już wtedy na kredyt. Jedyne, w czym realnie jesteśmy światową potęgą, to liczba rencistów. W przeliczeniu na liczbę mieszkańców mamy ich blisko dwa razy więcej niż druga w tej konkurencji Dania.

Jeśli Wielka Brytania ma się stać europejskim, a bodaj czy nie światowym centrum kształcenia, to my możemy się stać światowym centrum hodowli młodych, zdrowych jak byki leni o dwóch lewych rękach. I wyraźnie idziemy w tym kierunku, bo właśnie tacy obywatele wydają się u nas przedmiotem najszczerszej troski władz. Tylko kto tę hodowlę w przyszłości utrzyma, skoro ci, którym się chce pracować, wynoszą się z tak mądrze rządzącego się kraju na wyścigi?

Rafał A. Ziemkiewicz

Dowiedz się więcej na temat: pomysł | przyszłość | hodowla

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje