Naturalna elita i nowy mit

Dzisiejszy felieton wypada zacząć od informacji, że nie zawiera on lokowania żadnego primaaprilisowego produktu. W dziedzinie zmyślania rzucam od razu biały ręcznik na podłogę, nie mam śmiałości nawet próbować rywalizowania z takimi tuzami newsów z de wziętych, jak media Agory, Ringera Springera czy grupy ITI. Ot, choćby cała wielotygodniowa ich narracja o wizycie Andrzeja Dudy w USA i stawanie na głowie, by wmówić lemingowi, że będzie ona całkowitą klęską i dowodem izolacji Polski...

Mnie nie przyszłoby do głowy, żeby o fakcie, iż Duda, Tusk (jako formalny przedstawiciel Unii Europejskiej) oraz 53 innych szefów delegacji przyjętych zostanie przez Baracka Obamę na oficjalnej kolacji, poinformować tytułem: "Obama nie przyjmie Dudy, za to zje kolację z Tuskiem". Nie wspominając już o tak totalnym zmyśleniu, jak przeciwstawianie rzekomej "katastrofy polskiej dyplomacji" (czyli braku w czasie szczytu osobnej audiencji dla prezydenta RP) zapowiedzi triumfalnych wystąpień Mateusza Kijowskiego w Kongresie, Departamencie Stanu i Bóg wie gdzie jeszcze, gdy w istocie program jego prywatnej podróży obejmuje praktycznie tylko spotkania z miejscowymi działaczami KOD.

Reklama

To jednak, że wspomniane media prima aprilis uczyniły codziennością, nie oznacza, że czasem im się słowo prawdy nie wyrwie. Co prawda, zwykle obudowane propagandowymi przymiotnikami i zaklęciami, ale mniejsza o nie. Oto na przykład Janusz Majcherek pisze w dzisiejszej "Wyborczej", że "zakłamanej i opartej na przekłamaniach mitologicznej narracji o zamachu smoleńskim, »żołnierzach wyklętych« czy Polsce wstającej z kolan trzeba przeciwstawić porywający mit odwołujący się do symboliki wolności, tak ponoć przez Polaków umiłowanej, a tak obecnie zagrożonej".

Pomijając wszystko, co jest w tych zdaniach zaklinaniem rzeczywistości i zakłamaniem właśnie, co tak naprawdę wynika z elaboratu Majcherka (zatytułowanego, aha, "Potrzebny nowy mit wolności")? Ano to, że jego środowisko przez 25 lat "porywającego mitu" nie stworzyło. A przecież nie można powiedzieć, by nie próbowało - o, przeciwnie, ileż poszło w to pary!

Tylko mit genialnego Wałęsy, który przez sześć lat regularnie wygrywał w totolotka dzięki czuwającej nad nim Opatrzności (jak twierdzi w swej książce Danuta Wałęsowa), a potem przeskoczył przez płot, którego nie było, sam jeden obalił komunizm i podarował Polsce wolność jak złotą sztabę - czegoś nie porywa. Może dlatego, że jest szyty zbyt grubymi nićmi? Mit Geremka i innych bohaterów wolności, którzy nie doczekali się ze względów cenzuralnych w III RP biografii - też nie porywa. I w "zagrożenie wolności", na którym oparli kampanie wyborcze Bronisław Komorowski a potem PO, jakoś mało kto uwierzył.

A jakiego typu ludzi porywa mit wielkiego cywilizacyjnego sukcesu, w jakim żyjemy, raju na ziemi zbudowanego przez "ludzi światłych i na pewnym poziomie", którzy "szli do wolności z różnych stron i spotkali się przy Okrągłym Stole" - to widać na manifestacjach KOD-u. Może dlatego, że większość Polaków się na tę wolność nie załapała i wcale nie uważa państwa, które przy Okrągłym Stole ufundowano, za sukces? Nad tym już Majcherek się nie zastanawia. Ale nie wymagajmy, sam fakt, że po 25 latach dostrzegł, że coś z tymi jego mitami nie tak, to dużo.

"U podstaw III Rzeczypospolitej leżał jeden z najpiękniejszych i najpotężniejszych mitów, jakie zna europejska kultura, mit Okrągłego Stołu, nawiązujący do legend arturiańskich" - nie mogę sobie darować złośliwej satysfakcji cytowania kolejnych mądrości Majcherka. "Pozwolenie na zniszczenie tego mitu przez populistycznych demagogów jest wielką porażką polskich demokratów"...

Z całą sympatią dla tych "populistycznych demagogów", Majcherek ich siłę przecenia. Mit założycielski III RP zniszczyła w oczach obywateli twarda rzeczywistość. Może trudno to zrozumieć, jak się żyje w sterylnym kawiarnianym światku warszawski i krakówka, ale poza tym światkiem ludziom doskwiera nawet nie tyle bieda, którą od czasu do czasu zauważa młoda lewica i jest za to przez KOD-owski beton wygwizdywana, co brak elementarnej sprawiedliwości i przyzwoitości w życiu publicznym. Pięćset złotych ("pińćset", jak piszą z pogardą i nienawiścią na swych forach KOD-owcy) każdy chętnie przytuli, ale nie tym PiS wygrał wybory, tylko obietnicą rozprawienia się z kolesiostwem, układami i świętymi krowami.

"Politykom PiS nie chodzi o zachowanie istniejącego porządku polityczno-prawnego, chodzi o jego całkowitą zmianę" - demaskuje w tekście sąsiadującym z Majcherkiem prof. Jerzy Zajadło. To, co dla targetu "Wyborczej" brzmi jak alarmowy dzwon - zmiana porządku polityczno-prawnego, co za horrendum! - to właśnie dla większości Polaków jest Dobrą Zmianą.

Bo co to jest dla nich za porządek? Policja, która olała czterokrotną prośbę zastraszanej przez bandziora dziewczyny, czekając spokojnie, aż ją zamorduje. Prokurator, który sprawdził nie w tym banku i wsadził niewinną kobietę do więzienia. Sąd, który na osiem lat zamknął zdrowego człowieka w psychiatryku. Mafie reprywatyzacyjne, rozkradające miliony dzięki życzliwości sędziów, i sami sędziowie, z tak symbolicznym kadrowym jak Jan Bury, i komornicy, i... Każdy tydzień przynosi nowe historie o patologiach tego porządku polityczno-prawnego, którego tak zajadle bronią media i autorytety poprzedniej władzy.

Jeszcze jeden cytacik z "Wyborczej", tym razem wczorajszej: "Rządzący w Polsce katolicko-narodowi bolszewicy wzięli się do inżynierii społecznej, próbując hodować nowe elity, by zastąpić te, które w sposób naturalny ukształtowały się w minionych dziesięcioleciach" - oskarża Wojciech Maziarski (ten sam, który niedawno szył hagiografię świętej Kukieły od koryta). Jest w tym logika: jeśli bohaterstwo Wyklętych jest "zakłamane", to elity stworzone przez Fejginów, Bermanów i Kiszczaków oraz ich resortowych potomków trzeba uznać za powstałe "w sposób naturalny". Kwestia punktu siedzenia, który, jak wiadomo, warunkuje punkt widzenia. "Wymiana kadr trwa w mediach państwowych, w spółkach skarbu państwa" - labidzi Maziarski, by gołosłownie pocieszać swych czytelników, że to na nic, że przecież oni, "naturalne elity", są nie do zastąpienia, cały naród za nimi stoi.

Cóż, skoro chce w to ktoś wierzyć, niech wierzy. Moim skromnym zdaniem, jeśli niemal wszystkie możliwe sławy, wielkie profesory, znane aktory i wszelkie możliwe autorytety jawne, tajne i dwupłciowe agitują przed wyborami za władzą i ta władza ponosi spektakularną klęskę - to jest to oczywisty znak, że elity uważane przez Maziarskiego za "naturalne", a w istocie właśnie lewe, postkolonialne, utraciły społeczny szacunek.

Bo za co je niby szanować? Czy potrafiły dobrze pokierować krajem i transformacją? Czy błyszczą przyzwoitością, mądrością, odpowiedzialnością za dobro wspólne? Nic podobnego, wręcz przeciwnie. Potrafią jedynie nadymać się dumą i poczuciem wyższości nad "człowiekiem prostym", zionąć pogardą i nienawiścią do polskiej tradycji, wiary, patriotyzmu i wszystkich, którzy im się z tym "obciachem" kojarzą, a mądrości politycznej wystarcza im na bezustanne labidzenie nad własnym męczeństwem, jak to niby strasznie je obrażono, nazywając "wykształciuchami" czy jeszcze gorzej.

Kiedy Jarosław Kaczyński, mówiąc o targowiczanach i innych zdrajcach, użył określenia "najgorszy sort Polaków", albo gdy teraz, o szmalcownikach, powiedział "element animalny", to wtedy ta pseudoelita doznaje orgazmu i wrzeszczy - obraził, obraził! Je suis targowica, je suis szmalcownik, ach, jak on nas obraża! Jeśli powie coś złego o złodziejach, to będą nosić przypinki "jestem złodziejem", jeśli o alimenciarzach... A to zresztą już, zdaje się.

To jest ten jedyny "nowy mit wolności", jaki potrafi wydusić z siebie "naturalna" elita Maziarskiego czy Majcherka. Może to brzmi jak prima aprilis, ale nim nie jest.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje