Reklama

Reklama

​Nie przepraszać za Judasza!

Nigdy nie podpisywałem się pod hasłem "PiS - PO jedno zło", bo każde zło jest inne - ale jeśli chodzi o stosunki polsko-żydowskie, to istotnie obecna władza niewiele różni się od nieboszczki Unii Demokratycznej i jej kolejnych wcieleń. W ogóle jeśli chodzi o politykę zagraniczną. Różnica jest właściwie jedna: profesor Geremek w roli naszego Przyjaciela i Protektora obsadzał Francję, Tusk Niemcy, a Kaczyński widzi go w Stanach Zjednoczonych.

Ale nie jest to różnica zasadnicza. Istotne jest, że wciąż tkwimy w takim samym, idiotycznym wyobrażaniu sobie polityki międzynarodowej jako swego rodzaju salonu, gdzie narody i państwa uosobione przez swych przywódców układają między sobą stosunki na identycznych zasadach, jak czynią to ludzie z tzw. dobrego towarzystwa. A więc starają się osiągać kompromisy i rozstrzygać wszystkie spory, kierując się grzecznością i przyzwoitością. My, skoro wreszcie mogliśmy w tym salonie zagościć, powinniśmy się starać, żeby nas tam wszyscy polubili, a przynajmniej ci ważni, a starać się o to należy w taki sposób, że się jest dla wszystkich miłym i uczynnym, i chce się pokazać z jak najlepszej strony.

Reklama

Nie wiem doprawdy, ile lat jeszcze będzie można jako dziw nad dziwy ogłaszać tę oczywistą prawdę, że polityka międzynarodowa to nie żaden salon, a rodzaj targowiska czy giełdy, gdzie oczywiście wspomniani przywódcy noszą piękne garnitury i zachowują się uprzejmie, jak konwencja nakazuje, ale uśmiechając się do siebie myślą tylko o jednym - jakby cię tu, leszczu, wydudkać, skroić i wykorzystać? Co ja mogę z ciebie mieć? Tu nie ma żadnych przyjaciół, bo w interesach takie uczucie nie istnieje, tu są oczywiście chwilowe alianse, spółki, kartele i zmowy - ale wszystko to wyłącznie wtedy, gdy się opłaca.

Naszym wielkim marzeniem jest się z kimś w tym salonie zaprzyjaźnić i mieć w nim obrońcę, Protektora właśnie, choćby nawet za cenę pełnienia przy nim funkcji lokajskich. Z jakiegoś powodu wydaje nam się, że taki możny pan, u którego gotowiśmy tę rolę pełnić, własnego - no dobrze, niech by nawet nie przyjaciela, niech by tylko pod pozorami przyjaźni lokaja - prześladować i okradać nie będzie.

I tu się właśnie kompletnie mylimy. Tak, jak przyjaźnienie się z, dajmy na to, Francją, nie zapobiegło poniżającemu "Polska straciła okazję by siedzieć cicho" Chiraca i blokowaniu możliwości zarobkowania "polskiemu hydraulikowi", tak jak przyjaźń z Niemcami nie uczyniła niemieckich koncernów działających w Polsce mniej  i nie zapobiegła praktyce sprzedawania mieszkańcom kolonii towarów drugiej jakości w cenie i opakowaniach identycznych jak w metropolii, tak samo nadskakiwanie Ameryce nie wstrzymuje w żaden sposób konsekwentnej realizacji przez nią planu wyciśnięcia z Polski dla swych obywateli miliardów dolarów, analogicznie do tego, jak wyciśnięto je ze Szwajcarii i szeregu różnych firm i krajów, pod pretekstem - teoretycznie - odszkodowań za holocaust i mienia po jego ofiarach, a w istocie tytułem haraczu za to, że się odstąpi od niszczenia ofiarom tego wymuszenia reputacji i szkodzenia na każdym kroku.

Przewodniczący stosownej żydowskiej organizacji, światowej z nazwy, w istocie amerykańskiej, obiecał nam to wyraźnie: dopóki Polska nie zaspokoi roszczeń szantażystów, "będzie atakowana i upokarzana na arenie międzynarodowej". I jest. Pod każdym, najgłupszym nawet pretekstem.

Wystarczy, że, na przykład, pokazano w telewizji plastelinową figurkę działacza KOD, który, tak się składa, jest brodaty i chodzi ubrany na czarno, w czarnej czapeczce z daszkiem. Figurka wiernie przypominająca oryginał skojarzyła się nieznającym owego działacza z Żydem - i już, karuzela oskarżeń ruszyła w najlepsze. W innym wydaniu tego samego plastusiowego programu autorka nieostrożnie użyła banknocików wydrukowanych z internetu, nie zauważając na nich mikroskopijnej gwiazdy Dawida. Można to było zauważyć tylko na stop-klatce w dużym powiększeniu - ale ktoś tę stop-klatkę zrobił, odfotografował i wystarczyło.

Jest taki kawał, jak staruszka wzywa policję, bo sąsiedzi chodzą po swoim mieszkaniu nago i zachowują się nieobyczajnie, co ją bulwersuje. Policjant podchodzi do okna, stwierdza, że przecież stąd w ogóle nie widać co się dzieje w mieszkaniu sąsiadów, na co starsza pani instruuje go: bo musi pan, panie władzo, wejść na tę szafę, tu się tak złapać i wychylić za okno, to pan zobaczy.

Czyli, jak ujął to w klasycznej bajce Książę Biskup Warmiński "zawsze znajdzie przyczynę, kto przyczyny pragnie". Tym bardziej, gdy ma do dyspozycji zastęp polskojęzycznych donosicieli, nienawidzących "państwa PiS" i zawsze chętnych na nie nakapować, choćby nawet tylko za zwykłe poklepanie przez przedstawicieli Zachodu po plecach. Judasz, plastuś, napis na stadionie, ktoś coś gdzieś tam krzyknął albo spalił kukłę Sorosa - każdy pretekst jest dobry. A jak nawet zupełnie nie ma pretekstu, to zawsze można zmyślić fejk-niusa od zera, jak robi to żydowska agencja JTA - a to donosząc o rzekomym pobiciu Żyda w polskim autobusie, a to o profanacji żydowskiego cmentarza, i nieważne, że to bzdura, którą Polacy dementują, bo kłamcy nie mają zwyczaju się ze swych kłamstw wycofywać ani za nie przepraszać, i cały świat te bzdury powtarza, tak jak brednie agencji Associated Press o "sześćdziesięciu tysiącach neonazistów" maszerujących w Warszawie w Święto Niepodległości.

Światowa tzw. opinia publiczna nie zna statystyk, sumujących akty antysemickiej agresji w Europie - nie czyta o tym, co dzieje się we Francji czy Niemczech, po prostu widzi, nie pamiętając szczegółów, że ciągle się mówi o polskim antysemityzmie, ciągle coś tu w Polsce się przeciwko Żydom robi, no więc wyraźnie muszą być jakieś powody, dla których Żydzi domagają się od tych Polaków odszkodowań za wyrządzone im krzywdy.

Nasi głupi przywódcy nie potrafią zupełnie tej gry ogarnąć, wierzą święcie, że to wszystko jakieś nieporozumienie, że trzeba Żydów przekonać, że się mylą, że ich lubimy, okazać empatię - i przepraszać, przepraszać za każdy "antysemicki incydent", nawet nieistotny czy zmyślony, bo lepiej przeprosić bez powodu, niż pozwolić, by takie sprawy psuły nasze stosunki.

W wypadku obecnej władzy dochodzi jeszcze jeden argument: Żydzi mają wychodzone duże wpływy u naszego Protektora w Waszyngtonie, a nam tak bardzo zależy na Fort Trump, więc tym bardziej trzeba schować dumę do kieszeni i gorliwie przepraszać.

To bardzo naiwne i głupie. Jeśli USA zdecyduje się na "Fort Trump", to nie dlatego, że nas lubią, a jeśli go nie zbudują, to też nie dlatego, że nas lubić przestali. Zadecyduje kalkulacja, czy im się to opłaca. Raczej się opłaca, bo mają nadwyżki gazu i potrzebują "trójmorza", by go sprzedać. Polityka polega na stwarzaniu warunków, żeby im się opłacało bardziej - a nie na podlizywaniu się, które może wzbudzić co najwyżej niesmak i lekceważenie.

Co zaś do Izraela i żydowskich organizacji z USA podlizywanie się, przepraszanie i kajanie przy każdej okazji wręcz pogarsza sprawę. W sytuacji, gdy potężne lobby "przyczyny pragnie", tylko wzmacnia oskarżenia i je uwiarygadnia. Proszę - Polacy sami wciąż przepraszają, czy trzeba więcej dowodów, że mają za co?

Co więcej, przez samych Polaków uniżoność i nadskakiwanie odbierane jest jako krzycząca niesprawiedliwość. A niesprawiedliwość budzi gniew. A gniew kieruje się przeciwko Żydom jako takim. Wystarczy, że podczas tradycyjnego zwyczaju pastwienia się nad symbolem zdrady, Judaszem, kultywowanego bynajmniej nie tylko w Polsce (w Czechach, skądinąd zlaicyzowanych do szczętu, wpisanego nawet na listę UNESCO jako "niematerialne dziedzictwo kulturowe") ktoś tej kukle Judasza dolepi pejsy albo krzyknie coś o żydowskim skoku na polską kasę. Wtedy niemądry, najdelikatniej mówiąc, minister, wyrywa się natychmiast z idiotycznymi przeprosinami za coś, co w ogóle nie powinno być przedmiotem żadnej debaty, jego podwładni prześcigając się w lizusowskiej nadgorliwości wszczynają śledztwo i stawiają zarzuty - wtedy wkurzenie Polaków na Żydów rośnie, co zwiększa prawdopodobieństwo, że ktoś gdzieś znowu coś tam powie, czy napisze, i agencja JTA nawet nie będzie musiała za bardzo zmyślać, by wszcząć kolejną falę codziennego antypolskiego hejtu, do którego ochoczo dołączą się media "opozycji totalnej", a wtedy pisowski premier, prezydent i wszyscy święci pośpieszą z gorliwymi przeprosinami, jak za tego wariata z Gdańska, który trzy razy wybił szybę w kościele i nic, a za czwartym razem wybił ją w synagodze i zrobił się z tego kazus na miarę zamachu w Sarajewie, co znowu bardziej prostych Polaków wkurzy...

Maszynka działa genialnie i sama się napędza. A nowojorskie Singery, Coheny tylko się śmieją, licząc już w myślach kasę, którą z nas ściągną na mocy "just. 447 act".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne