​Niepodległość w czasach obłudy

Napisałem kiedyś - i będę się trzymał tej metafory, bo uważam, że dobrze oddaje istotę sprawy - że w krajach, które możemy uznawać za normalne, polityka prowadzona jest według logiki piłki nożnej. U nas natomiast, w Polsce, kraju postkolonialnym i chylącym się ku ponownemu popadnięciu w kolonialną zależność, polityką rządzi logika boksu.

Różnica? W piłce nożnej gra idzie o pewne stałe punkty - nasza i ich połowa, bramka, której bronimy, bramka, do której strzelamy. W boksie chodzi wyłącznie o to, żeby przeciwnikowi, za przeproszeniem, dać w mordę. Tak się ustawić, tak zawinąć, żeby trafić "na punkt" i żeby facet nakrył się nogami. A przynajmniej, żeby go maksymalnie zabolało. Kierując się tym jedynym prawem, przeciwnicy skaczą dookoła siebie, każdy jest raz tu, raz tam, pojęcia "mój narożnik" są czysto umowne. Jest tylko Leninowskie pytanie "kto kogo?...". I są kolory koszulek. Jeden zawodnik w barwach lewicowo-liberalnych, drugi tradycjonalistyczno-patriotycznych.

Reklama

Oczywiście, nie należy tej metafory traktować jako dokładnego opisu sytuacji - polska polityka to nie uregulowany ścisłym regulaminem i obiektywnie sędziowany mecz, tylko raczej bijatyka w knajpie, do której oprócz dwóch głównych osiłków stale usiłuje się wcisnąć ktoś trzeci i coś tam urwać dla siebie. Nie chodzi jednak o szczegóły, tylko o łatwość, z jaką zarządzający emocjami tłumów politycy szarpią wajchą w tę i we w tę, z dnia na dzień zmieniają kierunek o 180 stopni, a potem znowu, przechwytują hasła przeciwników. I nic to nikomu nie przeszkadza, bo publika nie oczekuje od swych faworytów niczego, poza tym, żeby temu drugiemu nakładł po pysku.

Można więc wygrać wybory, głosząc, że się powstrzyma imigrację i oskarżając przeciwników, że ściągają imigrantów a wraz z nimi wszelkie zagrożenia, od gwałtów i "sharia zone", po chorobotwórcze drobnoustroje - a potem przez trzy lata ściągać więcej imigrantów, niż jakikolwiek inny kraj w Europie (polecam dane Eurostatu - dowodzące, jak wirtualna jest cała polityka, także europejska, bo przecież rzekoma antyimigranckość jest jednym z pretekstów do postawienia się nad Polską przez eurokrację i lewicowe eurosalony). A potem na następne wybory wyszyć spot straszący, że jakby tamci wygrali, to będą wpuszczać imigrantów, gwałcących i roznoszących epidemie.

Żeby było jasne: nie ma tu symetrii. W hipokryzji PiS jest malutkim misiem wobec heroldów "obrony konstytucji". Powiem szczerze, że uważam, iż można być zwolennikiem PO i jej "przystawek" będąc człowiekiem uczciwym, ale tylko pod jednym warunkiem: że jest się kompletnym idiotą. Bo chyba tylko kompletny idiota, a i to jeszcze doprowadzony propagandą nienawiści do skrajnego zacietrzewienia, może nie odczuwać dyskomfortu, popierając ludzi, którzy na jednym oddechu głoszą, jakoby bronili łamanej przez PiS konstytucji, i zapowiadają, że jak dojdą do władzy, to będą ją łamać - nie w jakichś duperelnych dla obywatela zapisach dotyczących trybu publikowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego czy takich tam, tylko w punktach najistotniejszych, wolności słowa i zgromadzeń.

Bezprawna, bezczelna i prowokacyjna decyzja Hanny Gronkiewicz Waltz o prewencyjnym zakazie Marszu Niepodległości jest przecież skrajnym atakiem na gwarantowaną konstytucyjnie wolność - dokonanym krótko po tym, jak "opozycja totalna" zatrudniła usłużną lewaczkę z Amnesty International do wmawiania światu, że PiS narusza w Polsce wolność zgromadzeń. Choć żadna manifestacja opozycji za rządów PiS (wcześniej różnie bywało) nie doznała nigdy utrudnień, z wyjątkiem wypadków ewidentnego łamania prawa, jakim były próby blokowania czy rozbijania innych, legalnych manifestacji.

A przecież nie był to jakiś zawieszony w próżni wyskok znajdującej się "na wylocie" prezydent Warszawy, do zakazania patriotycznej manifestacji wezwał ją w liście otwartym szereg hipokrytów "broniących konstytucji". Podobne - również przez sąd uznane za bezprawne - zakazy wydali popierany przez PO prezydent Wrocławia wobec tamtejszego marszu 11 listopada, a wcześniej należący do PO prezydent Lublina w podobny sposób zakazał "Parady Równości".

Ideologia pajaców nawlekających na co się da koszulki z napisem "Konstytucja" daje się streścić parafrazą złowrogiego hasła, z którym uzasadniła swe zbrodnie Rewolucja Francuska: nie ma konstytucji dla wrogów konstytucji - a wrogami konstytucji są nasi wrogowie. Pan Schetyna zapowiada - powtórzył to już wielokrotnie - że "zdelegalizuje PiS". Jakim prawem? Mało, że powsadza do więzienia posłów PiS, którzy głosowali za ustawami sądowymi. Na podobny pomysł nie wpadł nawet Hitler. Pan Schetyna zapowiedział też, że PO "zapisuje i zapamiętuje" nazwiska "pisowskich" sędziów i oczyści z nich wymiar sprawiedliwości. Jeden z "autorytetów" koszulkowego pajacowania, profesor Sadurski, otwartym tekstem ogłasza, że przewidziana konstytucją procedura wymierzania odpowiedzialności polityków przez Trybunał Stanu jest zbyt skomplikowana i nie da się jej zastosować przeciwko Kaczyńskiemu i jego ludziom, więc dla "osądzenia" polityków PiS projektuje jakiś "trybunał obywatelski" (a po co cały trybunał? Wystarczyłyby ludowe, to jest, pardon, obywatelskie "trojki", które się wykazały taką skutecznością w czasach stalinowskich).

W logice boksu można wszystko - aby tylko sięgnąć, aby mu dać w mordę. Można oskarżać PiS, że "robi politykę na trumnach" i samemu wywijać trumną nieszczęsnej ofiary propagandowego judzenia i depresji. Można oskarżać PiS, że "obniża pozycję Polski w Europie" i samemu robić wszystko, aby pozycję Polski w Europie zniszczyć i z targowicką gorliwością służyć eurokratom, dążącym do przekształcenia nas w neokolonialny kraj "drugiej prędkości". Oburzać się, gdy za rządów PO-PSL strajkowała legalnie "pisowska" "Solidarność" i bić brawo, kiedy nielegalnie zastrajkowali pracownicy LOT. Można zachwycać się nawet takim szwindlem, jak "chorobowy" protest policji. Trudno o coś bardziej kompromitującego państwo i system - wszyscy wiedzą, że "zwolnienia" nie są żadnymi zwolnieniami, ale lekarze wypisują je na lewo, sławny "orzecznik" z ZUS nie reaguje, choć każdy zwykły obywatel miałby za takie lewe zwolnienie na głowie sześć kontroli. Ale to wali w rząd PiS, więc jest dobre.

PiS rozchwiał w Polsce rządy prawa i podważył szacunek dla niego? Tak, bez wątpienia. Ale nie odważył posunąć się dalej, niż to było udziałem wcześniejszych ekip rządzących, od czasu, gdy do "falandyzowania prawa" zabrał się Wałęsa, i kiedy Tusk przerywał pod lipnym pretekstem kadencję Mariusza Kamińskiego w CBA, trzymał w więzieniu latami bez wyroku i za nic "kiboli", czy kradł Polakom oszczędności z OFE. Do otwartego łamania prawa posunęli się dopiero jego "obrońcy" - pan Rzepliński, który z prawniczej pułapki, jaką nań zastawił PiS, wybrnął na chama, łamiąc zasadę domniemania konstytucyjności ("w stanie pewnej takiej vis maior", jak to określił), czy, ostatnio, pani Gersdorf, zwołując do pracy emerytowanych sędziów SN na podstawie prawnej żółtego paska w TVN, bo przecież "zabezpieczenie" pozwu KE przeciw Polsce przez TSUE w oczywisty sposób nie dało jej do tego żadnych uprawnień. To niszczy szacunek dla prawa bardziej, niż naciąganie go i wykorzystywanie sprzeczności i luk przez PiS, takie zachowania "obrońców praworządności", i takie wypowiedzi, jak słowa Rzecznika Praw Obywatelskich Bodnara, że "niestety", zdelegalizowanie ONR nie będzie łatwe, bo organizacja ta "nauczyła się nie łamać prawa".

Symbolem totalnej zlewki, jaką mają dla prawa totalsi jest zachwyt, że Wałęsa dwukrotnie bezczelnie złamał ciszę wyborczą, paradując na wybory w koszulce z charakterystycznym logo "konstytucja" będącym symbolem opozycyjnych manifestacji. Zgoda, ustawa o ciszy wyborczej jest głupia, ale "bzdura lex, sed lex" - ta ustawa mówi jasno, nie wolno w lokalu wyborczym eksponować symboli "kojarzących się" z organizacjami politycznymi. Ale co tam prawo, jak zagrał na nosie "pisowcom"!

Bokserzy przynajmniej nie niszczą ringu. Bijatyka w knajpie, jaką jest polska polityka, to coraz nowe połamane stoły i krzesła, potłuczone szkło, demolka, o guzach i siniakach przypadkowych ofiar już nie wspominając. I na jakiej podstawie liczy ktoś, że nagle na chwilę cała ta rozpętana nienawiść i fanatyczne zacietrzewienie ustaną i pójdziemy "razem" świętować, bo rocznica, i to nie dość że razem, to jeszcze "radośnie"?

Rozumiem to piękne marzenie, żeby "wszyscy Polacy", ale nie ma czegoś takiego, jak "wszyscy Polacy". Ludzi żyjących tu i mówiących polskim językiem łączą tylko wspólne interesy, i od dawna powtarzam, że tylko na ich gruncie, "pod podziałami" a nie "ponad" nimi można szukać politycznego konsensusu, niezbędnego, żebyśmy się nie pozabijali i nie zniszczyli do końca państwa. Ale politycy wolą czynić osią polityki właśnie to, co napędza konflikt i nienawiść, bo tą nienawiścią żyją i bo dzięki niej mogą wszystko. Bo kibice PO zagłosują nawet na najgorszego złodzieja, a PiS na ostatniego pacana, byle tylko przeciwko "tamtym".

Jeszcze się te obchody nie zaczęły, a już mnie wkurzają. Wkurzają mnie te wezwania polityków, żebym był "radosny". Zróbcie coś, do cholery, żebym miał powód do radości, to będę - gołosłowne wezwania tylko potęgują złość. Wkurza mnie obłuda władzy, która opowiada o jedności i patriotyzmie, i kombinuje, jak przysłowiowy koń pod górę, żeby upaństwowić Marsz Niepodległości, bo nie może ścierpieć inicjatywy całkowicie społecznej, niekontrolowanej przez Partię, i żeby to zrobić, gotowa nawet uwiarygadniać lewackie oszczerstwa o "faszystowskim" charakterze tej manifestacji.

Ze wszystkich cytatów wyprodukowanych przez polską literaturę najgłośniej mi dźwięczą w uszach wcale nie strofy o Ojczyźnie, bliźnie, krwi i honorze, których mamy całą bibliotekę - tylko słowa Felicjana Dulskiego: "a niech was wszyscy diabli!"

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje