O wyższości "Żyda" nad "Chamem"

Trudno nie parsknąć szyderczym śmiechem, gdy się "Gazeta Wyborcza" zanosi świętym oburzeniem nad nowym prasowym projektem środowiska SLD - miesięcznikiem "Tak po prostu". Przyczynę świętego oburzenia, którego wyrazicielką jest czołowa redakcyjna specjalistka od mokrej roboty, Agnieszka Kublik, stanowi fakt, iż w piśmie tym pisywać ma Marek Barański.

Dla mojego pokolenia Barański to postać pamiętna. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci wroniego "Dziennika Telewizyjnego" w czasie stanu wojennego, człowiek, który firmował różne bardzo nikczemne, propagandowe materiały w nim emitowane, przygotowywane - dziś nie ma już co do tego wątpliwości - albo pod ścisłym nadzorem bezpieki, albo wręcz bezpośrednio przez nią. Bodaj najgłośniejszym z nich była zmontowana taśma z podsłuchu rozmowy internowanego wówczas Lecha Wałęsy z bratem, i tak zresztą stosunkowo dla Wałęsy litościwa, bo najbardziej go ośmieszający passus (akurat piszę o nim w świątecznym "Uważam Rze") Barański, a raczej "zadaniujący go" esbecy wycięli, uznawszy słusznie, że wypuszczenie wygadywanych przez Wałęsę absurdów sprawi, iż nikt w ogóle nie uwierzy w autentyczność nagrania.

Reklama

"Marek Barański to symbol najbardziej obmierzłego dziennikarstwa - o ile to w ogóle można nazwać dziennikarstwem - Polski Ludowej" - pisze, skądinąd zgodnie z prawdą, redaktor Kublik. I oburza się, że taki obmierzły symbol ma czelność w nowym piśmie lewicy domagać się, by SLD "broniło wolności obywatelskich". Taki towarzysz Barański śmie się w ogóle wypowiadać, i to jeszcze o prawach człowieka i obywatela!

Trudno - powtórzę - nie parsknąć szyderczym śmiechem. Tak, towarzysz Barański ma faktycznie życiorys nieciekawy i ani myślę go bronić. Ale w maszynie komunistycznej propagandy był tylko małym trybikiem. Nie przesadzajmy. Kimże był jeden z wielu reżimowych propagandystów, wobec takiego na przykład Jerzego Urbana? Urban był nie tylko symbolem "najbardziej obmierzłego dziennikarstwa" PRL, był najwyższym szefem Barańskiego i dziesiątek jemu podobnych, zarządcą całej maszynerii kłamstwa, obmowy i manipulacji.

I gdzie jest dzisiaj ten Urban? Ostatnio mogliśmy go słuchać w należącym do tej samej co "Gazeta Wyborcza" Agory radiu Tok FM, gdzie wyrokował z wyżyn swego autorytetu, nieomal w rocznicę śmierci bł. Jana Pawła II, że "Wojtyła to był pan nikt, marny krakowski aktorzyna". Jakoś to nie oburzyło ani pani Kublik, ani jej szefa. Skądże, przyjaźń niezłomnego moralisty Adama Michnika z tą kreaturą jest powszechnie znana, o wspólnych bibkach i biesiadach obu panów bywało nieraz głośno.

Chyba nawet najbardziej tępy leming musi sobie zadać pytanie, o co tu chodzi. Barański ma siedzieć cicho i cieszyć się, że w ogóle mu wolno chodzić po ulicy, nie ma prawa się publicznie wypowiadać, z racji swej haniebnej przeszłości. A Urban ma prawo, ba - media Agory traktują go jako autorytet. Pani Kublik podkreśla z moralną odrazą, że Barański nigdy w życiu nie wyraził skruchy, nic złego w swym życiorysie nie widzi, ba, dumny jest, że zwalczał propagandę klasowego wroga skutecznie. No, ale Urban też nigdy w życiu żadnej skruchy nie wyrażał, też jest dumny...

Ba, żeby tak Urban ograniczał się do zachwalania wolności obywatelskich, żeby tylko poniewierał Polską, polskością i Papieżem Polakiem - jaki "Gazeta Wyborcza" ma do tych wartości stosunek, celnie podsumował Jarosław Marek Rymkiewicz, a Agora swą reakcją dobitnie trafność jego opinii potwierdziła. Ale Urban ma też od Michnika szczególny glejt, uprawniający go do plucia nawet na te wartości, które są mediom Agory najdroższe. Michnik jakoś nie przestał mu podawać ręki, gdy - podśmiewając się z przyznanego naczelnemu "Wyborczej" tytułu "Europejczyka Roku" - nazywał go z lubością "Żydem Roku". Nawet, gdy w czasie kampanii prezydenckiej urbanowe "Nie" zdemaskowało Mariana Krzaklewskiego jako Żyda po matce, "Wyborcza" tylko najdelikatniej napomniała go w jednym (słownie: jeden) komentarzu.

No, proszę sobie wyobrazić, jakie piekło by rozpętał Michnik, gdyby jakiś prawicowy oszołom pod nazwiskiem, na łamach powtórzył był uporczywie od lat kolportowaną pogłoskę, jakoby ojciec Aleksandra Kwaśniewskiego był jednym z tych licznych stalinowskich ubeków, którym po roku 1956 nadano nowe tożsamości, i jakoby w czasach, gdy wyrywał "polskim faszystom" paznokcie nie nazywał się wcale Kwaśniewski tylko Stolzman. No, niechby kto... Listy protestacyjne, setki artykułów i filipik, apele do światowej opinii publicznej, skargi z prośbą o specjalną rezolucję do Rady Europy, Zgromadzenia Generalnego ONZ i Bóg wie co jeszcze... Ale Urban - inna sprawa. Jeden drobniutki komentarzyk w tonie "a fe, to przesada, tak nie wypada".

Tygodnik "Wprost" podsłuchał kiedyś panów Michnika i Urbana, jak biesiadując w warszawskiej knajpie naśmiewali się z chamskich nazwisk prawicowych dziennikarzy. "Jak to-to się nazywa, jakiś Warzecha, jakiś Semka..." - rechotali, według nigdy nie zdementowanej relacji "Wprost" panowie, de domo, Szechter i Urbach, i to by sugerowało, że podstawą ich szczególnej wspólnoty jest pochodzenie. I że to dlatego Urbanowi dostępna jest łaska wybaczenia ogromu popełnionych w życiu świństw i prawo bycia autorytetem moralnym, a Barański, który nabroił o wiele mniej, ale nie należy do ekskluzywnego klubu, ma trzymać mordę w kubeł. Jeśli ktoś postawi taką tezę, to ja się z nią zasadniczo zgodzę - z jedną wszelako nader ważną poprawką.

A mianowicie, że nie chodzi tu o pochodzenie etniczne, żydowskie, bo z obu panów żadni Żydzi, więcej powiem, każdy z nich jest sam w sobie obrazą dla tego narodu. Chodzi o pochodzenie społeczne, pochodzenie z "żydokomuny" (można już chyba używać tego słowa, skoro odczarował je publicznie sam szef Żydowskiego Instytutu Historycznego). W obłudzie "Wyborczej", która odprawia moralistyczne egzorcyzmy nad Barańskim, a znacznie odeń gorszego Urbana fetuje i szanuje, widzimy po prostu kolejny przejaw zajadłej wewnętrznej wojny, toczonej latami w PZPR i w całej w ogóle formacji wychowanej przez komunizm. Odsyłam do klasycznego tekstu Jedlickiego o "Chamach" i "Żydach" w Partii, publikowanego niegdyś u Giedroycia. Na pewno jest dostępny w sieci, a choćby i nie chciało się komuś szukać, wprowadzone nim do debaty historycznej nazwy partyjnych obozów mówią wszystko.

Piszę akurat o Urbanie, bo to wyjątkowa kanalia, ale przecież takich przykładów, dobitnie negliżujących nicość zadętej moralistyki "Wyborczej" jest wiele. Tak, jak Barański był tylko drobnym łobuzem przy Urbanie, tak i Urban był tylko małym pomagierem u Jaruzelskiego. A czy oburza "Wyborczą", gdy się dziś Jaruzelski kreuje na patriotę, na obrońcę wolności i autorytet moralny? Rozumiem, że jego zbrodnie przeciwko Polsce i Polakom mediom Agory nie przeszkadzają, ale przecież u schyłku lat sześćdziesiątych Jaruzelski z właściwą sobie gorliwością i zapałem "odżydzał" kadry dowódcze tzw. ludowego Wojska Polskiego. Nikomu by tego nie wybaczono, ale Jaruzelski - okay, nie ma sprawy, "odpieprzcie się od generała". Bo odkupił swe winy, po latach oddając władzę tej właściwej, jedynie słusznej opozycji - "demokratycznej", a nie tej narodowo-katolickiej. Czyli, w dużym uproszczeniu mówiąc, właśnie "Żydom", którzy po Marcu wprost z Partii poszli tę właściwą, jedynie słuszną opozycję tworzyć.

Jaruzelski, Kiszczak, Urban, najgorsze komunistyczne kreatury tego okresu, zostały przez niezłomnego moralistę i jego gazetę rozgrzeszone, choć ani o rozgrzeszenie nie prosiły, ani nigdy nie wyrażały najmniejszego żalu za grzechy. A kto to taki Barański? Mały neptek na ich usługach, za które mu zresztą podziękowali kopniakiem w de. Naszmacił się w DTV, i żadnych akcji w banku czy innej intratnej synekury nie dostał. Potem poszedł do czarnej redakcyjnej roboty u Urbana, zbudował mu ten dochodowy szmatławiec, a potem Urban szurnął go stamtąd bezceremonialnie (wspominam o dalszych losach byłego propagandysty DTV nie żeby go żałować, bo zasłużył sobie swymi życiowymi wyborami na takie "Bóg zapłać", ale dlatego, że jego niewłaściwe pochodzenie społeczne zapewne miało i w tym swój udział). I oto teraz ten Barański właśnie, nie żaden z jego przełożonych, ma być symbolem całego zła PRL, a przynajmniej jego obmierzłej propagandy? Jaja sobie pani robi, pani Kublik?

Nie, oczywiście wiem, że nie o jaja tu chodzi. Chodzi o innego z partyjnych "chamów", który stoi dziś na drodze nowemu faworytowi niegdysiejszej "żydokomuny" - lansowanemu przez nią na odnowiciela lewicy Palikotowi. Więc "Wyborcza", dla której przez długi czas był Miller cennym sojusznikiem przeciwko "polskiemu ciemnogrodowi" zmienia front, i wali w szefa SLD i w jego nieskłonną do palikotyzacji formację czym popadnie. Kiejkutami, oburzeniem najświętszym, że toleruje Barańskiego, że nowe pismo z Millerem na pierwszej stronie kradnie historyczną tradycję odwilżowego "Po prostu"...

Po prostu, jak zwykle u Michnika i jego hałastry, wysokie tony moralistyki i najwyższe etyczne pienia są tylko instrumentem bieżącej i bardzo niskiej politycznej propagandy, prowadzonej w interesie popieranej przez niezłomnego moralistę koterii.

Dlatego właśnie tak żałosne, by nie rzec wręcz - rzygliwe - daje to skutki.

Rafał Ziemkiewicz

Dowiedz się więcej na temat: Nie | Po prostu

Reklama

Reklama

Reklama