Wielkie rzeźbienie w...

Miły czytelnik niech sobie wyobrazi, tak gwoli kształcącej umysł rozrywki, jakie to by były jaja po wszystkich tefałenach, niusłikach, onetach i pudelkach, gdyby tak spalił się plastikowy sraczyk na budowie gdzieś w okolicach warszawskiego Żoliborza, i ktokolwiek, kogo można nazwać „pisowcem”, choćby anonimowy internetowy troll, powiązał ów „pożar” z celowym podpaleniem, a domniemane celowe podpalenie z bezpieczeństwem Prezesa PiS? Ile byłoby kpiarskich tłitów, hecnych komentarzy i zgrywnych memów, kolportowanych w „poważnych” mediach jako „głos ludu”, ile rozlałoby się po mediach błyskotliwej jak salceson inteligencji różnych lisków i kuźniarków?

Jeśli komuś Bozia nie dała tyle wyobraźni, zamiast się wysilać może zwyczajnie użyć gugla i wyszukać komentarze z czasów, gdy jedna z tzw. prawicowych dziennikarek wrzuciła do netu zdjęcie cienia układającego się przy zachodzie słońca na kamienicy, w której kiedyś mieszkał śp. Lech Kaczyński, w sposób do złudzenia przypominający jego profil. Zdjęciu nie towarzyszyły bynajmniej żadne sugestie co do nadprzyrodzoności zjawiska - o, zobaczcie, ciekawe, na takiej samej zasadzie, jakby kto podzielił się zdjęciem gałęzi czy samorodka bursztynu w kształcie czegoś tam. Taką sugestię natychmiast jednak dopisano i przez kilka dni trwała w mediach obozu wówczas jeszcze rządzącego niewybredna szydera z pisowców co się dopatrują cudów w cieniu na ścianie, a dyżurne "socjolożki", "psycholożki" i "filozofki" w przemądrzałych komentarzach wyciągały z rzekomo ogłoszonego przez PiS cudu daleko idące wnioski co do "religii smoleńskiej" i herezji w polskim kościele.

Reklama

Za moich czasów nazywało się to "rzeźbieniem w g...". Cały potężny aparat zajmowania ludziom uwagi zajmuje się w Polsce głównie rzeźbienie w tej substancji, oczywiście pod kątem zamienienia w nią mózgów ludziom, którzy ochoczo się tej operacji poddają, bo mają taką emocjonalną potrzebę. Żeby raz jeszcze użyć testu wyobraźni: a wyobrażacie sobie państwo ramówkę w TVN 24, gdyby to kilkudziesięciu posłów PiS "przez pomyłkę" zagłosowało, w praktyce, za zlikwidowaniem kolejnej kwitnącej branży polskiej gospodarki?

Mówiąc nawiasem, ktoś może zapyta, co to jest, że jeśli tylko Polakom się w jakieś dziedzinie biznesu powodzi - wypierają Niemców lub inny unijny kraj z rynków koszernego mięsa albo futer, okazują się lepsi w spedycji albo czymkolwiek, choćby naprawianiu domowej hydrauliki, to zaraz im się tego skutecznie zakazuje? Odpowiedź jest oczywista: to jest "solidarność europejska". Zgodnie z nią, Polska ma być po części skansenem krajobrazowym, gdzie nie wolno wycinać drzew, nawet zżeranych przez korniki, ani udrożnić rzek dla transportu wodnego (najnowszy wykwit unijnej troski, o którym może nie wszyscy jeszcze słyszeli) i gdzie zachodni emeryci oraz turyści znajdą chwile oddechu za niewielkie pieniądze, a z drugiej, miejscem, gdzie zwala się i spala śmieci z całej Europy oraz skoszarowaną rezerwą taniej siły roboczej. Jeżeli chce być czymś więcej, to to jest "naruszenie praworządności" i podlega ściganiu, przy ochoczej współpracy licznej "rodzimej kanalii", głęboko przekonanej, że Polsce niepotrzebna jest własna cywilizacja ani dobrobyt, skoro ma je na wyciągnięcie ręki w Berlinie.

Wiem, doskonale wiem, jaką odpowiedź wywołają moje próby z wyobraźni. Pomijając wulgaryzmy, charakterystyczne dla żyjących w ciągłej histerii wyznawców "największego historycznego sukcesu w polskich dziejach", będzie to coś w rodzaju: "a co by było w mediach państwowych i prawicowych, gdyby to poseł PO ryćkał się potajemnie z panią podejrzanej konduity i załatwiał jej pracę w spółce skarbu państwa". Tak, tak, stary peerelowski kawał z pointą "a u was biją Murzynów" doskonale określa poziom tego, co z przyzwyczajenia nazywa się u nas debatą publiczną. Muszę jednak powiedzieć wyraźnie: wszystkie zastrzeżenia, jakie można mieć do mediów państwowych, wynikają z faktu, że po doświadczeniach nieustającej nagonki na rząd w latach 2005-2007, i przede wszystkim jej wyborczego skutku, PiS porzucił idealizm, z jakim uczynił kiedyś szefem TVP Bronisława Wildsteina, i tym razem zrobił z nich anty-TVN. Wedle zasady: gdy udało nam się zdobyć szaniec, z którego nas masakrowano ogniem, to nie będziemy na nim zakładać ogrodu, tylko obracamy działa w odwrotną stronę i walimy, ile mocy w rurach - w tamtych. I tak - jeśli brnąć w to porównanie - w ciężkiej medialnej artylerii anty-PiS ma wciąż zdecydowaną przewagę, dysponując poza tym jednym szańcem praktycznie wszystkim. Zobaczcie państwo, jaka furia i wścieklizna ogarnęła totalnych, gdy pojawiły się pojedyncze sygnały, że Polsat chce nieco wystudzić gugałowe histerie; już sama obawa wystarczyła do rozpętania nagonki, że "sprzedają się PiS".

Pożerająca wszystko logika wojny: wsie i plony idą z dymem, wysadza się mosty, na wieżach kościelnych urządza stanowiska ogniowe, i nie ma się co szczypać, bo - i to przecież usprawiedliwia wszystko - przeciwnik robi to samo. A nie od dziś wiadomo, że wojny domowe są najbardziej zawzięte ze wszystkich, i że jeńców się w nich nie bierze.

Inna sprawa, że totalni wykorzystują tę swoją medialną do zwalczania PiS w sposób tak idiotyczny, że PiS już właściwie zwalczać ich nie musi. Spalony przez nieuważnego sąsiada sraczyk posła Brejzy dobrze nadaje się na symbol tego nieustającego wycia, że PiS jest straszny, PiS jest zły, PiS ma bardzo ostre kły, podsłuchuje, cenzuruje, morduje, znęca się nad niepełnosprawnymi, zabiera wolność i internet i tak dalej - wycia doskonale przeciwskutecznego. Na szczęście dla PiS upadła elita III RP nie jest w stanie wygenerować umysłu zdolnego zadać jej pytanie, jak to jest, że skoro mają taką przewagę w debacie publicznej, PiS wygrywa we wszystkich, nawet najbardziej podkręconych sondażach. Ja im to mogę powiedzieć, ale i tak nie posłuchają.

W tym wszystkim najbardziej ciekawią - choć i budzą odrazę, te uczucia nie są ze sobą sprzeczne - ludzie, którzy w tym wojennym szale nie tylko znakomicie się czują, ale wręcz nie potrafią już żyć inaczej. Od pierwszych chwil po obudzeniu przysiadający się do komputera, żeby znaleźć jakikolwiek pretekst do wyrzucenia z siebie codziennej porcji furii, nienawiści i jadu. Każdy pretekst jest dobry. Ktoś zalinkował wiadomość, że złodzieje ukradli ileś tam kilo marihuany z policyjnego magazynu? Już pojawia się setka komentarzy o głupich pisowskich policjantach, chociaż - kto by tam doczytywał podawany link - zdarzyło się to akurat we Francji. Ktoś - ba, prominentny niegdyś dziennikarz, były szef flagowej propagandowej audycji z czasów Tuska - znalazł informację o doniesieniu do prokuratury na Szczepana Twardocha, dobudował do niej namiętny antypisowski bluzg i puścił to w internety, by link obrastał gnojem jakby toczony przez jakiegoś e-żuczka_gnojarka na spidach, a nie on, ani kolejni podający sobie tę gnojną kulę internauci nie zauważyli, że to informacja z roku 2014.

Zamordowano radnego Chruszcza na chwilę przed tym, jak miał przekazać jakieś materiały CBA? Już... Nie będę tego powtarzać ani cytować, kto ciekaw, może sam zajrzeć w to szambo, jakie na swych zamkniętych dla nie-prenumeratorów forum pielęgnuje pod tą wiadomością "Wyborcza", podobnie zresztą jak pod każdą informacją, że jakiemuś "pisowcowi" coś się złego przydarzyło - i fakt, że śp. Paweł Chruszcz nie miał nic wspólnego z PiS nie ma dla armii internetowych cybów Jarosława Kurskiego najmniejszego znaczenia.

Kiedyś - bo mam nadzieję, że kiedyś się jednak doczekamy normalności - trzeba będzie tych wszystkich ludzi, którzy ochoczo nasiąknęli tak głęboko propagandą nienawiści jakoś wyłowić, zebrać w jakichś lecznicach i poddawać długiej reedukacji, aż będą w stanie żyć normalnie. Trudno sobie to dokładnie wyobrazić, ale naprawdę, inaczej będziemy mieli z tymi weteranami plemiennej wojny podobny kłopot, jaki USA miało z weteranami z Wietnamu a ZSSR z tymi z Afganistanu. Tylko na dużo większą skalę. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy