Nocny portier - światowa prapremiera na deskach teatru

Opolski teatr im. Kochanowskiego przygotował światową prapremierę sztuki "Nocny portier" według scenariusza skandalizującego filmu Liliany Cavani. Reżyserem spektaklu jest Łukasz Chotkowski.

Opolski spektakl powstał na podstawie scenariusza Liliany Cavani - twórczyni skandalizującego włoskiego filmu "Nocny portier" z roku 1974. To pierwsza teatralna interpretacja dzieła, opowiadającego o skomplikowanych relacjach kata - b. oficera SS, i jego ofiary - kobiety, więźniarki obozu zagłady.

Reklama

- W spektaklu przedstawiamy człowieka totalitarnego, wgłębiamy się w niego, nie oceniamy go. Pokazujemy człowieka nasiąkniętego przemocą, wojną, eksterminacją - obojętne, czy to działo się 50 lat temu, czy teraz, bo mechanizm powtarzalności zbrodni jest taki sam od wieków - powiedział Chotkowski.

Film "Nocny portier" opowiada o przypadkowym spotkaniu Maxa (Dirk Bogarde), b. oficera SS, i jego dawnej ofiary - wówczas 15-letniej Lucii (Charlotte Rampling) więzionej w obozie koncentracyjnym. Bohaterowie spotykają się w Wiedniu, kilkanaście lat po wojnie.

Podczas obozowego koszmaru, gdy Max poddawał Lucię okrutnym praktykom seksualnym pomiędzy nim a ofiarą wytworzyła się dziwna więź - hitlerowski oprawca i więźniarka osiągnęli status przypominający zależność kochanków. Podczas powojennego spotkania bohaterów dawna namiętność powraca.

- My do końca nie wiemy, czy to jest miłość, nienawiść, czy pożądanie. Ważniejsze jest to, że spotkanie dwójki tych bohaterów jest spotkaniem biblijnym, antycznym, które zmienia całe ich życie. Spotkali się, doświadczyli czegoś tak silnego, że nie mogą się wyrwać z opresji tego uczucia - wyjaśnił Chotkowski.

Podkreślił, że twórcy przygotowali spektakl "bardzo formalny i zimny", w którym dużą rolę odgrywa ruch sceniczny oraz muzyka skomponowana przez Piotra Bukowskiego. Oprawa muzyczna przedstawienia to w większości oryginalne kompozycje, ale znalazło się w niej też zapożyczenie z czasów nazizmu, gdy muzyka mocno łączyła się z hitlerowskim kultem siły.

Przygotowując spektakl dotarłem do informacji, że przed wojną Niemcy byli jednymi z najlepszych na świecie wykonawców tanga. Wszystkim muzykom dekretem z 1939 roku zakazano wykonywania tej muzyki, jako prymitywnej i pozbawionej wartości artystycznych. Zostali zmuszeni do grania czegoś, co bardziej odpowiadało ideom faszystowskim, i jeden z takich utworów pojawi się również w spektaklu - zapowiedział kompozytor.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy