4-latka zostawiona w nagrzanym aucie. Interweniowali policjanci

Policjanci z Sanoka na Podkarpaciu uratowali 4-letnią dziewczynkę, pozostawioną w aucie na parkingu w centrum miasta. Zaalarmował ich parkingowy.

Jak mówił rzecznik podkarpackiej policji Paweł Międlar, chwilę po tym, jak służby zaalarmował parkingowy, policjanci byli na miejscu.

Ponieważ właścicielki auta nie było w pobliżu, policjanci wybili szybę w aucie, wyciągnęli na zewnątrz 4-letnią dziewczynkę i wezwali karetkę.

Reklama

- Dziewczynka pojechała do szpitala. Wiemy już, że nie ma żadnych poważnych następstw tego incydentu, jest zdrowa, pozostaje na obserwacji - mówił Międlar.

Jest to kolejny przypadek bezmyślności opiekunów dzieci. Kilka tygodni wcześniej doszło do tragedii - w Rybniku w wyniku udaru cieplnego zmarła trzylatka, którą ojciec zostawił w samochodzie na kilka godzin.

"Dziecko ma siłę na płacz przez kilka minut"

Eksperci alarmują, że zamknięcie dziecka w nagrzanym aucie jest wyjątkowo groźne. - Już po 10, 15 minutach w takiej temperaturze zachodzą nieodwracalne zmiany w mózgu, które mogą doprowadzić nawet do śmierci - ostrzega Adrian Stanisz ze Społecznego Komitetu Ratowników Medycznych.

- Dziecko ma siłę na płacz przez zaledwie kilka minut, a i tak tego płaczu najprawdopodobniej nikt nie usłyszy. Dziecko najpierw jest osowiałe, (...) potem traci przytomność. W konsekwencji dochodzi do zatrzymania akcji serca - mówi.

Pytany, po jakim czasie może dojść do śmierci dziecka, odpowiada: - Tak nagrzany samochód i taka wysoka temperatura to jest kwestia 10 czy 15 minut. U dzieci starszych czy u osób dorosłych ten czas może się wydłużyć, ale przy takich temperaturach to są dosłownie minuty, kiedy mogą zajść nieodwracalne zmiany i nie ma odwrotu - dochodzi do zgonu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje